Piruzi
znaczy zwycięstwo
Piruzi
znaczy zwycięstwo
- Jestem Afganką, choć nigdy nie widziałam Afganistanu. Iran? Nie tęsknię tam za niczym. Niczego nie brakuje mi z tamtego życia. – mówi Soraya Akhlagi, współreżyserka i bohaterka filmu dokumentalnego „Lis i różowy księżyc”.
Wyłaniająca się z wody twarz 24-letniej Sorayi Akhlagi, bohaterki filmu dokumentalnego „Lis i różowy księżyc” widnieje na plakacie tegorocznej, zakończonej niedawno edycji festiwalu Millenium Docs Against Gravity. Z Sorayą spotykam się trzykrotnie, za każdym razem w towarzystwie Mehrdada Oskouei, reżysera filmu – „wujka Mehrdada”, jak czule nazywa go Soraya, oraz Michała Rezy – tak naprawdę Mohammadarezy Rezazadeha, mieszkającego w Polsce Irańczyka, który będzie naszym pomostem w komunikacji. Soraya jest Afganką i do Europy przyjechała (a właściwie przyszła i przypłynęła) z Iranu. Mówi w języku perskim, z angielskim oswaja się od jakiegoś czasu, ale jeszcze nie posługuje się nim na tyle płynnie, by swobodnie wyrażać myśli i mówić o trudnych emocjach. A tych nie zabraknie w każdej naszej rozmowie, bo życiorys Sorayi to, mimo jej młodego wieku, materiał na niejeden trzymający w napięciu thriller. Jego scenariusz powoli staje się optymistyczny, ale, póki co, nie widać jednoznacznego happy endu.
Miłość warunkowa
Opowiedz mi swoją historię – proszę Sorayę.
Odpowiada, że wszystko jest w filmie - „Lis i różowy księżyc” to dokument, który przez blisko 5 lat kręciła wspólnie z irańskim reżyserem, Mehrdadem Oskouei. I że to historia, jakich wiele, bo w Teheranie, w którym dawniej mieszkała, spotkała dużo dziewczyn, które marzą o ucieczce – od przemocowych krewnych, męża, którego wybrano dla nich bez pytania ich o zgodę. Od braku perspektyw i samotności w opresyjnym społeczeństwie.
- Moi rodzice byli Afgańczykami, ale ja urodziłam się w Iranie. Nigdy nie byłam w Afganistanie, nie wychowałam się tam. Mimo to – jako nastolatka nie mogłam legalnie wyjechać z Iranu, bo najpierw musiałabym dostać dowód osobisty, po który muszę przecież jechać do Afganistanu. A nie mogę przekroczyć granicy irańsko -afgańskiej, bo…nie mam dowodu. Obłęd.
Soraya dorastała w domu stryja. Pytam, co właściwie stało się z jej rodzicami.
- Tata umarł, gdy byłam dzieckiem, zginął w wypadku. Mama uciekła z Iranu, kiedy miałam 8 lat. Zostałam sama, w domu mojego stryja. Byłam tam bardzo samotna, nieszczęśliwa. Z rodziną stryja miałam trudne relacje. Tęskniłam za mamą, marzyłam, że kiedyś ucieknę z Iranu i dołączę do niej tam, gdzie życie jest łatwiejsze. Tylko czy gdzieś jest takie miejsce? – zastanawia się głośno Soraya.
O Mehrdadzie Oskouei Soraya mówi – wujek Mehrdad. Pytam o jej relację z reżyserem, w trakcie naszych rozmów i w samym filmie widać, że łączy ich szczera przyjaźń, a Mehrdad bardzo dba o komfort psychiczny bohaterki swojego filmu.
- Mehrdad nie jest moim prawdziwym wujkiem. Ale tak go nazywam, bo właściwie jest dla mnie jak ojciec. Przyjaźnię się z jego córką, wiem, że zawsze mogę liczyć na niego i jego rodzinę. To prawdziwy cud, że spotkałam go na swojej drodze.
W Iranie o braciach ojca mówi się – stryjowie. To „warunkowa” miłość – tli się, dopóki ojciec żyje i relacje w rodzinie są poprawne, a dziewczyna nie sprawia problemów i jest „posłuszna”. - Kiedy mojego taty zabrakło, jego rodzina wzięła mnie pod swój dach. Ale nie dostałam w tym domu miłości i akceptacji. – mówi Soraya.



