Biesiada zamiast ceremonii
Mechanicznie
odtwarzana tradycja jest banalna, natomiast tu – staje się punktem wyjścia. Jest to o tyle istotne,
że w restauracji pojawiają się międzynarodowi goście, a menu to pierwsze i prawdziwe spotkanie
z lokalnością. Natomiast dla lokalnych to powrót do dobrze znanych smaków, ale podanych
w zaskakującej formie. Z tej przyczyny do Restauracji Polskie Smaki w hotelu Sheraton wchodzę
z innym nastawieniem niż do klasycznego fine diningu.
Niedzielne Brunche. To nowa
formuła, z jaką wychodzi lokal. Całość opiera się na idei wspólnego stołu i swobodnego integrowania
się ludzi. Do wyboru jest zimny i deserowy bufet, a na zamówienie dania na ciepło w formie porcji
degustacyjnych. Wszystko bez limitu w jednej cenie i co najważniejsze według mnie – można jeść
i zamawiać we własnym tempie.
– Nasze zimowe menu budowane jest wokół
sezonowości, prostoty i jakości produktu – mówi Natalia Bernatowicz, specjalistka ds. marketingu
lokalu. – Smaki mają pozostać czytelne dla wszystkich, a forma wspólnego stołu sprawia, że język
kuchni okazuje się zaskakująco uniwersalny – zrozumiały bez względu na pochodzenie.
Czuję,
że tu chodzi o biesiadę w nowoczesnym wydaniu. O swobodę. O ciepło. O przyjemność bycia razem.
Zamiast formalności – komfort. Zamiast dystansu – relacja. Jedzenie zaprasza do rozmów, do dzielenia
się talerzami, do niespiesznego spędzania czasu. Coraz wyraźniej widać, że właśnie tego dziś zimą
szukają goście – bycia razem. Tylko jedno nie daje mi spokoju, pytam więc, czym to się różni od
zwykłej kolacji?
– No właśnie. Tutaj można dotknąć nowoczesnego luksusu, a ten
definiujemy jako czas i uważność. To spokój, brak pośpiechu, możliwość zamówienia kolejnej porcji
wtedy, gdy ma się na to ochotę. To rytm wieczoru, który dostosowuje się do gości, a nie odwrotnie.
Poczucie wyjątkowości budujemy poprzez atmosferę: ciepłe wnętrze, wspólny stół, opowieść o jedzeniu
i serdeczną, nienachalną obsługę. To luksus, który nie onieśmiela, tylko zaprasza – tłumaczy
Bernatowicz.
Zerkam do menu. Wśród przystawek m.in. tatar z polędwicy wołowej
z majonezem grzybowym i smardzami, pasztet z kaczej wątróbki z pistacjami czy zylc z golonki z musem
chrzanowym. Na żywo lepione są pierożki z cielęciną, podawane z bulionem, a zimę dobrze domyka żur
na maślance z kurkami i esencją z białej kiełbasy. Natomiast wśród gorących dań pojawiają się
chociażby piersi z perliczki z sosem truflowym i gęsią wątróbką, sandacz z koperkowym kremem
ziemniaczanym czy confitowane kacze udo z kluskami śląskimi i modrą kapustą. Na deser – cynamonka,
tarta śliwkowa ze śliwowicą, sernik wiśniowy, blok czekoladowy, kompot.
Ale na
tym nie koniec, bo menu będzie się zmieniać wraz z dostępnością produktów. Jesienią, gdy rządzą
ziemniaki, w karcie pojawi się babka. Gdy przyjdzie zima, karta oprze się na korzeniach
i kiszonkach. A na wiosnę wszystko znów się zmieni: lżej, świeżej.