W Parku Oliwskim od pół wieku trwa niezwykły dialog. Między cysterską historią a powojenną nowoczesnością, między naturą a sztuką, między codziennym spacerem a gestem artystycznym. Galeria Współczesnej Rzeźby Gdańskiej kończy 50 lat i wciąż pozostaje jednym z najbardziej osobnych miejsc na kulturalnej mapie Gdańska.

Nie trzeba kupować biletu, czekać na otwarcie sali ani szeptać pod okiem muzealnego strażnika. Wystarczy wejść do Parku Oliwskiego, minąć aleję, staw, stare drzewa, i pozwolić, by rzeźby pojawiały się po drodze niemal mimochodem. Przez pięć dekad stały się częścią oliwskiego pejzażu tak naturalną, że wielu spacerowiczów nie myśli o nich jak o galerii.

W tym roku Galeria Współczesnej Rzeźby Gdańskiej obchodzi 50-lecie. Jubileusz rozpoczął się w Pałacu Opatów, gdzie Muzeum Narodowe w Gdańsku otworzyło wystawę „Rzeźby wśród zieleni. 50 lat galerii w Parku Oliwskim”. Ekspozycja prowadzi przez historię tego wyjątkowego założenia – od idei i dokumentów archiwalnych, przez szkice i modele, po inne dzieła artystów, których monumentalne prace od lat wpisane są w krajobraz Oliwy. Wystawa dobrze pokazuje, że ta galeria nigdy nie była wyłącznie muzealną kolekcją. Jej naturalnym środowiskiem pozostaje park – z alejkami, stawami, światłem przechodzącym przez korony drzew i rzeźbami, które od pół wieku towarzyszą spacerowiczom. 25 lipca jubileusz przeniesie się właśnie tam. W Parku Oliwskim odbędą się plenerowe urodziny galerii z bogatym programem warsztatów, spotkań oraz spacerów z przewodnikami.

Król i królowa
Autor: Wiesław Pietroń

Rzeźba figuratywna wykonana z szarego granitu przedstawia w uproszczeniu dwie stojące obok siebie, ukazane frontalnie, postacie: mężczyznę i kobietę. Kompozycja o charakterze statycznym, zbudowana została za pomocą kilku połączonych ze sobą elementów. Górna partia rzeźby składa się z dwóch głów, wykutych z jednej masywnej, poziomej bryły kamienia. Zarówno głowa mężczyzny, jak i kobiety, potraktowana są syntetycznie z zaznaczeniem podstawowych cech fizjonomicznych. Na głowach umieszczone zostały korony atrybuty królewskie – symbol władzy. Popiersia królewskiej pary ustawiono na dwóch pionowych, nieregularnych walcach, pokrytych z przodu i z tyłu wypukła dekoracją, tworzących korpusy obu figur. Rzeźbę zakupiono bezpośrednio od artysty do zbiorów Muzeum Narodowego w Gdańsku 28.XI.1974 roku. Od 1976 roku „Król i królowa” eksponowana jest na plenerowej galerii rzeźby w Parku Oliwskim.

Gdy sztuka wyszła z muzeum

Pomysł nie pojawił się od razu jako gotowa galeria. Za ojca tej koncepcji uważa się Janusza Wąsowicza, który potrafił dla niej pozyskać aprobatę i nadać jej instytucjonalny bieg. Oliwa była miejscem szczególnym, tu działał jeden z oddziałów Muzeum Narodowego w Gdańsku, tu znajdował się też Pałac Opatów, a obok niego park o wyjątkowej randze historycznej i krajobrazowej. Pierwsze ślady tej idei pojawiają się już na początku lat 70. W 1972 roku ruszyła korespondencja i rozmowy, które miały sprawdzić, czy taki projekt jest możliwy. Dochodziło do spotkań ze środowiskiem artystycznym, w tym z Gdańskim Towarzystwem Przyjaciół Sztuki i plastykami związanymi z Wybrzeżem. Nie chodziło wyłącznie o ustawienie kilku obiektów w zieleni. Stawką było stworzenie stałej galerii pod gołym niebem.

Ten sposób myślenia miał już swoje źródła na Zachodzie. Po II wojnie światowej, szczególnie od drugiej połowy lat 50., coraz mocniej rozwijała się idea prezentowania rzeźby poza zamkniętą przestrzenią muzeum. Dużą rolę odegrali w tym angielscy rzeźbiarze, którzy pokazali, że nowoczesna forma może funkcjonować w pejzażu, w mieście, w otwartej przestrzeni – nie tracąc przy tym siły oddziaływania.

- Utworzenie galerii w parku w Oliwie było związane z coraz większą popularnością idei prezentacji rzeźby w przestrzeni publicznej. Ten trend był obecny na świecie w sztuce powojennej, a w Polsce jego największą popularność widać w latach 60. i 70. XX w. – mówi Joanna Szymula-Grygiel, kuratorka z Oddziału Sztuki Nowoczesnej Muzeum Narodowego w Gdańsku.

W Oliwie ta idea znalazła wyjątkowo wymagające, ale też wdzięczne miejsce. Historyczny park, kształtowany przez wieki przez cystersów i opatów, nie był pustą przestrzenią do zagospodarowania. Miał własną pamięć i porządek. Wprowadzenie do niego współczesnej rzeźby mogło więc oznaczać zderzenie epok, estetyk i języków. Ostatecznie stało się jednak dopisaniem nowej warstwy do miejsca, które od dawna było palimpsestem historii.

W 1976 roku idea przybrała konkretny kształt. Galeria Współczesnej Rzeźby Gdańskiej powstała dzięki współpracy Muzeum Narodowego w Gdańsku i gdańskiego okręgu Związku Polskich Artystów Plastyków, przy wsparciu Ministerstwa Kultury i Sztuki, Urzędu Miejskiego w Gdańsku oraz ówczesnego Miejskiego Przedsiębiorstwa Budowy i Konserwacji Terenów Zieleni, czyli dzisiejszego Gdańskiego Zarządu Zieleni. Tak rozpoczęła się historia jednej z najbardziej osobnych galerii w Gdańsku.

Niobe

Autorka: Janina Stefanowicz-Schmidt

Kompozycja rzeźbiarska przedstawiająca ukazaną w znacznym uproszczeniu postać kobiecą w układzie horyzontalnym. Masywna bryła odlana w jednym kawałku brązu o ciemnej patynie, posiada w niektórych partiach nieregularną fakturową powierzchnię. Forma postaci jest toporna, a jej sylweta potraktowana schematycznie. Czytelne są tylko niektóre części ciała, z których wyróżnić można: głowę, tors oraz podkurczone, scalone w jeden kształt nogi. Artystka za temat przedstawienia wybrała mitologiczną scenę zrozpaczonej po stracie dzieci Niobe, królowej Teb, którą Zeus z litości zamienił w skałę.

Artyści, materiały, formy

Artyści zaproszeni do stworzenia galerii byli związani z Wybrzeżem oraz gdańskim środowiskiem akademickim skupionym wokół Państwowej Wyższej Szkoły Sztuk Plastycznych, czyli dzisiejszej Akademii Sztuk Pięknych w Gdańsku. Otrzymali oni dużą swobodę – mogli decydować o temacie, formie, materiale, a nawet o miejscu ustawienia swoich prac. Dzięki temu galeria od początku była różnorodna. Nie podporządkowano jej jednemu stylowi ani jednej narracji. W parku pojawiły się przedstawienia realistyczne i abstrakcyjne, prace odnoszące się do mitologii, Biblii, historii, natury i ludzkiego ciała. Rzeźby wykonano w brązie, kamieniu, tworzywie sztucznym, kamionce ceramicznej i stali.

Wśród twórców galerii znaleźli się artyści różnych pokoleń, ważni dla gdańskiego środowiska artystycznego: Czesław Ciesielski, Romuald Frejer, Stanisław Horno-Popławski, Zygmunt Kępski, Stanisław Konieczny, Zygfryd Korpalski, Zdzisław Koseda, Irena Loroch, Henryk Lula, Sławoj Ostrowski, Wiesław Pietroń, Anna Pietrowiec, Adam Smolana, Janina Stefanowicz-Schmidt, Alfred Wiśniewski, Marian Wnuk, Irena Zabrocka, Zbigniew Zabrocki, Albert Zalewski czy Swetłana Zerling. To nie tylko lista nazwisk. To zapis środowiska, które w latach 70. współtworzyło artystyczny język Wybrzeża, od monumentalnych gestów po bardziej kameralne, poetyckie formy.

Niektóre z tych prac przez lata zyskały własne, niemal prywatne biografie. „Tors” Stanisława Horno-Popławskiego, „Niobe” Janiny Stefanowicz-Schmidt, „Król i Królowa” Wiesława Pietronia, „Ewa i Adam” Sławoja Ostrowskiego, „Ptak” Ireny Zabrockiej, „Macierzyństwo” Zygmunta Kępskiego czy „Żagle” Adama Smolany – każda z tych rzeźb ma swoją osobną obecność. Jedne są bardziej widoczne, inne trzeba odnaleźć. Jedne przyciągają formą, inne dopiero po chwili odsłaniają sens.

Dziedzictwo  pod gołym niebem

Przez pięćdziesiąt lat rzeźby stały się także świadkami zmian. Zmieniało się miasto, zmieniał się sposób korzystania z parku, zmieniały się estetyczne przyzwyczajenia odbiorców. Przychodziły kolejne pokolenia spacerowiczów. To, co w latach 70. mogło wydawać się nowoczesną interwencją w historyczną przestrzeń, dziś jest już częścią jej pamięci. Paradoksalnie współczesna rzeźba sama stała się dziedzictwem.

Historia tej galerii od początku nie była jednak tak oczywista, jak mogłoby się dziś wydawać. Powstało dwadzieścia rzeźb, ale nie wszystkie weszły ostatecznie w skład plenerowej ekspozycji. Dwie prace – oba kobiece akty – nie zostały ustawione w parku. Jedną, wykonaną z kamionki, uznano za zbyt narażoną na zniszczenia. Druga, odlana w brązie, wzbudziła z kolei obawy jako forma zbyt kontrowersyjna dla publicznej, parkowej przestrzeni. Ostatecznie w Oliwie stanęło więc osiemnaście rzeźb.

Do dziś pozostało ich szesnaście. I tu pojawia się jeden z najbardziej sensacyjnych wątków w historii galerii. W sierpniu 1991 roku z Parku Oliwskiego skradziono dwie rzeźby wykonane z brązu: „Pokusę” Alberta Zalewskiego oraz „Boginię trawy” Alfreda Wiśniewskiego. Po pierwszej z nich pozostały jedynie fragmenty – m.in. element biblijnego węża. Druga zniknęła całkowicie.

Nie tylko kradzieże odcisnęły ślad na tej ekspozycji. Plenerowa galeria oznacza nieustanną konfrontację z pogodą, wilgocią, mrozem, słońcem, roślinnością i przypadkowymi uszkodzeniami. Rzeźby przez lata wymagały konserwacji, a w kilku przypadkach również zmiany usytuowania.

- Lata ekspozycji w różnych warunkach atmosferycznych spowodowały, że rzeźby z czasem wymagały konserwacji, a w kilku przypadkach również zmiany usytuowania. Dwie zostały zniszczone. Do dziś pozostało ich szesnaście. Dzięki dotacji Miasta Gdańska w 2020 r., po dwóch latach prac konserwatorsko-rewitalizacyjnych, obiekty odzyskały blask i zostały na nowo oznakowane. Działania nad utrzymaniem eksponatów w dobrej kondycji są jednak procesem stałym, realizowanym przez nasze Muzeum w trybie ciągłym, w miarę posiadanych możliwości i środków – mówi Joanna Szymula-Grygiel.

Jubileuszowa wystawa w Pałacu Opatów pozwala wrócić także do tych nieobecnych prac – tych, które nigdy nie stanęły w parku, oraz tych, które z niego zniknęły. Jedna z nich, autorstwa Henryka Luli, pozostaje ważnym śladem pierwotnej koncepcji galerii. Druga ma pojawić się wkrótce na innej wystawie, przypominając, że historia oliwskiej kolekcji nie kończy się wyłącznie na tym, co dziś można zobaczyć podczas spaceru.

Pamięć  mieszkańców

Dziś Muzeum Narodowe w Gdańsku patrzy na tę historię nie tylko przez pryzmat konserwacji, lecz także pamięci społecznej. W kwietniu ruszyło cyfrowe archiwum społeczne, do którego mieszkańcy mogą przekazywać zdjęcia i opowieści związane z oliwskimi rzeźbami. Nie chodzi wyłącznie o fotografie samych obiektów. Muzeum szuka śladów życia, które toczyło się obok nich: spacerów, spotkań, dzieciństwa, pierwszych randek, codziennych tras przez park, rodzinnych kadrów, w których rzeźba pojawia się gdzieś w tle.

- Aby wziąć udział w projekcie, trzeba do 31 lipca przekazać do trzech zdjęć z krótkimi opisami. Można też przyjść na dyżur do NOMUS Nowego Muzeum Sztuki przy ul. Jaracza 14, gdzie pracowniczki naszego Muzeum pomogą zeskanować zdjęcia i wypełnić formularz zgłoszeniowy – informuje Agnieszka Kochanowska, rzeczniczka prasowa MNG.

To piękny gest, bo pokazuje, że galeria w Parku Oliwskim nigdy nie była wyłącznie sprawą artystów i instytucji. Od początku funkcjonowała w przestrzeni wspólnej. Była oglądana mimochodem, zapamiętywana fragmentarycznie, fotografowana przy okazji, oswajana przez użytkowników parku. Jej historia to nie tylko daty, materiały i nazwiska. To także prywatna mapa miasta – tworzona przez ludzi, którzy przez lata mijali te rzeźby, nawet jeśli nie zawsze znali ich autorów i tytuły.