„Kawaler Srebrnej Róży” w Operze Bałtyckiej

Krzysztof Mystkowski
Nowa produkcja „Kawalera srebrnej róży” Richarda Straussa w Operze Bałtyckiej to propozycja, w której klasyczne dzieło zyskało zupełnie nową oprawę wizualną i dramaturgiczną. Spektakl wyreżyserowany przez Wojciecha Farugę łączy tradycję operową z dawnymi konwencjami filmowymi, a nad całością od strony muzycznej czuwa dyrektor Yaroslav Shemet. W głównych rolach na gdańskiej scenie pojawiają się m.in. Iwona Sobotka, Joanna Motulewicz, Aleksandra Kubas-Kruk oraz Bjarni Thor Kristinsson.

Majowa premiera w Operze Bałtyckiej sięga po popularną operę komiczną Richarda Straussa z początku XX wieku, której akcja rozgrywa się w XVIII-wiecznym Wiedniu, w pełnym konwenansów i intryg świecie arystokracji. Reżyser Wojciech Faruga w swojej artystycznej interpretacji zmienia jednak realia i przenosi widzów w czasy złotej ery Hollywood i sukcesów kina niemego.

Jego „Kawaler Srebrnej Róży” między dynamicznymi zwrotami akcji a komedią pomyłek przemyca głębszą refleksję na temat przemijania i konieczności pogodzenia się z upływającym czasem. Faruga nadaje jej zaskakująca formę.

- Zamiast pokazywać wiedeńskie salony i bawiącą się arystokrację, przenosi nas do wielkiej wytwórni filmowej w Hollywood z początku XX wieku, które już za moment czeka technologiczna rewolucja. Nie rezygnuje przy tym z wszechobecnego w tej operze komizmu i nieodmiennie bawiącej widzów każdej epoki, komedii pomyłek – mówi Romuald Wicza-Pokojski, dyrektor Opery Bałtyckiej.

Krzysztof Mystkowski

Dialog z Mozartem

Pochodzący z Niemiec Richard Strauss do pracy nad „Kawalerem Srebrnej Róży” zaprosił austriackiego pisarza Hugo von Hofmannsthala. Duet zdecydował się na zamierzone anachronizmy – choć akcja rozgrywa się w Wiedniu połowy XVIII wieku, to muzyka i styl bycia bohaterów przesiąknięte są duchem przełomu XIX i XX wieku, a więc fin de siècle. Autorzy nie chcieli pokazać prawdziwego XVIII wieku, ale stworzyć bajkową, nostalgiczną i lekko ironiczną wizję przeszłości widzianą z tej perspektywy.

Historia skupia się wokół trójkąta uczuciowego i pokoleniowych roszad. Dojrzała Marszałkowa romansuje z młodym Oktawianem, jednak ich relacja zostaje wystawiona na próbę, gdy chłopak zostaje zaangażowany w swatanie barona Ochsa z młodą Sophie. Jako kawaler srebrnej róży, Oktawian jedzie z misją dyplomatyczną, ale zamiast pomóc baronowi, sam się zakochuje. Wywołuje to falę nieporozumień i intryg, które doprowadzą do szczęśliwego finału – możliwego tylko dzięki pogodzonej z losem Marszałkowej.

Sama konstrukcja dzieła – z podziałem na role, intrygami miłosnymi i przebierankami – nawiązuje do oper komicznych Wolfganga Amadeusa Mozarta, takich jak „Wesele Figara”. Strauss i Hofmannsthal wzięli klasyczną, dawną formę i wypełnili ją nowoczesną, jak na 1911 rok, muzyką i psychologią postaci.

Krzysztof Mystkowski

Komedia slapstickowa

Podobnie Wojciech Faruga w swojej inscenizacji sięga po elementy klasycznego slapsticku (ekspresyjnej komedii ruchu znanej z kina niemego), aby ożywić tradycyjną formę i nadać jej współczesną dynamikę. Reżyser szuka inspiracji w tradycji wczesnego humoru ekranowego Hollywood, gdzie o sile opowieści decydował nie tekst, a dynamiczna akcja i humor budowany obrazem, a nie słowem.

Taka koncepcja wymagała stworzenia wyrazistej, niemal filmowej przestrzeni – za tę wizualną stronę produkcji odpowiada Katarzyna Borkowska, której scenografia i kostiumy współtworzą ten dynamiczny świat. Kluczem do sukcesu slapstickowych gagów jest precyzyjnie zaprojektowany ruch, nad którym czuwał choreograf Bartłomiej Gąsior.

Najmocniejszym elementem całej produkcji pozostaje jednak warstwa muzyczna. Nad jej tempem czuwa Yaroslav Shemet – pod jego kierownictwem muzycznym orkiestra Opery Bałtyckiej realizuje tę partyturę na wysokim poziomie. Z męskich głosów na uwagę zasługuje Bjarni Thor Kristinsson jako baron Ochs von Lerchenau. Zwieńczeniem całości staje się słynne finałowe trio w wykonaniu Iwony Sobotki (Marszałkowa), Joanny Motulewicz (Oktawian) oraz Aleksandry Kubas-Kruk (Zofia).