Zapomnij o szybkiej kawie i kanapce w biegu. W Trójmieście śniadanie potrafi być atrakcją samą w sobie, bo to właśnie tutaj poranki pachną świeżo mieloną kawą, ciepłym pieczywem i sezonowymi owocami, a menu zaskakuje kreatywnością. Od klasyków w najlepszym wydaniu po autorskie kompozycje i smaki z różnych stron świata – wybór jest tak duży, że jeden wakacyjny weekend to zdecydowanie za mało. Sprawdź, gdzie warto rozpocząć dzień, by pierwszy posiłek stał się jednym z najmilszych wspomnień z lata.

Mimosa

Mimosa
# Dla śpiochów

Nie musisz się tłumaczyć, gdy zaśpisz i zajdziesz tutaj po 12. W większości lokali o tej godzinie kucharze już szatkują warzywa na zupę dnia, a kelner patrzy na zegarek, jeśli prosisz o jeszcze jedno espresso przed wyjściem. W Mimosie czas płynie inaczej – śniadanie trwa tu aż do 14:30. Za kuchnią stoi Piotr Ślusarz, finalista Top Chef – mocne nazwisko, które w innych miejscach zwiastowałoby pianki, żele i porcje wielkości naparstka. Tu jednak na stole lądują takie przysmaki jak turecki śniadaniowy półmisek pełen kolorowych dodatków, jajka z szarpaną wieprzowiną czy kremowa feta z arbuzem – do których trzeba siadać z głodem na poważnie. Najwięcej rozmów wywołuje jednak szakszuka bez pomidorów – z pieczoną dynią, granatem i przyprawami.

- Nasze menu śniadaniowe jest bardzo różnorodne, dlatego każdy znajdzie u nas coś dla siebie. Mamy dania, które przywołują smaki dzieciństwa, jak tost z domową pastą jajeczną i świeżym chrzanem, są też autorskie interpretacje klasyków – wyjaśnia Kamila Kobus-Frąszczak, właścicielka. - Od samego początku ogromną popularnością cieszą się śniadanie tureckie oraz awokado tost z granolą i jajkami poche, podawany na naszym pieczywie. Wśród napojów goście najczęściej wybierają włoską kawę, matchę w różnych odsłonach i oczywiście mimozę – zdradza.

Zanim cokolwiek trafi na stół, poczujesz to już w powietrzu. Ciepły, drożdżowy zapach, który wita już na wejściu, pochodzi prosto z tutejszego pieca, bo całe pieczywo do śniadań Mimosa wypieka sama, każdego ranka od zera. To detal, który łatwo przeoczyć, a który tłumaczy, czemu tosty tutaj smakują inaczej niż gdziekolwiek dalej na mapie.

- Wierzymy, że o wyjątkowym śniadaniu decyduje jakość składników i dbałość o detale, dlatego pieczywo do naszych śniadań wypiekamy sami każdego poranka – podkreśla właścicielka.

Łąska Bar

Łąka Bar
# Dla smakoszy

Jeśli myślisz, że na dobre śniadanie w Gdańsku trzeba iść wyłącznie wydeptaną przez tysiące turystów ścieżką w stronę Głównego Miasta – pora zmienić azymut. Witaj na Dolnym Mieście, w Łąka Barze, gdzie poranny głód leczy się azjatyckim twistem.

- Jesteśmy w samym sercu Dolnego Miasta, w dawnej Królewskiej Fabryce Karabinów, gdzie zachowując trochę historii budynku, wkrada się świeża architektura i luz bycia – opowiada Piotr Chludziński, właściciel. - Bawimy się kuchnią świata, nawiązując klimatem do berlińskiej dzielnicy artystycznej Kreuzberg.

I faktycznie, zamiast zadęcia, sztywnych kelnerów i białych obrusów, dostaniesz tu postindustrialną przestrzeń zalaną tonami zielonych roślin, designerskie meble i vibe, który z miejsca każe wrzucić niższy bieg. A latem całe to towarzyskie życie przenosi się na gigantyczny, chilloutowy ogródek. Jednak do Łąki nie przyjdziesz tylko po to, żeby popatrzeć na ładne ściany i beton. Tutejsza karta śniadaniowa to jazda bez trzymanki, zwłaszcza jeśli nudzi cię klasyczny zestaw złożony z jajecznicy i parówki.

- W śniadaniach mamy trzy pozycje, które niezmiennie królują – tłumaczy Piotr. - Dla głodomorów mamy Hash, czyli smażone warzywa z naszym domowym chorizo lub fake chorizo z tofu, przykryte jajkami sadzonymi i polane sosem holenderskim. Coś niebanalnego? Buttermilk Chicken. To połączenie soczystego i chrupiącego mięsa z udka kurczaka lub boczniaka z jajkiem w koszulce, polane sosem holenderskim oraz, tu zaskoczymy, syropem klonowym. Na osłodę dnia polecamy zawsze Fluffy, czyli puszyste japońskie naleśniki, polane słonym karmelem z miso.

Mocnym atutem tego miejsca jest sezonowość – dzięki temu możesz o każdej porze roku testować innych śniadań inspirowanych kuchnią świata. Do tego zamiast klasycznego przelewu warto zamówić tu kawę po wietnamsku.

Slow

Flow

Slow & Flow
# Dla nieśpiesznych

Gdynia i Gdańsk – dwa całkowicie różne miasta, które łączy to samo: śniadanie bez pośpiechu. Wszystko zaczęło się w Gdyni, gdzie wystartowało Flow. Parę lat później w gdańskim Garnizonie otworzyły się drzwi Slow, czyli siostrzanego lokalu z tą samą, luźną filozofią. Razem tworzą SLOW FLOW – kawiarnianą synergię, w której chodzi po prostu o dobrą kawę, jedzenie i ludzi.

– Flow to miejsce stworzone wokół prostych przyjemności, dobrego śniadania, kawy i spotkań z ludźmi – opowiada Szymon Wróblewski, współwłaściciel. – Lubimy myśleć o sobie bardziej jak o sąsiedzkim salonie niż restauracji. Można wpaść na szybkie espresso, ale równie dobrze zostać na pół dnia.

Jedzenie to kluczowy aspekt w obu lokalach. Flow rozkochuje gości w swoich omletach francuskich, które królują tam jako niekwestionowany numer jeden.

– Są z nami od początku i przez lata dorobiły się grona wiernych fanów. Często słyszymy od gości, że to właśnie dla nich przyjeżdżają do nas z drugiego końca Polski – przyznaje Szymon.

Idealnie kremowe w środku i podkręcone na różne sposoby. Możesz pójść w totalną klasykę, gdzie pierwsze skrzypce gra po prostu dobre masło i szczypta soli Maldon, albo wybrać opcję z sezonowymi specjałami. Tutaj karta żyje własnym rytmem – menu potrafi zmienić się nawet kilka razy w roku, dostosowując się do tego, co akurat jest najświeższe na rynku.

Natomiast w gdańskim Slow czas płynie jeszcze wolniej. Tu wszystko kręci się wokół tutejszej piekarni. Zarówno chleb, jak i słodkości rzemieślnicy wypiekają na miejscu. Witryna aż pęka w szwach od słodkich wypieków drożdżowych z dużą ilością masła i chleba na zakwasie z chrupiącą skórką.

– Bardzo szybko okazało się, że jednym z naszych znaków rozpoznawczych został Royal Bun, na którego już od pierwszych dni działalności przychodzi wielu gości – dodaje Wróblewski.

Ten tutejszy pewniak to zgrillowana, maślana brioszka z awokado, pikantnym kimchi, słonym prosciutto i jajkiem w koszulce, która spływa aksamitnym sosem holenderskim. Żeby podbić ten klimat, goście regularnie dorzucają do tego autorski Seltzer Slow – lekki, cytrusowy i orzeźwiający napój.

Co najlepsze, tutejszym chlebem nie musisz cieszyć się tylko na miejscu. Rano bez problemu zgarniesz jeszcze ciepły bochenek z posypką Everything Bagel do domu, żeby przenieść ten niespieszny vibe do własnej kuchni. W tym przypadku „slow” przestaje obowiązywać – trzeba się spieszyć, bo znika w mgnieniu oka!

Norwida 2 Concept

Norwida 2 Concept

Norwida 2 Concept
# Dla luzaków

W gdańskim Garnizonie wybór potrafi przyprawić o zawrót głowy – kawiarni i śniadaniowni jest tu naprawdę sporo. Ale z Norwida 2 sprawa wygląda trochę inaczej. Nie pasuje do schematu zwykłego lokalu. Wchodzisz na śniadanie, a przy okazji ładujesz do torby rzeczy, których nie uświadczysz w markecie.

- Serwujemy jakościowe śniadania, a jednocześnie prowadzimy bogato zaopatrzone delikatesy – mówi Nela Samoć-Jura, współwłaścicielka lokalu, który prowadzi wspólnie z mamą. - Współpracujemy z palarnią kawy speciality i przygotowujemy wysokiej jakości matchę. Zależy nam, aby na każdym etapie wizyty gość czuł się zaopiekowany i miał pewność, że otrzymuje najlepszy możliwy produkt, zarówno na talerzu, jak i w filiżance.

A co ląduje na stole? Jeśli nie chcesz przekopywać się przez kartę, zamawiasz to, co zamawiają tu wszyscy.

- Nasi goście bezgranicznie pokochali „Talerzyk Norwida 2” – przyznaje właścicielka. - Znajdziecie na nim świeże pieczywo od Hewelke Bakery, wędzonego łososia, bio jajko poche, nasz domowy hummus, masło oraz chrupiące sezonowe warzywa. Od momentu wprowadzenia do menu ta pozycja nieprzerwanie pozostaje numerem jeden.

Żółtko z bio jajka rozlewa się na rzemieślniczym chlebie i nagle rozumiesz, dlaczego ludzie mają na punkcie tego talerza obsesję. Tu nie ma oszczędzania na składnikach ani szukania tańszych zamienników. Ma być konkretnie i smacznie. A zamiast korporacyjnych procedur i wyuczonych formułek, na Norwida dostajesz po prostu normalną, ludzką pogawędkę. Ekipa zna stałych bywalców po imieniu, wiedzą, jaką kawę lubisz i pamiętają imię twojego psa.

- Nie traktujemy gości jak klientów – podsumowuje Nela. - Po latach wiele osób stało się częścią naszej codzienności, a relacje z nimi często mają wręcz przyjacielski charakter. Nasi goście chcą mieć pewność, że jedzą dobrze i świadomie, a my dokładamy wszelkich starań, aby każdego dnia dostarczać produkty i dania na najwyższym poziomie.

Pokusa Bakery

Pokusa Bakery
# Dla chleboholików

W Pokusa Bakery dzień zaczyna się od uderzenia zapachu świeżo upieczonego chleba i mocnego aromatu kawy z własnej palarni. Jeśli masz słabość do prawdziwego, rzemieślniczego pieczywa i nie uznajesz ściemy, to jest ten adres.

- Pokusa to przede wszystkim piekarnia, ale również miejsce, w którym zjecie śniadania na najlepszych składnikach, gdzie sezonowość odgrywa najważniejszą rolę. Chleb i słodkie wypieki powstają u nas na miejscu, a kawa w naszych młynkach wypalana jest we własnej palarni kawy Superfrut Coffee – mówi Michał Gregorczyk, współwłaściciel.

Tutejsza karta bez kombinowania łączy klasykę z autorskimi pomysłami. Jeśli nie wiesz, co wybrać przy zamawianiu, idź w bestsellery.

- Absolutnymi pewniakami śniadaniowymi są pozycje, w których główną rolę odgrywa jajko i nasz chleb. Zestaw Klasyk, Grilled Cheese, Tuna Melt czy tost z jajecznicą. Trzeba jednać pamiętać, że menu zmienia się u nas sezonowo! – dodaje Gregorczyk.

Wspomniany Zestaw Klasyk to ich autorskie, chrupiące pieczywo sparowane z jajkiem na miękko, młodą goudą i konfiturą z ciemnych owoców. Z kolei Tuna Melt Grilled Cheese to czysty comfort food: maślana brioszka posmarowana słuszną porcją pasty z tuńczyka i szparagów, na której lądują kawałki ciągnącej się mozzarelli i charakterna, piklowana cebulka. W karcie znajdziesz też konkretny Tost z jajecznicą, awokado i Grana Padano, a jeśli wolisz poranek na słodko? Wtedy na stół wjeżdża Tost Francuski z waniliowym mascarpone i sezonowym rabarbarem.