Rysując miasto

Urban Sketchers Gdańsk

Autor pracy: Jacek Krenz

Na krawężnikach, ławkach i ulicach, rysują Gdańsk takim, jakim jest tu i teraz – pełen światła, ruchu i drobnych codziennych historii. A przy okazji budują coś, czego miasto coraz bardziej potrzebuje: wspólnotę, pamięć i uważność. Urban Sketchers Gdańsk – bo o nich mowa – to gdańska grupa rysowników miejskich, którzy od trzynastu lat dokumentują życie miasta w szkicownikach, organizują plenery i warsztaty, a już niedługo pokażą swoje prace podczas wielkiej wystawy „Gdańsk Szkicuje” w Polsat Plus Arenie, prezentując zarówno lokalne, jak i międzynarodowe spojrzenia na miasto.

Gdańsk, niedzielne południe. Miasto pęka w szwach: tramwaj dzwoni z mostu, turyści przesuwają się jak niekończący się strumień, a nad Motławą miesza się zapach gofrów, rozmów i pełnego słońca. Na murku, tuż obok tego miejskiego gwaru, siedzi kobieta, którą wszyscy mijają jak rekwizyt ulicznej sceny, a ona równie obojętnie omiata spojrzeniem ludzi co chwilę zasłaniających jej widok. Unosi szkicownik, pochyla się, pewna kreska. Nie jest sama. Kilka metrów dalej chłopak szybko rozkłada farbki – doskonale wie, że światło „z teraz” za minutę będzie już inne. Jeszcze dalej dziewczyna klęczy na bruku i próbuje uchwycić drżące odbicie żurawia w wodzie. Obok niej kobieta siedzi z wyciągniętymi nogami na ławce, a mężczyzna stoi i balansuje szkicownikiem na jednej dłoni. Nie rozmawiają. Nie muszą. Między okrzykami przewodników, jazgotem mew i brzdękiem sztućców krąży coś, czego nie widać – nić uważności, łącząca ich bardziej niż samo spotkanie.

To Urban Sketchers Gdańsk – miejska grupa rysowników, którzy od lat zatrzymują w szkicownikach krótkie momenty z życia miasta: przelotne światło na fasadzie, ruch ulicy, uśmiech przechodnia, odbicie budynku w wodzie. Tworzą kronikę Gdańska, rysowaną na gorąco, bez poprawek, w tempie codzienności. I właśnie teraz szykują się do swojego największego wydarzenia – „Gdańsk Szkicuje”.

Autor pracy: Marta Koperska-Kośmicka

„Gdańsk szkicuje!”

Urban Sketchers Gdańsk dokumentują miasto „na żywo” – w biegu, w deszczu, w pełnym słońcu, w tłumie i w ciszy. Ich prace były już pokazywane publiczności. Brali udział w wielu lokalnych inicjatywach, takich jak chociażby wystawa w Pruszczańskim Domu Wiedemanna i podsumowująca dwa plenery w Pruszczu Gdańskim, ekspozycja na Biskupiej Górce we współpracy z Biurem Rozwoju Gdańska i GAK-iem czy działania na Dolnym Mieście w zabytkowym tramwaju Konstal 105Na. Ale to nadal nie było „to”. Chcieli jeszcze więcej.

– Od kiedy zacząłem być administratorem grupy, brakowało mi w naszym kalendarzu jednego, bardzo ważnego momentu: takiej dużej, wspólnej wystawy, na którą moglibyśmy zaprosić mieszkańców, przyjaciół, instytucje, wszystkie osoby przez lata współtworzące USk – mówi Kamil Mączkowski.

Pomysł na dokonanie przełomu przyszedł z zaskoczenia.

– Któregoś wieczoru, dosłownie dwa dni przed końcem naboru, wyświetliła mi się informacja o konkursie Funduszu Arena Gdańszczan. Pomyślałem: stadion? Dla naszej małej grupy to chyba za duże wyzwanie… ale jednocześnie przyszło mi do głowy, że przecież lubię wyzwania. Zakasałem rękawy – i razem z Justyną Dąbek oraz Julią Majewską napisaliśmy, a potem złożyliśmy projekt. Kiedy okazało się, że został przyjęty, cieszyłem się jak dziecko! – opowiada Mączkowski.

Tak narodziła się wystawa „Gdańsk Szkicuje”, która 21 grudnia wypełni przestrzeń Polsat Plus Areny. To będzie największe wydarzenie w historii gdańskich sketcherów – i jedno z największych w Polsce – bo ma pokazać ponad 1000 prac 116 rysowników miejskich z 20 krajów, jak choćby Australii, Nowej Zelandii, Stanów Zjednoczonych, Francji. Polscy artyści także mocno się zaangażowali.

Sama wystawa to nie tylko oglądanie. To całodniowy festiwal miejskiego rysowania: otwarte prelekcje, pokazy i demonstracje artystów oraz ogromny art market z udziałem ponad 20 marek. Można będzie przetestować materiały, które nie zawsze są dostępne stacjonarnie i kupić je bezpośrednio od dystrybutorów.

fot . Archiwum Urban Sketchers Gdańsk 

Ulotne kroniki miasta

To, co najbardziej zaskoczyło grupę podczas przygotowań do wystawy, to fakt, że szkicowniki, które przez lata gromadziły się na półkach, nagle okazały się czymś więcej. Kamil Mączkowski mówi o nich „bardzo osobiste kroniki Gdańska”.

– Kiedy zaczęliśmy wybierać prace, zobaczyliśmy nieustannie zmieniające się miasto – nie tylko architektonicznie, ale też społecznie. W pracach widać tymczasowe konstrukcje, ulotne sceny codziennego życia oraz miejsca, których już nie ma, a wielu z nas nie zdążyło ich zobaczyć, jak na przykład przewrócony przez wichurę stoczniowy żuraw. Grupa była tam następnego dnia, by wszystko uwiecznić – dodaje.

Zmieniało się również samo spojrzenie twórców – dojrzewało, nabierało odwagi, pewności, czasem melancholii. Właśnie tę ewolucję będzie można zobaczyć na wystawie.

– Widać ogromną zmianę w uczestnikach – nie tylko rysunkową, ale też emocjonalną. W pracach pojawia się cały wachlarz emocji: ulotność chwili, zachwyt, czasem nostalgia, czasem radość. Tego naprawdę nie da się opisać słowami – to trzeba zobaczyć. Dlatego też pokażemy miasto z naszej perspektywy. W szkicach będzie luz, spontaniczność, krzywizny, niedoskonałości – wszystko to, co oddaje prawdziwy charakter Gdańska i spotkań w terenie. Szkicowanie to nie tylko obrazek. To sposób bycia w przestrzeni, uważność, spotkanie z miejscem. I każdy może w ten sposób „oswoić” miasto, odkryć je na nowo, po swojemu – tłumaczy administrator.

fot . Archiwum Urban Sketchers Gdańsk 

Od Lizbony do Gdańska

Gdańska grupa Urban Sketchers to część globalnego ruchu, który narodził się w 2007 roku w Seattle, dzięki inicjatywie rysownika Gabriela Campanario. Dwa lata później powstało międzynarodowe stowarzyszenie Urban Sketchers, dziś skupiające około 500 oddziałów na całym świecie. Zasady działaniach każdego z nich są proste: rysować na żywo, w terenie, rejestrując wszystko, co otacza autora – budynki, ludzi, atmosferę. Niedozwolone są cyfrowe obróbki i rysowanie ze zdjęć. Żeby mogło się to zadziać w Trójmieście, ktoś musiał zainicjować pierwsze spotkanie lokalnej grupy.

– Początki Urban Sketchers Gdańsk sięgają profesora Jacka Krenza z Politechniki Gdańskiej, który jako jeden z pierwszych w Polsce zetknął się z ruchem Urban Sketchers w jego międzynarodowej formie. Został zaproszony jako prowadzący warsztaty na jednym z pierwszych Sympozjów USk, odbywających się w Lizbonie. To właśnie tam zobaczył, jak ogromny potencjał ma szkicowanie miejskie – i postanowił sprowadzić ten wtedy jeszcze raczkujący ruch do Trójmiasta – opowiada Mączkowski.

Zaczęło się od kameralnych spotkań pasjonatów. Próbowali rozkręcić lokalną społeczność, organizowali plenery, ale szybko odkryli, że zbudowanie trwałej grupy wymaga czegoś więcej. W zaistnieniu pomogło im powstanie Urban Sketchers Poland, które integrowało mniejsze środowiska w kraju. Z czasem gdańska scena zaczęła rosnąć i nabierać rozmachu. Pojawiły się duże sketchwalki, coraz częstsze współprace z instytucjami i zaproszenia do szkicowania wydarzeń miejskich – od festynów dzielnicowych po Open House Gdańsk. Rozwinęły się też działania skierowane do samych członków: warsztaty, kwartalne konkursy z nagrodami od marek artystycznych, a także plenery i warsztaty otwarte dla mieszkańców Gdańska.

– To, co kiedyś było kameralnym, nieformalnym spotkaniem, stało się rozpoznawalną częścią życia kulturalnego miasta. A mimo tego rozwoju jedno pozostaje niezmienne: wciąż spotykamy się po to, żeby wspólnie rysować – bez presji, z uśmiechem, z radością tworzenia i bycia razem. Wiele dużych grup Urban Sketchers spotyka się raz w miesiącu lub jeszcze rzadziej. Nam udaje się robić to co tydzień – i to budzi ogromny podziw w całej globalnej społeczności – podsumowuje administrator.

Widzieć więcej

Dla gdańskich sketcherów ich grupa to coś więcej niż wspólne rysowanie – to społeczność, w której każdy może poczuć się bezpiecznie i odnaleźć twórczą energię.

– Nasza wspólnota daje przede wszystkim poczucie bliskości – zarówno ze sobą nawzajem, jak i z miastem. Przez lata stworzyliśmy przyjazne środowisko. Tu każdy może być sobą, a jeśli ktoś ma problem – staramy się pomóc – bo opieramy nasze relacje na zaufaniu, wsparciu i chęci pomagania – mówi Kamil Mączkowski i jako przykład przytacza historię Tatiany Ocheredko, artystki z Ukrainy. – Z powodu wojny w Ukrainie musiała uciekać z rodziną do Polski. Choć jest międzynarodową artystką, przez długi czas nie miała siły ani ochoty tworzyć. W końcu odważyła się przyjść na jedno z naszych spotkań – przyjęliśmy ją bardzo ciepło. Z czasem Tatiana otworzyła się na nowo, zaczęła znowu rysować i w tym roku prowadziła warsztaty na międzynarodowym sympozjum Urban Sketchers, dzieląc się miłością do szkicowania miejskiego. To pokazuje, że nasza grupa działa jak bezpieczna przestrzeń, w której można odzyskać twórczą energię.

Ta pozytywna energia spotykana jest również w codziennych, drobnych sytuacjach.

– Uśmiechy uczestników, zachwyt przechodniów, spontaniczne rozmowy o sztuce – to wszystko pokazuje, że nasza praca ma sens. Jako administrator wiem, ile pracy, logistyki i nieprzespanych nocy stoi za każdym wydarzeniem. Nikt nie robi tego dla nagród – robimy to z pasji. I właśnie radość uczestników potrafi wynagrodzić absolutnie wszystko. Uwierz mi na słowo – sketcherzy widzą miasto inaczej: głębiej, dokładniej, bardziej czule. I tym właśnie chcemy się podzielić z odbiorcami – kończy Kamil.

Autor pracy: Wioletta Ciepłucha

Autor pracy: Kamil Mączkowski

fot . Archiwum Urban Sketchers Gdańsk