Finebite

Kultura odkrywania

Przemek Mazur
Zaczęło się od odważnego pomysłu w gdańskim inkubatorze, a skończyło na zrewolucjonizowaniu sposobu, w jaki Polacy poznają nowe smaki. Dziś trójmiejski startup Finebite ma na koncie 2 miliony gości i misję, która wykracza daleko poza proste zniżki. To opowieść o tym, jak pasja do gastronomii pozwoliła stworzyć technologię, która skutecznie wyciąga nas z domów – prosto do stolików najlepszych restauracji w kraju.
Przemek Mazur

Środek tygodnia, wyczekiwane popołudnie po pracy i odwiedziny w restauracji, którą zawsze pragnęli poznać. Jasne, nastrojowe wnętrze zamiast zwyczajowego weekendowego zgiełku oferuje spokój, kojącą muzykę i zapach świeżo parzonej kawy. Gościnność i brak pośpiechu czuć tu w każdym geście obsługi. Kuchnia z kolei może celebrować przygotowanie każdego dania bez presji wypełnionej po brzegi sali. Przy stoliku czas zdaje się płynąć wolniej, pozwalając na swobodną rozmowę i pełne skupienie na smaku potraw. A po skończonym posiłku możliwość podzielenia się wrażeniami w ankiecie online, wiedząc, że anonimowa opinia przysłuży się restauratorom w lepszym dbaniu o klienta. Ten moment czystej satysfakcji dopełnia rachunek z atrakcyjnym rabatem 50% i myśl: „Czemu by nie pozwolić sobie na to częściej?”.

Takie wrażenia towarzyszą osobom korzystającym z popularnej aplikacji mobilnej Finebite umożliwiającej rezerwację stolików w wyselekcjonowanych restauracjach w atrakcyjnej cenie (-50% na jedzenie) w mniej popularnych godzinach. Mało kto wie, że jej twórcy pochodzą z Trójmiasta, a wszystko zaczęło się od start-upu, który ponad dekadę temu postanowił zrewolucjonizować myślenie o pustych stolikach.

Wykorzystać niewykorzystane

Pomysł był prosty: skoro restauracje i tak są otwarte, obsługa w gotowości, a produkty na kuchni czekają w pogotowiu, czemu by nie wykorzystać tych godzin off-peak na celowaną promocję? W gastronomii bowiem największym obciążeniem nie jest samo jedzenie, lecz koszty stałe – najem lokalu, media czy wynagrodzenia zespołu. One nie zmieniają się, gdy stoliki stoją puste.

- Pomysł wziął się z zauważania potrzeb restauracji. Od lat pracuję z gastronomią, prowadziłem też lokal w Trójmieście. Brakowało mi skutecznego sposobu, by przyciągnąć nowych gości w mniej popularnych godzinach. Finebite, po wielu testach i ulepszeniach skutecznie spełnia tę funkcję – mówi Maciej Piwko, pomysłodawca aplikacji.

Cały sukces tkwi w zapełnieniu restauracji w dni powszednie lub w martwych godzinach popołudniowych – zgodnie z indywidualnym rytmem i potrzebami lokali. To restaurator decyduje, kiedy i ile stolików chce przeznaczyć na promocję.

- My przyprowadzamy jeden, dwa stoliki w ciągu dnia i to w godzinach poza szczytem. Następnie nasi użytkownicy wykonują ogromną pracę przez samą swoją obecność. Będąc w restauracji, są widoczni dla przechodniów zza witryny. A, jak wiemy, o wiele chętniej wejdziemy do lokalu, w którym są goście, niż do zupełnie pustego. To naturalny efekt zapełniania się restauracji – podsumowuje Maciej Piwko.

Zniżka 50% na jedzenie skutecznie zachęca do odkrycia nowego miejsca, a restaurator zamiast straty zyskuje pierwszych gości wieczornego serwisu, którzy dzięki Finebite decydują się przyjść trochę wcześniej.

Od startupowych początków do rynkowego standardu

Choć dziś Finebite kojarzy się z intuicyjną aplikacją, droga do tego miejsca zaczęła się już w 2013 roku w gdańskim Inkubatorze Starter, gdzie zespół pod szyldem Pitu Pitu wygrał swój pierwszy startupowy konkurs. Ewolucja przez projekt Everytap – nagrodzony tytułem Startupu Roku 2016 – była poligonem doświadczalnym, który wyprzedził swoje czasy, zmagając się z początkami mobilnego internetu i nieufnością branży.

Przełomem okazało się skalowanie pomysłu w latach 2018-2019 na rynki zagraniczne, m.in. w Berlinie i Kijowie, oraz trudna lekcja pandemii, podczas której firma zrezygnowała z opłat, by wspierać gastronomię systemem „Paczek Wsparcia”.

Nowoczesny etap Finebite, liczony od 2022 roku, to czas pełnej dojrzałości rynku: restauratorzy zrozumieli, że precyzyjna zniżka to inwestycja, a nie strata. Dziś platformie ufają setki miejsc, a jej działanie opiera się na trzech filarach: braku opłat od lokali, jednolitej zniżce i mądrym zarządzaniu ruchem.

- Często uśmiechamy się, gdy ludzie dziwią się, że jesteśmy z Polski, z Trójmiasta. Nasza aplikacja w App Store stoi obok gigantów pokroju Ubera czy Wolta i bywa z nimi mylona pod względem skali. Dla nas to komplement, ale i ważny sygnał: pokazujemy, że stąd, z gdańskiej Lęborskiej, można stworzyć technologię o światowym standardzie, zachowując przy tym doskonałą znajomość lokalnego rynku – przyznaje Maciej Piwko.

Przemek Mazur

Eksperci od gastro, nie tylko od algorytmów

To, co wyróżnia Finebite na tle globalnych platform, to fakt, że jej twórcy nie są jedynie teoretykami technologii. Maciej Piwko zna rynek gastro od zaplecza, a Adam Pachucki pracował przy rozwoju międzynarodowych aplikacji mobilnych. Zespół Finebite, aktualnie już 10-osobowy - od lat aktywnie uczestniczy w życiu gastronomii – od odwiedzania najważniejszych konferencji branżowych, po bliskie relacje z blogerami, influencerami kulinarnymi i szefami kuchni. Ich obecność w tym świecie to nie tylko biznes, to autentyczna pasja, która przekłada się na selekcję lokali dostępnych na platformie. I tak na przykład Marek od początku dba o techniczne aspekty, Wiktor, Alina i Kwiryna są w codziennym kontakcie z restauracjami jako support, a Mikołaj zajmuje się marketingiem. Nie każda restauracja może zostać partnerem Finebite; twórcy osobiście szukają miejsc z duszą, które oferują coś więcej niż tylko posiłek – autentyczne przeżycie.

- Nasza praca to nie tylko siedzenie przy komputerze. Wywodzimy się z gastronomii – sami prowadziliśmy lokale w Gdańsku czy Poznaniu, więc rozumiemy ten trudny rynek od zaplecza. Nie jesteśmy grupą programistów, która wymyśliła sobie biznes przy biurku; jesteśmy ludźmi, którzy szukają ukrytych perełek i chcą odczarować wyjścia do restauracji – opowiada Maciej Piwko. - Staramy się namawiać gości do zmiany zachowań i pewnej edukacji kulinarnej. Chcemy pokazać, że pairing wina czy testowanie nowych, odważnych smaków to nie snobizm i nadęta atmosfera, lecz świetna zabawa i sposób na spędzenie czasu ze znajomymi. Ta wiedza i doświadczenie, które zbieraliśmy przez lata, pozwalają nam dziś budować mosty między nowoczesną technologią a tradycyjną gościnnością.

Przemek Mazur

Selekcja bez snobizmu

Choć Finebite słynie z wyselekcjonowanej listy lokali, twórcy unikają roli krytyków kulinarnych. Ich podejście ewoluowało – dziś stawiają na różnorodność i rzetelność. Kluczowym filtrem pozostaje jakość i uczciwość wobec gościa. W aplikacji nie ma miejsca dla lokali z niskimi ocenami na Google czy tzw. „tourist trapów” nastawionych na jednorazowy zysk kosztem jakości. Jeśli współpraca z danym miejscem nie idzie w parze z dobrymi opiniami w ankietach użytkowników, zazwyczaj kończy się ona w sposób naturalny i szybki.

- Kiedyś mieliśmy inne spojrzenie, ale dziś nie chcemy mówić ludziom, co jest dla nich dobre. Dajemy im możliwość sprawdzenia miejsc, które są popularne, nawet jeśli nie leżą w kręgu naszych prywatnych wyborów – wyjaśnia Maciej Piwko. - Jednocześnie twardo unikamy restauracji, które „czyhają” na jednorazowego gościa i którym nie zależy na jego powrocie. Analizujemy ankiety i opinie, a nasza selekcja to balans między bardzo różnymi profilami lokali a dbałością o to, by każda wizyta z aplikacją była dla użytkownika bezpiecznym i udanym doświadczeniem.

Przemek Mazur

Więcej niż promocja

W świecie zdominowanym przez szybkie okazje, Finebite stawia na zupełnie inną relację z użytkownikiem. To nie jest cyfrowa gazetka z kuponami, lecz zaproszenie do zmiany codziennych nawyków. Twórcy aplikacji od lat starają się odczarować weekendową rutynę Polaków, zachęcając do robienia sobie przyjemności w środku tygodnia. Wypełnione po brzegi sale w sobotnie wieczory to standard, ale to właśnie we wtorkowe czy środowe popołudnia restauracje mogą zaoferować gościom to, co najcenniejsze: uwagę, brak pośpiechu i serwis „od A do Z”. Finebite staje się tu pomostem – dla jednych jest szansą na odwiedzenie lokali premium, które wcześniej wydawały się nieosiągalne finansowo, dla innych impulsem, by wyjść poza schemat ulubionej pizzy i spróbować czegoś zupełnie nowego.

- Chcemy prowadzić użytkownika drogą odkryć. Często zdarza się, że ktoś wybiera dany lokal tylko dlatego, że akurat był w nim wolny stolik. Trafia do miejsca, które zupełnie nie jest z jego bajki, a okazuje się, że to strzał w dziesiątkę – mówi Maciej Piwko. - Naszą siłą jest różnorodność: obok prestiżowej restauracji w biurowcu znajdziesz u nas street food na osiedlu, bo oba łączy jedno: jakość. Mamy nadzieję, że przez te lata dołożyliśmy choć kroplę do edukacji gastronomicznej Polaków. Chcemy pokazać, że wyjście do restauracji to może być naturalny element życia, w którym otwartość na nowe smaki idzie w parze z mądrym planowaniem czasu.

Trzy czwarte gości wraca

Dziś prosta idea zagospodarowania wolnej przestrzeni przerodziła się w potężne narzędzie, z którego w samym Trójmieście korzysta już ponad 300 restauracji. Finebite nie poprzestaje jednak na pomorskim rynku i z sukcesem rozwija się w największych polskich aglomeracjach – m.in. w Warszawie, Krakowie, Poznaniu i Wrocławiu, współpracując łącznie z ponad tysiącem lokali. Skalę sukcesu najlepiej obrazują liczby: do tej pory z aplikacji skorzystało już 2 miliony gości, a co najważniejsze – aż 74% z nich deklaruje chęć powrotu do miejsc odkrytych dzięki platformie. To najlepszy dowód na to, że zniżka jest jedynie impulsem do rozpoczęcia trwałej relacji między gościem a restauratorem.

Mechanizm jest niezwykle prosty – wystarczy pobrać aplikację i zarezerwować pierwszą wizytę. Warto jednak pamiętać o nadrzędnym celu projektu: Finebite ma zachęcać do poznawania nowych smaków, a nie zastępować tradycyjne wyjścia do ulubionych miejsc. Stąd wprowadzone ograniczenie – ten sam lokal można odwiedzić z aplikacją raz na pół roku. Sama wizyta praktycznie nie różni się od standardowej rezerwacji.

- Jedynym warunkiem otrzymania rabatu na dania z karty jest zamówienie napoju przez każdego z gości. Jest to jednak tak naturalne, że użytkownicy nie odczuwają tego jako dodatkowy obowiązek – wyjaśnia Maciej Piwko. – W przypadku miejsc specjalizujących się w konkretnym typie kuchni czy trunkach, może to być prośba o zamówienie koktajlu, wina lub ich odpowiedników 0%.

Przemek Mazur

Ankieta, która ma realny wpływ

Kluczowym elementem „umowy” między gościem a lokalem jest podzielenie się wrażeniami po wizycie. Ankiety zbierane przez Finebite są anonimowe, co gwarantuje ich szczerość i obiektywizm. Opinie te trafiają w formie raportów bezpośrednio do managerów i szefów kuchni, stając się realnym narzędziem zmiany.

- Otrzymujemy mnóstwo sygnałów od restauratorów, że te uwagi przekładają się na konkretne ulepszenia. I nie dotyczy to tylko samej karty dań, ale często detali, które budują klimat miejsca: od głośności muzyki, przez intensywność oświetlenia, aż po drobne szczegóły serwisu – podsumowuje Maciej Piwko.

Nowy rozdział

Dekada na rynku to dla twórców Finebite nie tylko czas podsumowań, ale przede wszystkim moment powrotu do „trybu startupowego”. Zespół jest gotowy na kolejną rewolucję. Tym razem celem nie są tylko rabaty, ale integracja gościa z restauracją oraz ułatwianie nawiązywania autentycznych relacji przy wspólnym stole.

- Chcemy pomagać w komunikacji między restauracją a gościem oraz rozwijać się w obszarze wydarzeń kulinarnych i kolacji tematycznych – zdradza Maciej Piwko. – Widzimy też ogromną potrzebę ułatwiania ludziom poznawania się „w realu” przy wspólnym stole. W dzisiejszych czasach to coraz trudniejsze, a my znaleźliśmy w tym swoją niszę.

Kluczem do tej przyszłości ma być Finelink – nowa platforma, która pozwoli restauratorom na bezpośredni dialog z gośćmi, organizowanie dedykowanych akcji promocyjnych i testowanie nieszablonowych pomysłów w mniejszych grupach lokali. To narzędzie, które ma sprawić, że kontakt z ulubioną restauracją stanie się jeszcze prostszy i bardziej osobisty.

Ewolucja dotyczy także samego modelu korzystania z aplikacji. Choć system opłat rezerwacyjnych pozostaje niezmienny już od kwietnia 2026 roku Finebite wprowadza wyczekiwaną nowość: model subskrypcyjny. Stała miesięczna opłata otworzy drzwi do nielimitowanych odkryć kulinarnych, czyniąc wyjścia do restauracji jeszcze bardziej naturalnym elementem stylu życia.

A wszystko po to, by – zgodnie z misją sprzed lat – wciąż skutecznie wyciągać nas z domów i przypominać, że najlepsze wspomnienia powstają przy wspólnym stole.