- Może jedyną rzeczą, która nas może uratować przed zagładą, jest empatia – powiedziała reżyserka Kasia Adamik podczas 51. Festiwalu Polskich Filmów Fabularnych w Gdyni. Jeśli szukać jednego wspólnego mianownika dla najważniejszych zaprezentowanych w tym roku produkcji, to była nim właśnie próba zrozumienia drugiego człowieka.

Tegoroczny Konkurs Główny i sekcje towarzyszące przyniosły różnorodny przegląd polskiego kina. Twórcy – zarówno uznani artyści, jak i debiutanci – sięgali po zróżnicowane gatunki, operując odmienną wrażliwością i językiem filmowym. Mimo tej różnorodności, w festiwalowym repertuarze dało się wyczuć powracające motywy i pytania o naszą kondycję.

Człowiek w zderzeniu z historią

O tym, jak historia wdziera się i naznacza indywidualny los, mówi festiwalowy film otwarcia - „Dziki, dziki wschód” Jana Holoubka nawiązujący do konwencji westernu, a rozgrywający się podczas II wojny światowej w Małym Zalesiu, do którego przybywa tajemniczy urzędnik z Berlina. Jego wizyta uruchamia lawinę dramatycznych wyborów.

Z kolei nagrodzona za najlepszą reżyserię i scenografię „Ojczyzna” Pawła Pawlikowskiego opowiada o pierwszej od zakończenia wojny powrocie do zrujnowanych Niemiec literackiego laureata Nagrody Nobla - Thomasa Manna i jego córki Eriki. W filmie zestawione zostają dwie rzeczywistości: kontrolowany przez Amerykanów Frankfurt i znajdujący się pod sowieckimi wpływami Weimar.

Starcie jednostki z machiną historii napędzaną bezpośrednio przez Rosję pokazują z kolei filmy „Pojedynek” Łukasza Palkowskiego i „Zima pod znakiem Wrony” Kasi Adamik. Obydwa tytuły dowodzą, że zachowanie neutralności w obliczu dziejowych przełomów jest po prostu niemożliwe, bo historia wcześniej czy później o każdego się upomni. Te treści rezonują wyjątkowo silnie w dzisiejszym czasie geopolitycznych napięć.

Miłość na przekór dziejom

W najgorszym mroku przetrwać pomaga paradoksalnie miłość. Dobitnie obrazuje to zdobywca Złotych Lwów dla najlepszego filmu oraz nagrody za zdjęcia - „Przez ścianę” w reżyserii Macieja Sobieszczańskiego z przejmującą Marią Dębską w roli osadzonej w stalinowskim więzieniu. Kobieta zaczyna komunikować się przez ścianę alfabetem Morse’a z innym więźniem, a rodzące się uczucie tym bardziej porusza, gdy dowiadujemy się, że ta historia zdarzyła się naprawdę.

Podobnie jest w „Naszej rewolucji” Piotra Domalewskiego, która opowiada o Jacku i Grażynie Kuroniach. Ta bezgranicznie sobie oddana para rezygnuje z prywatności, by wspólnie walczyć o wolność, co okupione jest ogromną osobistą ceną. Jury festiwalu nagrodziło za najlepszą drugoplanową rolę męską Jacka Komana, który wcielił się w postać Marka Edelmana.

Karol Kacperski

Filmy pisane życiem

Historia wielokrotnie pokazała, że rzeczywistość potrafi stworzyć barwniejsze scenariusze niż jakakolwiek fikcja. Na tegorocznym festiwalu udowadniają to portrety dwóch ikon polskiej sceny muzycznej. Mocną stroną nagrodzonej za najlepszą charakteryzację „Violetty Villas” Karoliny Bielawskiej jest świetna rola Sandry Drzymalskiej, która na ekranie dosłownie przeobraża się w divę. Historię artystki poznajemy z perspektywy naznaczonego przez nią syna, co wpływa na wybiórczy ogląd. Z kolei „Mniej obcy” Kristoffera Rusa przygląda się drodze legendarnego rockmana Jana Borysewicza i założonego przez niego zespołu Lady Pank. W rolę muzyka z pasją wciela się Mikołaj Bukrewicz. Przeplatany oryginalnymi utworami kapeli film wartko prowadzi nas przez niełatwą biografię artysty, choć trudno oprzeć się wrażeniu, że nieco ją wygładza.

Męska wrażliwość

Tegoroczny program festiwalu w Gdyni poświęcił sporo uwagi mężczyznom i ich rozterkom – począwszy od emocjonalnej nieporadności w „Powiedz mi, co czujesz” Łukasza Rondudy. Obraz ten uhonorowany został Srebrnymi Lwami oraz nagrodą za profesjonalny debiut aktorski dla Jana Sałasińskiego.

Z kolei pokazany w Konkursie Perspektywy „Ma to sens” Pawła Podolskiego ukazuje kryzys psychiczny z perspektywy mężczyzny oraz mozolną, niełatwą drogę wychodzenia z niego – m.in. dzięki wsparciu drugiej, choć początkowo niechcianej osoby.

Tę sekcję zamyka „Dobry chłopiec” Jana Komasy – poruszające studium przymusowej resocjalizacji głównego bohatera. Film zdobył serca widzów i uznanie jury, otrzymując Nagrodę Publiczności oraz statuetki za scenariusz, montaż i główną rolę męską dla Ansona Boona.

Kobieta odkrywająca siebie

Bohaterki festiwalowej selekcji również poszukują własnego głosu i podmiotowości. Przykładem Mila z filmu „Exotic” Sonji Orlewicz-Zakrzewskiej, doskonale zagrana przez Jaśminę Polak, nagrodzoną zresztą za najlepszą główną rolę kobiecą. Ta trzydziestolatka odkrywa wolność i akceptację ciała podczas obozu tanecznego i lekcji pole dance.

Karol Kacperski

Z kolei Milena, bohaterka pokazanych w Konkursie Perspektywy „Miłych kobiet” w reżyserii Marii Wojtyszko i Jakuba Krofty, próbuje zadowolić wszystkich wokół – z wyjątkiem samej siebie. Jej codzienne zmagania z rodziną i otoczeniem doprowadzają ją w końcu do przełomu.

W równie kluczowym momencie życia znajduje się Roma z filmu „Kobieta stanu wolnego” (reż. Eliza Godlewska, Alan Ruczyński), która niespodziewanie jest w kryzysie bezdomności. Mimo to nie poddaje się i wciąż walczy o własną godność oraz pozory normalności. Ten poruszający obraz doceniono na festiwalu nagrodą za debiut reżyserski lub drugi film.

Tożsamość w cyfrowym świecie

Tegoroczne festiwalowe produkcje sięgały również po wątki poszukiwania siebie w konfrontacji z technologią, wirtualnością oraz upływem czasu. Świetnym przykładem są „Fluidy” Marii Wider (nagrodzone przez Jury Młodych), które dotykają tematu poszukiwania siebie i budowania relacji we współczesnym świecie.

Z kolei wyróżniony Złotym Pazurem oraz nagrodami za muzykę, dźwięk i kostiumy „Hot spot” Agnieszki Smoczyńskiej patrzy na ten temat przez pryzmat przyszłości. Pokazuje świat zdominowany przez technologie i sztuczną inteligencję, pytając o granice człowieczeństwa.

Ciekawym dopełnieniem tej perspektywy jest „Czas, który nie nadszedł” Julii Rogowskiej – opowieść o świecie, w którym nie ma miejsca na starość, a zamiast niej panuje kult młodości. Projekcja zostawia widzów z pytaniem, czy poddaliby się naturalnemu procesowi starzenia z całym jego „dobrodziejstwem”, czy wręcz przeciwnie – zdecydowaliby się na terapię antygeriatryczną zapewniającą wieczną młodość.