Niezależna scena
Miasto,
które ma odbiorcę
Dopełnieniem tej układanki są inicjatywy
niezależne – prywatne, oddolne, robione „po swojemu”. Galeria Istota w Orłowie jest tu świetnym
przykładem konsekwentnie prowadzonej przestrzeni sztuki współczesnej: z programem, relacją
z odbiorcą i spokojną pracą u podstaw.
- Nowoczesność Gdyni, tej sprzed stu lat,
to dla nas coś więcej niż styl. Powstające wówczas miasto było projektem na przyszłość. Galeria
Istota wyrasta z podobnego założenia: interesuje nas nie tyle efekt, co proces, uważność, relacja
z widzami i artystkami, artystami. Jeśli jesteśmy kontynuatorkami przedwojennych projektantów, to
raczej w sensie postawy. Dla nas estetyka jest sposobem porządkowania świata, a nie dekoracją.
Przedwojenni twórcy Gdyni myśleli o mieście całościowo; my podobnie myślimy o galerii – jako
o miejscu łączącym sztukę, ludzi i codzienność. Pokazujemy to poprzez nasze wybory kuratorskie,
a także sposób przygotowywania ekspozycji – najczęściej minimalistyczny, tworzący przestrzeń
spotkania – opowiada Agnieszka Sarnacka, współwłaścicielka Galerii Istota.
Ale
równie ważny jest drugi biegun: bardziej „samorodny”, bezkompromisowy, idący pod prąd. Prywatne
muzeum Stanisława Szukalskiego pokazuje, że w Gdyni jest miejsce na twórców nieoczywistych –
wizjonerów, samotników, postaci wymykających się prostym definicjom. Szukalski nie pasuje do
wygodnej historii sztuki: jest monumentalny i osobny, genialny i drażniący, „lokalny” i zaskakująco
światowy. I właśnie dlatego działa tak dobrze jako figura dla miasta, które samo powstało z ryzyka
i wyobraźni, a nie z tradycji i przyzwyczajeń.
- Szukalski i pionierzy Gdyni to
ta sama kategoria „niepokornych”. Łączy ich brak kompleksów wobec Zachodu. Szukalski chciał, by
polska sztuka dyktowała warunki w Chicago; Gdynia sprawiła, że polski port stał się
najnowocześniejszy na Bałtyku – podsumowuje Mateusz Waloszek z Muzeum Szukalskiego. - Szukalski,
podbijając Chicago, nasiąknął amerykańskim rozmachem i przekonaniem, że tradycja nie musi być
balastem, ale paliwem dla innowacji. Podobnie było z Gdynią. To nie było miasto budowane „na
kolanach” przed historią, lecz polski American Dream. Pionierzy zjeżdżający nad Bałtyk – od
inżynierów po robotników – wierzyli, że budują coś, co od razu, w momencie powstania, jest na
światowym poziomie.
To wszystko inicjatywy ludzi, którzy w tym mieście zobaczyli
potencjał. A to jest najlepszy dowód, którego nie da się zadekretować, że Gdynia ma odbiorcę,
ciekawość i apetyt na kulturę. I że kultura oraz design mogą tu działać zarówno jako produkt dla
gości, jak i element codzienności.
- Dzisiaj, w Polsce, otwarcie prywatnej
galerii sztuki to akt najwyższej odwagi niezależnie od miejsca zamieszkania (śmiech). A, poważnie
mówiąc, Gdynia była inwestycją państwową, ale jej tożsamość rodziła się dzięki prywatnej inicjatywie
i odwadze działania poza utartymi schematami. Prowadzenie niezależnej galerii to nie jest gest tak
spektakularny, raczej codzienna praktyka budowania zaufania. Pracujemy z wiarą w sens
wielopoziomowych relacji, budujemy mozolnie coś, co nie daje natychmiastowych efektów – podsumowuje
Izabela Jakul, współwłaścicielka Galerii Istota. - Moim zdaniem prywatny mecenat działa
najskuteczniej tam, gdzie jest blisko miejsca i ludzi. Kameralne przestrzenie, takie jak Istota czy
Galeria Przypływ, tworzą realne środowisko kultury, oparte na dialogu, nie na skali. Dzięki nim
Gdynia zaczyna być postrzegana jako miasto wrażliwe, świadome i otwarte na współczesną sztukę. Do
marki światowego formatu jeszcze daleka droga.