Filip Kozarski

Projektować z przypadku

Gdynia Design Days
Czy przypadek może być wartościowym elementem procesu projektowego? Jak zdobyć 1000 m2 drewnianej podłogi z odzysku i samemu zbudować krzesło nowoczesne i funkcjonalne? Czy takie rozwiązania pozwalają obniżyć koszty remontu? A może użycie materiałów z drugiego obiegu w procesach projektowych staje się nowym luksusem? O tym, jak to jest tworzyć wnętrze w oparciu o zastosowanie odrestaurowanych elementów, a także o szarej strefie urbanistyki rozmawiamy z architektem Filipem Kozarskim, współautorem projektu budynku w Gdyni, który zdobył niedawno nominację do nagrody Miesa van der Rohe.

Jeden z projektów, w który byłeś zaangażowany – Przystań Winda dostał nominację do nagrody Miesa van der Rohe 2026. To duże zobowiązanie dla projektanta?

Przystań Widna to projekt, który powstał w wyniku konkursu, który wygraliśmy wspólnie z Studniomania i PB Studio. Bardzo nas cieszy wyróżnienie Miesa van der Rohe, ale nie czuję w związku z tym żadnych zobowiązań czy presji. Miło jest być docenionym, zwłaszcza, gdy poziom projektów w konkursie jest wysoki, ale osobiście nie przykładam dużej wagi do nagród. Niestety wiele z nich nie przedstawia dużej wartości, ocenianych jest na podstawie zdjęć, szybko, bez dostatecznej analizy, bywa, że są płatne.

Pion Studio

Ten wasz projekt został już wcześniej doceniony. Otrzymał nagrodę Grand Prix Roku 2024 SARP. To przestrzeń publiczna na gdyńskim Witominie, która miała na celu pogodzić potrzeby różnych grup i stanowić swego rodzaju centrum lokalnych wydarzeń. Jak udało się osiągnąć te cele w projekcie Przestrzeni Winda?

Staraliśmy się zaprojektować prosty budynek, który dobrze wpisze się w trudne lokalizacyjnie miejsce – główne skrzyżowanie dzielnicy. Jak najbardziej otwarty, czytelny, z dużymi możliwościami wyjścia z działaniami przed budynek. Zewnętrzny, kameralny plac z amfiteatralnymi siedziskami wydaje się dobrze spełniać swoje zadanie. Można na nim posiedzieć, obserwować, co dzieje się wewnątrz, organizowane były tu koncerty, spektakle i inne wydarzenia. Budynek podzieliliśmy na dwie osobne bryły i zlokalizowaliśmy tak, aby pełniły także funkcję bariery akustycznej. Duża wagę przyłożyliśmy do dostępności, braliśmy pod uwagę różne grupy wiekowe, osoby z niepełnosprawnościami, projektując budynek zgodnie z wysokimi standardami Miasta Gdynia.

NATE COOK

W swoich działaniach chętnie sięgasz po rozwiązania DIY (do it yourself – zrób to sam przyp. red.). Kiedy odkryłeś w sobie skłonność do majsterkowania?

Od zawsze lubiłem rysować, a pierwsze rozwiązania DIY pojawiły się w projektach już dawno, na początku po prostu z braku dostępności różnych detali na rynku. Często prościej było samemu zrobić lampę czy inny element, który dzięki temu był też jedyny w swoim rodzaju. Teraz z kolei jest taka ilość podobnych, łatwo dostępnych produktów, że coraz chętniej robiłbym wszystkie rzeczy samemu.

Parkiet ze starej sali gimnastycznej, krzesła zbijane według projektu Enzo Mari, płytki Opoczno z lat 70. XX wieku z odzysku, odpadki plastiku i kamienia czy elementy wnętrz przeniesione z innych budynków jak drzwi czy świetlik – to tylko wybrane materiały z drugiego obiegu zastosowane we wnętrzu Gridu. Jak pozyskuje się takie elementy i jak decyzja o ich zastosowaniu wpływa na proces projektowy?

Pozyskujemy je w każdy możliwy sposób – po pierwsze, starając się ocalić i ponownie użyć jak największą ilość zastanych elementów, po drugie szukając wśród ogłoszeń na różnych serwisach aukcyjnych, kończąc na złomowiskach i prosząc o odpady od firm budowlanych. Ma to duży wpływ na projekt, bo często nie jesteśmy w stanie zaplanować pewnych rzeczy i jesteśmy uzależnieni od aktualnej dostępności materiałów, czyli w sumie od przypadku. Jest to też proces bardziej czasochłonny i niepewny, przez co bardziej wymagający, trudniejszy.

Rafał Kołsut

A jakie są koszty takich decyzji? Czy to je obniża czy podnosi?

Myślę, że dużo zależy od skali projektu. W przypadku Gridu, gdzie metraż był spory (ok. 1000 m2) ilość potrzebnych materiałów była duża, i znalezienie ich było często problemem. Łatwo jest znaleźć 20 m2 drewnianej podłogi z remontu mieszkania, ale 1000 m2 parkietu z jednego źródła, w dobrym stanie to już problem. Przez to rosną koszty, bo zabezpieczenie materiału to już nie tylko prosta transakcja kupna – sprzedaży jak w hurtowni, tylko cały proces, obejmujący ręczny demontaż, magazynowanie, transport, ponowny montaż niestandardowego materiału. To wszystko podnosi koszty i np. w przypadku wspomnianej podłogi, wyszła ona drożnej niż gdybyśmy zastosowali nowy parkiet. Ale zachowaliśmy kawałek historii, podłoga ma oryginalny wygląd, i nie trzeba było wyciąć lasu, a to wszystko wartości, które ciężko wycenić. Wykonawcy generalnie niechętnie podchodzą do niestandardowych rozwiązań, co stanowi kolejne utrudnienie i argument do podwyższenia przez nich ceny. Niestety, jeśli nie robi się tego samemu, budując dla siebie, to koszty będą wyższe niż w przypadku standardowych metod.

Pion Studio

Prestiżowe uczelnie proponują już kursy i studia uzupełniające w zakresie wykorzystania zasobów z drugiego obiegu w procesie projektowym. Holandia zadeklarowała, że do 2050 roku ich gospodarka będzie oparta w 100 % na obiegu zamkniętym, co oznacza, że produkcja będzie oparta wyłącznie na ponownym użyciu. Wy, wydaliście zina architektonicznego, w którym dokładnie opisujecie ten proces, dzielicie się doświadczeniem. Czy twoim zdaniem rozwój branży projektowej w oparciu o gospodarkę cyrkularną to przyszłość branży projektowej nie tylko w Holandii?

Publikacja jest bardzo ważnym elementem całego procesu, pokazywanie drogi, dzielenie się wiedzą uważam za kluczowe. Zina można dostać w Gridzie i pobrać ze strony gridarthub.pl. Znajdują się w nim także projekty mebli z 31b udostępnione open source. Kibicuję Holandii, ktoś musi dać dobry przykład i przecierać szlaki. Istnieje trochę inicjatyw, z których należy brać przykład – np. RotorDc, który odzyskuje materiały budowlane, ale to niestety ciągle wyjątki.

Jesteś autorem pojęcia szarej strefy urbanistyki. Czy mógłbyś je przybliżyć?

Szara strefa urbanistyki to wszystkie nieformalne, nieoczywiste, niepokojące, nielegalne, niejednoznaczne, niechciane, niedokończone, nieładne, nieopłacalne, niepotrzebne, niepraktyczne, nietrwałe, nieracjonalne, nieprofesjonalne, nierokujące i nielubiane procesy oraz zjawiska, które tworzą przestrzeń miejską - w strefie urbanistycznej, architektonicznej i kulturowej. To, między innymi, takie rzeczy jak ogródki działkowe, pustostany, samowolki budowlane, graffiti, miejsca opuszczone i tymczasowe, miejsca nieformalnych spotkań, miejsca i rzeczy z poprzedniej epoki, np. bary czy nierentowne już usługi, rzeczy wykonane odręcznie, dzika miejska przyroda oraz wszystkie dziwne, śmieszne i niekontrolowane przejawy ludzkiej działalności. To rzeczy autentyczne, oddolne, analogowe, lokalne, swojskie i szczere, które tworzą miejsca nieformalne, składają się na atmosferę miasta.

Rafał Kołsut

Jaki potencjał tkwi w tym, co niedokończone, nieładne, nieformalne?

Moim zdaniem bardzo duży. Specjalnie używam negatywnych przymiotników dla określenia szarej strefy urbanistyki, żeby oddać jej nieformalny charakter. Mówiąc o rzeczach niedokończonych, chodzi mi o przełożenie tego w projektach na miejsca otwarte, pozwalające na zmiany, łatwe do adaptacji. Mówiąc o nieładnych, próbuję przełożyć to na elementy, które będą swojskie, praktyczne, przemyślane, a nie tylko estetyczne. Myśląc np. o elementach nieprofesjonalnych, szukam pomysłów wśród np. art brut, czy praktycznych rozwiązań, które stosują majsterkowicze, aby usprawnić sobie prace. Innymi słowy, uważam, że ogromny potencjał tkwi w podpatrywaniu codzienności. Moje przemyślenia można aktualnie zobaczyć na wystawie Obrzeża 2, która jest pokazywana w Traffic Design w Gdyni, do czerwca.

Tegoroczne nagrody Miesa van der Rohe wskazują, że nie ikony architektoniczne, a budynki na nowo odkryte stają się przyszłością. Czy architektura będzie zmierzać w tym kierunku?

Oby. Wybór takich budynków do nagrody ma też oczywiście charakter symboliczny. Architektura jest niestety całkowicie uwikłana w procesy rynkowe, a bardzo ważne, aby istniały inne motywacje przy projektowaniu niż pieniądze.

Filip Kozarski

architekt, związany z galerią Layup. Prowadzi autorską praktykę projektową I Prefer Analog. Zajmuje się przestrzenią publiczną, architekturą, wnętrzami, grafiką, czyli - miastem. Szczególnie zainteresowany szarą strefą urbanistyki - nieformalnymi sposobami tworzenia i używania przestrzeni miejskich oraz realizacjami z obszaru kultury – projektami kuratorskimi, interwencjami przestrzennymi, architekturą tymczasową, krytyczną i społecznie zaangażowaną.