Na „Zakonnicy w przebraniu” po prostu dobrze się siedzi. Sala reaguje od pierwszych scen, żarty trafiają, muzyka niesie spektakl, a ze sceny wylewa się potężna energia, którą ciężko udawać. I nagle okazuje się, że obok siebie równie dobrze bawią się ludzie z trzech różnych pokoleń. To wcale nie jest takie oczywiste. Bo stworzyć bezpretensjonalną rozrywkę, która nie obraża inteligencji widza, ma tempo, muzyczną klasę i naprawdę działa na pełnej widowni – jest znacznie trudniej, niż mogłoby się wydawać.
Punkt wyjścia zna prawie każdy. Deloris, klubowa wokalistka i świadek morderstwa, trafia pod policyjną ochronę do klasztoru, gdzie z konieczności zakłada habit i szybko przewraca zastany porządek do góry nogami. Film z Whoopi Goldberg ma już ponad trzy dekady, musical Alana Menkena przeszedł przez West End i Broadway, więc gdyńska realizacja nie startuje z pozycji nieznanego tytułu. To pomaga, ale też zobowiązuje, bo publiczność przychodzi z własną pamięcią tej historii. Na szczęście Paweł Aigner nie walczy z tym bagażem. Nie próbuje udowadniać, że pod komedią ukrywa się traktat o duchowości, nie dopisuje spektaklowi powagi, której ten materiał nie potrzebuje. „Zakonnica” od początku wie, czym chce być: dużym, efektownym musicalem, który ma widza porwać. Radość z grania naprawdę wylewa się ze sceny. Dawno nie miałam tak prostego poczucia, że oglądam po prostu bardzo dobrze zrobiony, klasyczny musical.
I słychać go wyjątkowo dobrze. Dyrektor teatru rzucił ze sceny, że Muzyczny jest dziś najlepiej nagłośnionym teatrem w Polsce. Tego oczywiście nie da się rozstrzygnąć żadnym oficjalnym rankingiem, ale za tą deklaracją stoi konkret. Duża Scena korzysta dziś z technologii d&b Soundscape, stosowanej także w Royal Albert Hall, Sydney Opera House czy National Theatre w Londynie. Nie chodzi więc po prostu o „nowe nagłośnienie”, ale o system pozwalający budować dźwięk przestrzennie i sprawić, by głos czy instrument przestawał dochodzić z głośników, a zaczynał być związany z tym, co widzimy na scenie. W musicalu takim jak „Zakonnica w przebraniu”, napędzanym wokalami, orkiestrą i potężnymi scenami zbiorowymi, trudno wyobrazić sobie lepszy poligon do pokazania jego możliwości.



