# kultura, design, innowacje

Gdynia teraz

Gdynia od strony morza, fot. Jacek Plichta

Gdynia ma tę rzadką cechę, że jej „nowoczesność” nie kończy się na zdjęciach modernistycznych kamienic i kilku obowiązkowych hasłach o morzu. To jest miasto, które od początku działało jak projekt – praktyczny, odważny, nastawiony na ruch. Dziś ten sam gen widać tam, gdzie kultura buduje rytm miasta, design porządkuje codzienność, a innowacje zamieniają energię w realną konkurencyjność.

Gdynia lubi „moment” – tłum w jednym miejscu, wspólną energię, intensywne doświadczenie. Open’er jest najbardziej spektakularnym symbolem tej umiejętności. Ale o nowoczesnym mieście nie decyduje to, co dzieje się przez kilka dni, tylko to, co zostaje pomiędzy. I tu Gdynia jest najbardziej interesująca. Bo jej siła nie opiera się na jednej wizytówce, tylko na układance: twardych instytucjach kultury, konsekwentnie rozwijanym designie i ekosystemie innowacji. Razem tworzą opowieść o mieście, które nie celebruje nowoczesności „na słowach”, tylko próbuje ją organizować w praktyce.

Open'er Festival

Kultura jako infrastruktura

Czy w rozmowie o „nowoczesnej Gdyni” kultura może być traktowana jak ozdobnik – miły dodatek do architektury, morza i wizerunku? Nie. Bo w praktyce działa tu jak infrastruktura: buduje rytm miasta, utrwala nawyki, tworzy wspólny język. Jest tym, co zostaje pomiędzy głośnymi momentami – kiedy nie ma sceny, tłumu i medialnego piku. I to jest kluczowe rozróżnienie, bo o jakości nowoczesnego miasta nie decyduje liczba wydarzeń, tylko to, czy potrafi ono utrzymać całoroczny obieg: instytucje, programy, miejsca, do których wraca się regularnie.

W Gdyni ten całoroczny obieg trzyma się na kilku mocnych „węzłach”. Teatr Muzyczny im. Danuty Baduszkowej jest jednym z nich – działa od 18 maja 1958 roku, a od 21 lipca 1979 roku w obecnym gmachu przy Placu Grunwaldzkim. Nie chodzi wyłącznie o repertuar, tylko o skalę i rytm pracy, które realnie budują nawyk uczestnictwa: w ciągu dekad powstało tu ponad 450 premier, a teatr funkcjonuje na trzech scenach (około 1500 miejsc). Taki model – stała produkcja i regularne granie – ustawia standard doświadczenia i wychowuje publiczność, która wraca nie „od święta”, tylko z przyzwyczajenia do jakości.

W tym samym całorocznym obiegu ważną rolę pełni też Gdyńskie Centrum Filmowe – nie tylko jako kino, ale jako przestrzeń spotkań, rozmów i edukacji. To tutaj widać, że film w Gdyni nie jest wyłącznie sezonowym świętem, ale narzędziem budowania nawyku uczestnictwa. W takim środowisku Festiwal Polskich Filmów Fabularnych nie jest „przylotem branży na tydzień”, tylko wydarzeniem osadzonym w mieście, które ma kompetencje odbioru i gotowość do rozmowy. Wpływ jest też czysto rynkowy – mierzalny i odczuwalny przez lokalny biznes.

- Myślę, że marka Festiwalu znacząco wpływa na postrzeganie miasta i wspiera je w rozwoju, inwestycjach, jak i w codziennym życiu gospodarczym. Samo wydarzenie to ogromna promocja dla Gdyni. Liczba doniesień medialnych, relacji telewizyjnych i innych akcji promocyjnych w normalnych warunkach rynkowych byłaby ogromnym kosztem. Podobnie tygodniowy napływ filmowców i miłośników kina do miasta – blisko 5000 gości akredytowanych i 70 000 widzów w 2025 roku. Na tak zwanej „turystyce festiwalowej” korzystają lokalni przedsiębiorcy, restauracje, hotele, transport i inne usługi. To także nieoceniony wpływ dla Miasta – mówi Agata Kozierańska-Burda, dyrektorka FPFF.

Dworzec Kolejowy Gdynia Główna, pl. Konstytucji 1

Jest jeszcze jeden punkt, który spina ten wątek w sposób bardziej tożsamościowy – Muzeum Emigracji. To jedna z najmocniejszych instytucji narracyjnych w regionie, bo przypomina, że gdyńskość od początku była opowieścią o ruchu: o drodze, o kontakcie ze światem, o wypłynięciu i powrocie. W tej perspektywie Gdynia przestaje być wyłącznie portem i modernistycznym projektem – staje się miejscem decyzji, które realnie zmieniały ludzkie biografie.

Wątek „ruchu” ma w Gdyni także współczesne odbicie we współorganizowanych przez Miasto Ogólnopolskich Spotkaniach Podróżników, Żeglarzy i Alpinistów, które od nazwy wręczanych wówczas nagród, potocznie nazywane są Kolosami. Jeśli Muzeum Emigracji opowiada o drogach z konieczności, Kolosy przenoszą akcent na drogę z wyboru: eksplorację, ciekawość świata, przekraczanie granic. To nie musi być czytane jako „event” – raczej jako marker mentalności, która w tym mieście regularnie wraca.

- Dla mnie Kolosy to nie tylko ekstremalny wysiłek i przekraczanie barier, ale przede wszystkim realna eksploracja, ciekawość świata i otwartość na ludzi oraz kultury. W tym sensie widzę w Kolosach ten sam gen, który sto lat temu towarzyszył budowniczym Gdyni – mówi Janusz Janowski, dyrektor festiwalu i pomysłodawca nagrody Kolosy. - Dziś coraz rzadziej chodzi o odkrywanie białych plam na mapie, chociaż takie miejsca nadal istnieją w głębinach mórz czy jaskiń, a coraz częściej o decyzję, by naprawdę ruszyć w drogę i przekroczyć własne granice. Kolosy wciąż spełniają swoją rolę — inspirują, by poznawać, odkrywać i zdobywać. Gdynia to nieprzerwanie, od 100 lat, polskie okno na świat – dodaje.

Do tej mapy warto dopisać jeszcze dwa miejsca. Muzeum Miasta Gdyni porządkuje i aktualizuje opowieść o mieście, pokazując, że lokalna historia jest procesem, a nie zamkniętym zbiorem faktów. Zapowiadana tutaj wystawa „Kachu. Totalny” poświęcona Kazimierzowi Ostrowskiemu – jest dobrym przykładem, że jubileusz może być też pretekstem do świeżego spojrzenia i nowego sposobu opowiadania o sztuce, a nie tylko rocznicowej celebracji. Z kolei Gdyńskie Centrum Kultury, działające w Konsulacie Kultury (dawnym Domu Marynarza Szwedzkiego – modernistycznym adresie samym w sobie), funkcjonuje jako platforma łącząca różne dziedziny i publiczności, organizując życie kulturalne przez cały rok.

Galeria Istota

Design jako praktyka codzienności

Jeśli kultura w Gdyni trzyma rytm, to design trzyma ciągłość – tę mniej widowiskową, ale decydującą o jakości życia. To on rozstrzyga, czy miasto jest czytelne, wygodne i „do używania”, czy tylko dobrze wygląda na zdjęciach. Jeśli spojrzeć na Gdynię bez sentymentu, widać, że jej nowoczesność zawsze była pragmatyczna: miała poprawiać warunki życia, porządkować chaos, ułatwiać przepływ.

Dzisiaj tę logikę widać w działaniach Centrum Designu i w Gdynia Design Days – platformach, które traktują projektowanie jako kompetencję miejską, a nie ozdobnik. Design staje się narzędziem do rozwiązywania konkretnych rzeczy: jak komunikować się z mieszkańcami, jak projektować usługi i przestrzenie, jak budować zaufanie do zmian, jak łączyć wygodę z odpowiedzialnością.

- Pragmatyczna nowoczesność Gdyni przypomina nam, że design ma sens tylko wtedy, gdy jest blisko ludzi i ich codziennych potrzeb. W Centrum Designu staramy się pokazywać projektowanie jako narzędzie drobnych, ale realnych zmian - takich, które poprawiają komfort życia tu i teraz, zamiast obiecywać idealne rozwiązania w odległej przyszłości. Design ma być blisko codzienności mieszkańców i mieszkanek, wspierać ich w korzystaniu z miasta, a nie tylko tworzyć jego wizerunek – deklaruje Martyna Błaszczyk, kierowniczka Centrum Designu Gdynia. - Zamiast abstrakcyjnych planów pokazujemy, jak nowe rozwiązania działają w praktyce. Testowanie, prototypowanie i rozmowa wokół konkretnych sytuacji z życia miasta sprawiają, że zmiany w mobilności czy usługach publicznych stają się zrozumiałe i oswojone. Zaufanie buduje się wtedy nie przez deklaracje, lecz przez możliwość sprawdzenia rozwiązań.

W tę samą opowieść wpisuje się Traffic Design – najbardziej widoczny dowód, że projektowanie potrafi wyjść z galerii na ulicę i działać w realnym środowisku. Tu design nie jest dekoracją, tylko konkretnym działaniem – czasem subtelnym, czasem odważnym, ale zawsze osadzonym w przestrzeni, którą ktoś codziennie przechodzi. Takie działania są papierkiem lakmusowym nowoczesności: pokazują, czy miasto umie myśleć o użytkowniku, komforcie, orientacji, o tym, jak drobne decyzje projektowe wpływają na relacje i zachowania. Właśnie w detalach rozstrzyga się, czy nowoczesność jest realna, czy wyłącznie deklarowana.

- Nie dążmy do tworzenia skansenu, ale też nie niszczmy bezmyślnie detali, fasad, wyposażenia z początków miasta. To bardzo istotne, żeby nowopowstająca architektura również uwzględniała elementy sztuki i dobrego ponadczasowego dizajnu – opowiada Natalia Wielebska z Traffic Design. - Mikroskala jest ważnym elementem uzupełniającym wizerunek, ale prestiż w przypadku miasta ma w moim odczuciu przewrotne znaczenie. Bo najlepsze miasta to te, w których jest miejsce dla każdego, i w którym różnym grupom społecznym żyje się dobrze. To miasta otwarte i bezpieczne dla każdego niezależnie od tego, czy jesteś imigrantką czy lokalnym biznesmenem. Prestiż w języku miasta to park w śródmieściu lub w dzielnicy, w którym chcą i mogą spędzać czas ludzie niezależnie od wieku, zasobności portfela, stopnia sprawności, i gdzie dostęp do sztuki czy dobrego dizajnu jest dla wszystkich. Taka idea miasta przyświeca nam w codziennej działalności – podsumowuje.

Gdynia Design Days

Niezależna scena

Miasto, które ma odbiorcę

Dopełnieniem tej układanki są inicjatywy niezależne – prywatne, oddolne, robione „po swojemu”. Galeria Istota w Orłowie jest tu świetnym przykładem konsekwentnie prowadzonej przestrzeni sztuki współczesnej: z programem, relacją z odbiorcą i spokojną pracą u podstaw.

- Nowoczesność Gdyni, tej sprzed stu lat, to dla nas coś więcej niż styl. Powstające wówczas miasto było projektem na przyszłość. Galeria Istota wyrasta z podobnego założenia: interesuje nas nie tyle efekt, co proces, uważność, relacja z widzami i artystkami, artystami. Jeśli jesteśmy kontynuatorkami przedwojennych projektantów, to raczej w sensie postawy. Dla nas estetyka jest sposobem porządkowania świata, a nie dekoracją. Przedwojenni twórcy Gdyni myśleli o mieście całościowo; my podobnie myślimy o galerii – jako o miejscu łączącym sztukę, ludzi i codzienność. Pokazujemy to poprzez nasze wybory kuratorskie, a także sposób przygotowywania ekspozycji – najczęściej minimalistyczny, tworzący przestrzeń spotkania – opowiada Agnieszka Sarnacka, współwłaścicielka Galerii Istota.

Ale równie ważny jest drugi biegun: bardziej „samorodny”, bezkompromisowy, idący pod prąd. Prywatne muzeum Stanisława Szukalskiego pokazuje, że w Gdyni jest miejsce na twórców nieoczywistych – wizjonerów, samotników, postaci wymykających się prostym definicjom. Szukalski nie pasuje do wygodnej historii sztuki: jest monumentalny i osobny, genialny i drażniący, „lokalny” i zaskakująco światowy. I właśnie dlatego działa tak dobrze jako figura dla miasta, które samo powstało z ryzyka i wyobraźni, a nie z tradycji i przyzwyczajeń.

- Szukalski i pionierzy Gdyni to ta sama kategoria „niepokornych”. Łączy ich brak kompleksów wobec Zachodu. Szukalski chciał, by polska sztuka dyktowała warunki w Chicago; Gdynia sprawiła, że polski port stał się najnowocześniejszy na Bałtyku – podsumowuje Mateusz Waloszek z Muzeum Szukalskiego. - Szukalski, podbijając Chicago, nasiąknął amerykańskim rozmachem i przekonaniem, że tradycja nie musi być balastem, ale paliwem dla innowacji. Podobnie było z Gdynią. To nie było miasto budowane „na kolanach” przed historią, lecz polski American Dream. Pionierzy zjeżdżający nad Bałtyk – od inżynierów po robotników – wierzyli, że budują coś, co od razu, w momencie powstania, jest na światowym poziomie.

To wszystko inicjatywy ludzi, którzy w tym mieście zobaczyli potencjał. A to jest najlepszy dowód, którego nie da się zadekretować, że Gdynia ma odbiorcę, ciekawość i apetyt na kulturę. I że kultura oraz design mogą tu działać zarówno jako produkt dla gości, jak i element codzienności.

- Dzisiaj, w Polsce, otwarcie prywatnej galerii sztuki to akt najwyższej odwagi niezależnie od miejsca zamieszkania (śmiech). A, poważnie mówiąc, Gdynia była inwestycją państwową, ale jej tożsamość rodziła się dzięki prywatnej inicjatywie i odwadze działania poza utartymi schematami. Prowadzenie niezależnej galerii to nie jest gest tak spektakularny, raczej codzienna praktyka budowania zaufania. Pracujemy z wiarą w sens wielopoziomowych relacji, budujemy mozolnie coś, co nie daje natychmiastowych efektów – podsumowuje Izabela Jakul, współwłaścicielka Galerii Istota. - Moim zdaniem prywatny mecenat działa najskuteczniej tam, gdzie jest blisko miejsca i ludzi. Kameralne przestrzenie, takie jak Istota czy Galeria Przypływ, tworzą realne środowisko kultury, oparte na dialogu, nie na skali. Dzięki nim Gdynia zaczyna być postrzegana jako miasto wrażliwe, świadome i otwarte na współczesną sztukę. Do marki światowego formatu jeszcze daleka droga.

PPNT

Innowacje – nowa brama na świat

Nowoczesna Gdynia zawsze była pragmatyczna. Sto lat temu chodziło o port, infrastrukturę i odwagę, żeby zrobić coś „na skalę”, mimo że jeszcze nie było pewności, czy się uda. Dziś ta sama logika wraca w innym języku. Pomorski Park Naukowo-Technologiczny to duży, realny ekosystem pracy i wdrożeń – kompleks o powierzchni ok. 76 tys. m², w którym działa ponad 250 firm i organizacji. Nie jest „ładnym dodatkiem do narracji o mieście”, tylko miejscem, gdzie nowoczesność robi się w praktyce: w biurach, laboratoriach, prototypowniach, przestrzeniach coworkingowych i strefach dla start-upów. Co ważne, to nie jest wyłącznie świat technologii – w strukturze parku działa też Centrum Designu, odpowiedzialne m.in. za Gdynia Design Days, więc projektowanie spotyka się tu z biznesem i innowacją w sposób naturalny, a nie deklaratywny.

- To wciąż ta sama sztafeta nowoczesności, choć zmieniły się narzędzia i „paliwo”. Jeśli kiedyś Gdynię budowano z betonu i stali, dziś budujemy ją z odwagi, wiedzy, kodu i innowacji. W PPNT wspieramy projekty od biotechnologii, przez technologie kosmiczne, po rozwiązania z zakresu AI i Internetu Rzeczy — wszystkie z globalnym potencjałem. Firmy rozwijające się u nas wysyłają swoje technologie w kosmos czy wzmacniają bezpieczeństwo infrastruktury krytycznej na świecie w obliczu rosnących globalnych zagrożeń. Myślę, że teraz nowoczesności nie mierzy się tonami stali, lecz bardziej odwagą myślenia i skalą ambicji – kwituje Anna Borkowska, dyrektorka Pomorskiego Parku Naukowo-Technologicznego Gdynia.

Jako hub dla odważnych projektów, PPNT przyciąga młode umysły, które w Gdyni szukają czegoś więcej niż tylko inspiracji kulturalnych. To miejsce, gdzie wizja przyszłości materializuje się w formie konkretnych technologii i to znanych na całym świecie.

- Technologie i innowacje, które powstały i powstają w PPNT Gdynia, są dziś nową „bramą na świat” — od rozwiązań, które trafiły do globalnych firm, jak syntezator mowy Ivona, znany dziś jako Alexa, po spółki działające w wyspecjalizowanych, często niewidocznych dla szerokiego odbiorcy niszach rynków USA, Azji i Europy. Port otworzył Gdynię na świat fizycznie — dziś robią to technologie. W kolejnych 100 latach widzę Gdynię jako miasto, które nie tylko tworzy nowoczesne produkty, ale także eksportuje wiedzę, talenty i inspiracje powstające właśnie tutaj – dodaje Anna Borkowska.

# komentarz

Partnerstwo ponad algorytmami

Agata Kozierańska-Burda | FPFF

"To, co musi się stać, od lat się już dzieje. Przy wydarzeniu o takiej randze i tak dużym znaczeniu dla miasta konieczna jest głęboka, oparta na partnerstwie współpraca z władzami Gdyni. Musimy patrzeć w tym samym kierunku i odpowiadać na wzajemne potrzeby. Póki co nie ma w nas obaw, by festiwalowa frekwencja spadła, a zainteresowanie wydarzeniem ze strony branży czy sponsorów malało. Myślę, że gwarancją sukcesu na ten moment jest doświadczenie całego zespołu Festiwalu, który podchodzi do każdej edycji imprezy z uważnością i rzetelnością".

# komentarz

Kultura silnym magnesem

Mateusz Waloszek | Muzeum Szukalskiego

"Miasto potrzebuje „magnesów”, które przyciągną światową elitę kreatywną, turystów kulturalnych i inwestorów szukających czegoś więcej niż tylko biurowców. Światowej klasy muzeum czy unikalny design stają się nowym rodzajem infrastruktury. Mecenat w Gdyni to domknięcie pewnego cyklu. 100 lat temu jednostki stworzyły tu ramy dla nowoczesnego życia. Dziś my, jako muzeum, wypełniamy te ramy treścią, która jest równie bezkompromisowa i odważna, jak pierwsze fundamenty wbite w piach gdyńskiej plaży".

# komentarz

Zapobieganie odpływowi talentów

Anna Borkowska | PPNT

"Te dwa wyzwania są ze sobą nierozerwalnie związane. Musimy jednocześnie nadążać za dynamicznym rozwojem technologii i konsekwentnie wzmacniać ekosystem, który zachęca ludzi, by właśnie tutaj tworzyli i skalowali globalne rozwiązania. Inwestycje w infrastrukturę, jakość życia, edukację oraz współpracę z biznesem i międzynarodowymi partnerami sprawiają, że Gdynia — i szerzej Pomorze — staje się miejscem, w którym naprawdę warto projektować przyszłość. Talenty zostają tam, gdzie technologia spotyka się z jakością życia".

# komentarz

Odwaga projektowania

Martyna Błaszczyk | Centrum Designu Gdynia

"Największym wyzwaniem jest pogodzenie potrzeby iteracji z oczekiwaniem szybkich i ostatecznych decyzji. Szczególnie w mieście, które po 100 latach wciąż pozostaje w procesie. Gdynia dojrzewała poprzez testowanie, korekty i uczenie się w działaniu, a nie przez perfekcyjne plany. Projektowanie oznacza dziś odwagę, by traktować elastyczność jako wartość, a nie słabość".