Brutalizm na torach czyli

Konstal N

Krzysztof Nowosielski

Trójmiejski klasyk wjechał tym razem na szyny, i to nie byle jakie, bo zabytkowej zajezdni w Nowym Porcie. Dział foto dostał przy tym wolną rękę. Mogli sobie wybrać taki zabytkowy tramwaj, jaki im się najbardziej podobał. I tu nastąpiło małe zdziwienie – o czym w dalszej części naszej opowieści...

Czy wiecie Państwo, że zajezdnia tramwajowa w Nowym Porcie, ma już 126 lat? Wybudowano ją w 1899 roku, do obsługi nowych wówczas elektrycznych linii tramwajowych, prowadzących do portu z Wrzeszcza i Brzeźna. Na początku, obok torowisk i hal garażowych, na jej terenie mieściła się też elektrownia węglowa, zasilająca w prąd lokalną sieć trakcyjną. Charakterystyczne hale, w ich obecnym kształcie, wybudowano w 1928 roku. Dziś, obok swojej podstawowej funkcji, zajezdnia spełnia też bardzo odpowiedzialną rolę bazy dla zabytkowej floty tramwajowej miasta.

Krzysztof Nowosielski

Historia gdańskich tramwajów, rzecz jasna ta jeszcze konna, rozpoczęła się w 1871 roku, kiedy to rozpoczęto budowę pierwszej, 10 kilometrowej linii, z Targu Siennego do Oliwy. Po dwudziestu latach po 21 kilometrach torów poruszało się 58 niewielkich wagoników, ciągniętych przez dzielne zwierzaki. W 1896 roku zastąpiły je większe i szybsze, tramwaje elektryczne. Co ciekawe, dawne wagoniki pozostały nadal w eksploatacji, jako dodatkowe przyczepki. Najbardziej znane, zabytkowe gdańskie tramwaje to: strojny jak kapelusz z Belle Epoque, pochodzący z 1873 roku tramwaj konny. Wyprodukowany w 1927 roku Bergmann, oraz dwa lata młodszy Ring. Dwa ostatnie - już oczywiście elektryczne, powstały na Przeróbce – w ówczesnej Gdańskiej Fabryce Wagonów. W ostatnich latach gwałtownie rosnącą popularnością cieszy się także charakterystyczny jak Polonez Borewicz, Konstal 105N. Dynamiczna w linii, mocno przeszklona 105-ka, jest tramwajowym symbolem coraz modniejszej wśród dzisiejszej młodzieży, epoki Edwarda Gierka. Byłem przekonany, że zobaczę zdjęcia jednego z nich a tu niespodzianka.

Redakcję zachwycił modernistycznie prosty i brutalistyczny w sposobie poruszania się na torach, Konstal N – pierwszy tramwaj wyprodukowany po wojnie w Polsce i zarazem najdłużej eksploatowany pojazd tego typu w naszym kraju. Ostatnie „N-ki” zeszły z regularnych linii na Śląsku dopiero w 2020 roku!

Krzysztof Nowosielski

Konstal N produkowany był w latach 1948–1956 przez zakłady Konstal w Chorzowie, Stocznię Gdańską nr 3 i Sanocką Fabrykę Wagonów „Sanowag”. Oprócz typowego wagonu motorowego, produkowano także odmianę wąskotorową – taką która jeździła na przykład w Bydgoszczy, oraz wagony doczepne, pozbawione własnego napędu. Dwukierunkowy, dwustronny, jednoczłonowy Konstal N był de facto dokładną kopią „wojennego” tramwaju Kriegsstraßenbahnwagen (KSW), opracowanego i produkowanego w niemieckich zakładach Düsseldorfer Waggonfabrik. Solidna i maksymalnie uproszczona, niemiecka konstrukcja idealnie nadawała się do zaadoptowania do produkcji w wyniszczonej wojną Polsce, gdzie braki taborowe były równie dotkliwe, co braki materiałowe. Ze względu na brak silników trakcyjnych pierwsze z taśm montażowych zjechały wagony doczepne ND przeznaczone dla Górnego Śląska.

Krzysztof Nowosielski

Obok maksymalnie uproszczonej konstrukcji, Konstal N charakteryzował się rzeczą wcześniej niespotykaną – bardzo dużymi odsuwanymi drzwiami. Dziś – w epoce pojazdów niskopodłogowych, to standardowe rozwiązanie, jednak wtedy była to zupełna nowość. Nie chodziło jednak o komfort, ale o bezpieczeństwo i to w zarządzaniu kryzysowym. Wielki drzwi Konstala, przeniesione wprost z niemieckiego oryginału, miały ułatwiać szybką ewakuację pasażerów w razie nalotu. To co Niemcy wymyślili w czasie II Wojny Światowej, miało świetnie sprawdzić się także w warunkach trwającej podczas produkcji pojazdu, „Zimnej Wojny”.

Krzysztof Nowosielski

Zarówno Konstal N, jak i jego niemiecki odpowiednik KSW to dziś pojazdy kultowe, które dorobiły się całkiem bogatego, kolekcjonerskiego butiku. Oprócz modeli, w sieci możemy zaopatrzyć się w magnesy, koszulki, czy podkładki pod myszy z wizerunkami tych wagonów. Myślę, że oprócz urokliwej, prostej formy, która jest ich znakiem rozpoznawczym ,ważny jest w tych przypadkach cały bukiet doznań, który towarzyszy przemieszczaniu się tym wehikułem. Ale o tym należy przekonać się zdecydowanie osobiście.

Krzysztof Nowosielski