Spaceruję między portem a ciasnymi uliczkami, obserwując, jak co kilka kroków zmieniają się akcenty, zapachy i rytm rozmów
Wąskie uliczki skrywają kameralne winiarnie, kawiarnie pulsują aromatem świeżo palonych ziaren, a z gorących łaźni termalnych, niczym miękka mgła, unosi się para oplatająca secesyjne mozaiki.
Włóczęga po Morzu Śródziemnym obfitowała w zaskakujące zwroty akcji.
W ciemności wokół Stromboli widzę tylko morze.
Pobudka o 3 nad ranem nie nastraja mnie optymistycznie.
Do wielkiej, mierzącej prawie dwa kilometry długości szczeliny w ziemi, wpadają potężne masy wody ogromnej afrykańskiej rzeki Zambezi
Idealnie łączy zalety wielkiej metropolii i sielskiego uzdrowiska.
Urzeka kolorami, oplata zapachami, działa na wszystkie zmysły.
Nie lubię śniegu w mieście. A może inaczej - lubię, ale oblepione białym puchem drzewa chciałabym widzieć w czasie Bożego Narodzenia.
Nazywana „flamandzką Wenecją” Brugia, słynie dziś ze starych płócien holenderskich mistrzów, czekolady i barbanckich koronek.
Jezioro Faaker See rozpościerało się u moich stóp, odbijając w swej tafli niebo i otaczające wzniesienia.
„Jerozolima do zjedzenia” to szósta książka z serii, po Italii, Hiszpanii, Portugalii oraz Atenach i Stambule.