Z Buenos Aires do Grand Hotelu
Tango podbija Trójmiasto
Z Buenos Aires do Grand Hotelu
Tango podbija Trójmiasto
Narodziło się na ulicach portowego Buenos Aires, podbiło paryskie salony, przedwojenną Warszawę i cały świat. Teraz tango z rozmachem wchodzi do Trójmiasta. Przez niemal dwa tygodnie zabrzmi w Grand Hotelu, Starym Maneżu, Akademii Muzycznej i przestrzeniach gdańskich uczelni, ściągając światowej klasy tancerzy, muzyków i gości z Buenos Aires. O tym, dlaczego w tangu nie ma błędów, co wspólnego mieli z nim Bodo i Al Pacino oraz dlaczego właśnie tutaj powstaje pierwszy w Polsce Kongres Tanga Argentyńskiego, rozmawiamy z jego organizatorem Michałem Shevchenko.
Tango w 2009 roku zostało wpisane na listę niematerialnego dziedzictwa ludzkości UNESCO. Jaką rolę kulturową pełni ono dzisiaj na świecie?
Tango znalazło się na liście UNESCO jako pierwszy w historii taniec w parach, bo to nie jest tylko taniec. Powstało około 1870 roku jako wyraz emocji, tęsknot i nostalgii ludzi, którzy w tym czasie zbierali się w Buenos Aires i Montevideo. A były to grupy bardzo różne – od potomków afrykańskich niewolników, przez imigrację europejską, zwłaszcza z Włoch i Polski, po potomków konkwistadorów i ludność rdzenną, jak Indianie Keczua.
Prawdziwy tygiel kulturowy…
I to właśnie w nim narodziło się tango. Od samego początku było jasne, że nie chodzi tu o samą technikę ruchu – tym bardziej, że ulica zaczęła to tańczyć w ramach oddolnego ruchu. Chodziło o spontaniczność: ktoś chwycił za skrzypce, inny za gitarę czy flet, czyli pierwsze instrumenty tanga. Ktoś wymyślił jeden krok, ktoś drugi, ktoś poprowadził, a ktoś podążył.
Jak tango z tańca ulicy przeniosło się na salony?
Bardzo szybko, bo już około 1900 roku, przedostało się do Paryża i na tamtejszych salonach zrobiło furorę. A to, co było modne w Paryżu, stawało się modne na całym świecie. I tak tango wróciło do Buenos Aires, gdzie zaczęto je masowo tańczyć w zasadzie wszędzie. Za modą na muzykę i taniec przyszła kolej na stroje i śpiew. W poezji śpiewanej główną postacią był Carlos Gardel, który w 1916 roku zaśpiewał utwór „Mi noche triste” (Moja smutna noc). I tak tango bardzo szybko zaczęło adaptować się na wszystkich kontynentach. Także w Polsce, gdzie pierwsze tango zatańczono w warszawskim Teatrze Nowości w październiku 1913 roku.
Co sprawiło, że tango tak szybko podbiło świat?
To taniec, który budzi cały wachlarz emocji, a do tego zrywa z dotychczasowymi tradycjami, ponieważ zrównuje rolę damską i męską – jest więc rewolucyjny, a ponadto improwizowany. Dodatkowo mamy całe instrumentarium tanga, które jest po prostu przepiękną muzyką. Cała ta spuścizna trwa już 160 lat, a wyrosła z Buenos Aires w Argentynie i Montevideo w Urugwaju.
Mamy w głowach hollywoodzki obraz tanga: różę w zębach i gwałtowne ruchy. Czym naprawdę jest tango argentyńskie?
Na szczęście nie tańczymy z różą w zębach (śmiech). Choć, jeśli chodzi o emocje, w których pojawia się namiętność i pasja, to zdecydowanie tak. Kinematografia, pokazując szerokiej publiczności jakieś zjawisko, często robi to w zakrzywionym zwierciadle, gubiąc głębię. Jednym z pierwszych tang na ekranie był występ Rudolpha Valentino w filmie „Czterech Jeźdźców Apokalipsy” z 1921 roku. Średnio umiał je tańczyć, ale scena i tak przeszła do historii. Wiele osób wspomina też „Zapach kobiety”, gdzie Al Pacino gra niewidomego tańczącego tango. Przygotowywał się pod okiem profesjonalistów i choć samo wykonanie nie jest profesjonalne, to oddaje energię i ducha tanga. Pacino zresztą mówi w tej scenie swojej partnerce: w tangu nie ma błędów, nie to co w życiu – liczy się tylko czucie.
Tango kojarzy się jednak z bardzo wyraźnym prowadzeniem partnerki. Czy rzeczywiście to mężczyzna tu decyduje?
Trzeba podążać za partnerem. Tango zrównywało, i to była absolutna rewolucja w świecie tanecznym na tamten czas, rolę damską i męską. Do tej pory kobieta poddawała się partnerowi, który miał pełną kontrolę nad wszystkim, co się działo. W tangu lider ma zapraszać partnerkę – dlatego nie używa się słowa prowadzić, a „marcar”, czyli wskazywać w zapraszającym geście. I nagle kobieta staje się aktywna i niezależna: dostaje zaproszenie, ale ruch jest po jej stronie. I dlatego tango jest dialogiem.
Jak odnalazłeś się w tej rozmowie?
Tańczę od młodych lat, a zaczynałem w zespole folklorystycznym. Niestety polski folklor jest piękny, ale wymarły i mocno odtwórczy, więc szybko zaczęło mi czegoś brakować. Odmianę znalazłem właśnie w tangu argentyńskim tańczonym towarzysko, tj. cały czas improwizując. Na scenie widzimy przećwiczoną choreografię, natomiast na milongach (czyli spotkaniach towarzyskich z tangiem w roli głównej) jesteśmy z partnerką dla siebie i nie obchodzi nas świat dookoła.
W którym momencie ta pasja przekształciła się w sposób na życie?
Początkowo zajmowałem się innymi rzeczami, studiowałem, pracowałem w turystyce, a potem zacząłem te dwie aktywności łączyć jako przewodnik po Ameryce Południowej. Następnie w rodzinnym mieście Poznaniu założyłem szkołę tanga, przez którą przewinęły się setki osób, z których wiele tańczy do dziś. Cieszę się, bo tango jest wymagające, ale dla cierpliwych, szukających głębszych odczuć ta droga procentuje.
Zapach Kobiety



