Choć woził piosenkarzy na festiwal w Sopocie, zapamiętano go jako poobijanego konia roboczego niewielkich przedsiębiorstw PKS. San H 100, to jedna z najciekawszych i zarazem najbardziej zapomnianych gwiazd polskiego interioru.  Do dziś zachowało się ich jedynie siedem. Jeden regularnie pojawia się na ulicach Trójmiasta.

Bezwzględne i nieuchronne młyny czasu zacierają w ludzkiej pamięci codzienność mijających epok. Prawie nikogo nie interesuje już dziś lifestyle Belle Epoque. Nieubłaganie blednie też tak modny przez ostatnie dwie dekady blichtr lat 20., i 30. XX wieku. W naszym polskim przypadku, trudno ekscytować się fatalną dla nas codziennością lat 40. i 50. To tłumaczy powszechność i niezwykłą energię zainteresowania dwoma kolejnymi dekadami. Bo lata 60. i 70. XX wieku, choć nadal socjalistycznie represyjne i ograniczające, dały milionom rodaków szansę w miarę normalnie pracować, tworzyć czy po prostu – żyć.

Krzysztof Nowosielski

Zainteresowanie lifestylem tamtego okresu nie ogranicza się tylko do muzyki, mody, filmów, całkiem awangardowej architektury, czy meblościanek. Przekłada się także na motoryzację, sprawiając że zakup na przykład Warszawy, wiąże się z wydatkiem takim samym jak dobrze utrzymany, porównywalny wiekowo Cadillac, lub Mercedes. Entuzjaści motoryzacji, którzy od początku obecnego wieku wyciągnęli już z krzaków i komórek wszystkie możliwe Osy, Mikrusy i Syreny, prowadzą obecnie systematyczne polowania z nagonką na porzucone w zakamarkach podwórek i ogródków działkowych, na PRL-owskie autobusy. Czasami z sukcesem, czego najlepszym przykładem jest odkrycie dwóch egzemplarzy krótkoseryjnego autobusu „Bałtyk”, który powstawał w latach 1961 – 1963 w Koszalinie, na podwoziach czeskiej Skody. Tej samej, która w pełnej licencyjnej odmianie stała się tak popularnym „Jelczem – Ogórkiem”.

Krzysztof Nowosielski

Ogórek to Skoda. Warszawa to sowiecka Pobieda. San H100 to zaś całkowicie polska konstrukcja. Jej historia wywodzi się od jeszcze XIX wiecznej fabryki w Sanoku, która przed wojną, budując wagony, rywalizowała z takimi potęgami jak sławny warszawski Lilpop Rau i Loewenstein. Częściowo odbudowana i uruchomiona w 1944 roku, przez kolejne sześć lat nadal budowała wagony, aby na początku kolejnej dekady rozpocząć produkcję sprzętu motoryzacyjnego. Początkowo były to nadwozia autobusowe i pożarnicze na włoskich i angielskich podwoziach. W 1950 roku zmontowano także 71 sztuk okazałego autobusu międzymiastowego Fiat 666RN a rok później skonstruowano pierwszy własny autobus, na podzespołach krajowego Star-a. W latach 1951–1959 bramy Sanockiej Fabryki Wagonów opuściło łącznie 2507 międzymiastowych autobusów Star.

Krzysztof Nowosielski

Polityczne przesilenie i gomułkowski przełom 1956 roku były niezwykle ważnym momentem dla autobusów z Sanoka. W 1955 roku do kadry inżynierskiej dołączył młody konstruktor i stylista, potomek założycieli fabryki, Zdzisław Beksiński. Artysta brał udział w projektowaniu kilku nowatorskich prototypów a niektóre jego pomysły trafiły do seryjnych konstrukcji. Był też autorem sławnego bociana - znaku fabrycznego Autosana, który wziął się od gniazda tych ptaków, założonego na dachu jednego z fabrycznych budynków. Przyjście do pracy Beksińskiego biegło się z pracami projektowymi nad nowoczesnymi, samonośnymi autobusami serii San H01, 25, 27, które choć wizjonerskie, podobnie jak niektóre warszawskie wieżowce z tamtego okresu, okazały się niezwykle awaryjne i kłopotliwe w użytkowaniu. W tych okolicznościach w milenijnym roku 1966, na scenę wkroczył znacznie bardziej konserwatywny San H100, którego postawę stanowiła solidna rama. W porównaniu do nadwozi samonośnych był to zdecydowany krok wstecz. Większa masa, mniejsze wnętrze, wyższa podłoga. Przyglądając się jednak realiom polskiej komunikacji autobusowej aż do lat 90. XX wieku – wszak ramowe były też „Ogórki”, czy „Ikarusy”, taka koncepcja oznaczała praktycyzm i wytrzymałość. Napędzany silnikami diesla, produkowany był seryjnie w dwóch odmianach: 5873 miejskich i 17 897 międzymiastowych. Jego wyróżnikiem było bardzo harmonijne nadwozie z efektownym grillem, w którym można doszukać się włoskich inspiracji. Miał też ładne wnętrze i bardzo efektowną deskę rozdzielczą, znaczoną ręką wybitnego artysty. Pojazd mógł się podobać. Problem w tym, że jego przeznaczeniem była ciężka codzienna praca w błotnistym, dziurawym interiorze. Stąd zachowane, nieliczne, czarno – białe zdjęcia, dają nam przeważnie obraz wyeksploatowanych półwraków.

Krzysztof Nowosielski

Zupełnie inaczej prezentują się wyremontowane egzemplarze muzealne, które można oglądać w Warszawie, Szczecinie, Bydgoszczy i pomorskim Muzeum Techniki Wojskowej Gryf w Dąbrówce. Pod Wejherowem, oprócz znanej w całej Polsce kolekcji militarnej zobaczymy także całkiem imponującą reprezentację samochodów i motocykli, znanych z dróg PRL- u. San H100 ogrywa wśród nich szczególną rolę. Takim autobusem jeździł w PKS tata twórcy placówki, Mariana Koteckiego. San H100 był też pierwszym autobusem prowadzonym osobiście, pod nadzorem rodzica, przez pana Mariana, który do dziś potrafi wskoczyć za kierownicę i pokonać nim kilkaset kilometrów w drodze na zlot klasyków i oldtimerów. Z takich rzeczy wyrosnąć się nie da.

Krzysztof Nowosielski