Honda CRX II

Ognisty sen pięćdziesięciolatków

Krzysztof Nowosielski

Kiedy pojawiała się w ulicznym peletonie dużych Fiatów, Wartburgów i Polonezów, błyskając sygnalizacyjną żółcią, kocią czernią, soczystą czerwienią, nastolatkowie tracili dla niej głowę, natychmiast zapominając o Bogusiu Lindzie, Darku Kordku, Renacie Dancewicz, Kasi Figurze, czy nawet Katarzynie Śmiechowicz. Nie, nie chodzi nam wcale o Ferrari, tylko o drapieżne Hondy CRX II generacji. Kręcące się do siedmiu tysięcy obrotów i dźwięczące prawie tak, jak triumfujący wówczas w F1, napędzany japońskimi silnikami, McLaren.

To był niezwykły rok. Wprowadzona wówczas Mała Konstytucja regulowała funkcjonowanie państwa w zakresie władzy ustawodawczej, wykonawczej i stworzyła podstawy działania samorządu terytorialnego. Parlament stał się areną sławnej „Nocy Teczek”, rolnicy założyli „Samoobronę”, a rząd wprowadził podatek VAT. Przeciętny Polak, próbujący się znaleźć w pstrokatych początkach wilczego kapitalizmu, bardziej interesował się otwarciem w Warszawie pierwszej restauracji Mc Donald’s, fundując sobie przy okazji na Mikołaja pierwszy numer polskiego Playboy’a z burzącą krew w żyłach, krajową playmate, Malwiną Rzeczkowską. W takich okolicznościach, ówczesny polski importer Hondy, postanowił wprowadzić na polski rynek absolutnie abstrakcyjne wówczas coupé 2+2, które choć niemłode (premiera 1987), korzystnie skonfigurowane cenowo, okazało się być całkowitym zaprzeczeniem ówczesnych trendów na rynku. Odwaga przerodziła się w sukces. Stylowe, efektowne i bardzo dobrze jeżdżące auto trafiło w potrzeby świeżutkiej krajowej klasy posiadającej. Dokładniej – żon i córek. Z tego powodu dynamicznego CRX-a można było wkrótce spotkać zaparkowanego na przykład pod centrum handlowym „ETC”, lub kilka lat później, gdyńskim „Klifem”. I choć produkcja drugiej generacji CRX-a zakończyła się w tymże 1992 roku, w kolejnych latach w ramach prywatnego importu ściągnięto z zachodu dziesiątki takich samochodów. Co więcej, popularna „dwójka”, zdecydowanie pobiła w Polsce, pod względem popularności, nowszy model CR-X Del Sol.

Krzysztof Nowosielski

Druga generacja CRX-a nosiła dosyć oryginalny przydomek „Cyber”. Od swojej poprzedniczki różniła się typowo sportowym, wielowahaczowym zawieszeniem, które w parze z niewielkim rozstawem osi sprawiało, że prowadziła się jakby miał napęd na tył. Dla fanów sportowej jazdy była to z pewnością zaleta. Dla wielu mniej wprawnych - niekoniecznie. Przestronniejsze było wnętrze, wydajniejszy nawiew, a w opcji pojawiły się elektryczne szyby i lusterka. Dużą zaletą CRX-a był niewielki współczynnik oporu aerodynamicznego, wynoszący zaledwie CX=0,29, który w zestawieniu z niewielką wagą i kręcącym się do wspomnianych 7 tysięcy obrotów, silnikiem 1.6 DOHC 130KM, lub DOHC VTEC 150 KM, czynił z Hondy prawdziwego diabła. Z tego powodu, od końca lat 90., pasący się jeszcze przed chwilą na zadaszonych parkingach świątyń przepychu i zakupów, mali sportowcy, trafili w większości w ręce miłośników wyścigów i tunningu. To doprowadziło, że dziś ładny CRX to prawdziwa rzadkość, a samochodów z polskiego salonu zachowało się mniej niż pierwszych Fiatów 125p. W ten sposób, ponad 30 lat starsi – kiedyś nastolatkowie, na jego widok nadal odwracają głowę. Jeden z niewielu dobrze zachowanych egzemplarzy tego samochodu parkuje w garażu pana Rafała Chylińskiego.

Krzysztof Nowosielski

- Jak każdy młody gniewny, chciałem mieć szybkie auto. Rozważałem Golfa III , ale żeby był szybki, musiałby być modelem VR6. Przy takiej pojemności jako młody ze zwyżkami pracowałbym tylko na ubezpieczenie auta – opowiada pan Rafał, do którego kontakt jednogłośnie polecało mi środowisko Honda Trójmiasto. - Brałem też pod uwagę E36 coupe 1.8is, ale wtedy mój najlepszy kolega z pracy właśnie takie kupił, więc nie mogłem mieć takiego samego. Wiadomo - musiałem mieć szybszy. Mając wśród bliskich znajomych paru Hondziarzy, wybór był oczywisty. Ale wszyscy mieli Civiki, a że ja nie jestem jak wszyscy, musiałem mieć coś innego. Tak pojawił się CRX. Ten pierwszy był w nienajlepszym stanie technicznym, szukałem więc dalej…

Krzysztof Nowosielski

Obecne auto pan Rafał kupił 12 lat temu. Poprzedni właściciel odrestaurował go kompleksowo dokładnie tak jakby robił to pod naszego bohatera. Pozostało zatem wytrzymać, poczekać i w odpowiednim momencie dokonać transakcji. Przy takim egzemplarzu pozostało mu już tylko woskowanie, chuchanie i dmuchanie, żeby się tylko nie pobrudził, zimowanie w garażu, a w sezonie unikanie deszczu. Z początku pan Rafał bardzo oszczędzał swoją podopieczną. Nie minęło jednak kilka lat i CRX wraz ze swoim właścicielem zaczął robić po kilkaset km rocznie.

- Dziś, gdy myślę, że może by się jej pozbyć, bo mała, niewygodna, nie mam dla niej czasu, - wsiadam i jadę się potoczyć po mieście. Widząc reakcje ludzi i słysząc komplementy, gdy stoję na światłach, nie mam już wątpliwości, że w moim motoryzacyjnym życiu nie zdarzy się nic lepszego, a moja Honda zostanie ze mną na zawsze – puentuje Pan Rafał.

Krzysztof Nowosielski