Montreux

Jezioro niespokojnych natchnień

Wysiadłam ze stylowego wagonu GoldenPass Express, czując się tak, jakbym zamiast biletu kolejowego otrzymała przepustkę do innej epoki. Dystyngowane Montreux, wciśnięte między alpejskie olbrzymy a Jezioro Genewskie, natychmiast narzuciło mi swój niespieszny rytm, gdzie czas zdawał się trwać w realiach belle époque.

- W Montreux nie zwiedza się zabytków. Tu tropi się historie, które zmieniły światową literaturę i muzykę - uśmiecha się Jean, podając mi klucz do pokoju. Już po kilku godzinach wiem, że ma rację. Nad brzegiem Lemanu, jak Szwajcarzy nazywają Jezioro Genewskie, czas płynie inaczej. Zabytkowe parowce wciąż przecinają taflę jeziora, promenadę wyznaczają palmy i hotele pamiętające czasy belle époque, a na horyzoncie wyrastają ośnieżone szczyty Alp. W oddali zielone tarasy winnic Lavaux, wpisane w 2007 roku na Listę Światowego Dziedzictwa UNESCO, spływają kaskadami ku wodzie. W cieniu kamiennych piwnic dojrzewa chasselas, a z kieliszkiem lokalnego wina łatwo zrozumieć, dlaczego od ponad dwóch stuleci Montreux przyciąga ludzi pióra, muzyki i sztuki. Dla jednych było sanatorium, dla innych azylem przed światem, miejscem twórczego olśnienia lub ostatnim adresem.

Literacka topografia zmysłów

Kulturowy magnetyzm Szwajcarskiej Riwiery najpełniej ujawnia się w jej literackiej topografii. Romantyczny mit regionu narodził się latem 1816 roku, gdy nad Leman przybył George Byron wraz z kręgiem przyjaciół. To właśnie wtedy angielski lord, urzeczony mrocznymi podziemiami Château de Chillon - monumentalnej warowni na skalistej wyspie - uwiecznił losy więzionego tu genewskiego patrioty w poemacie „Więzień z Chillon”, pozostawiając przy okazji na jednej z kolumn swój autograf. Podczas tego samego, deszczowego lata Mary Shelley zaczęła tkać nad jeziorem zręby gotyckiego „Frankensteina”.

Sukces tych dzieł błyskawicznie zamienił region w elitarny azyl i uzdrowisko dla europejskich twórców. Między 1833 a 1873 rokiem regularnie przybywał tu Hans Christian Andersen, by leczyć płuca i wyobraźnię. Baśniopisarz, mieszkając w Vernex i Glion, stworzył alpejską opowieść „Lodowa Pani”. Zachwyt nad zamkiem Chillon miał jeszcze jeden nieoczekiwany finał. Ponad sto lat później animatorzy Disneya wzorowali na jego architekturze pałac księcia Eryka z „Małej Syrenki”. Niedługo po Andersenie nad Leman przybył Lew Tołstoj. Alpejski spokój miał przynieść ukojenie po krwawych doświadczeniach wojny krymskiej i kryzysie egzystencjalnym.

Kolejne dekady przyniosły kurortowi status bezbłędnej, literackiej scenografii. Zimą na przełomie 1922 i 1923 roku jako młody korespondent rezydował tu Ernest Hemingway; spartańskie, zasypane śniegiem schronisko w Chamby posłużyło mu później za tło dla sielankowego finału powieści „Pożegnanie z bronią”. Szwajcarska Riwiera zapisała się też głęboko w polskiej historii - w sąsiednim Vevey, w Grand Hotel du Lac, ostatnie lata życia spędził Henryk Sienkiewicz. Nasz noblista zmarł tam 15 listopada 1916 roku, do końca koordynując pomoc dla ogarniętej wojną ojczyzny, a o jego obecności przypomina dziś niewielki pomnik.

Festiwal, który zmienił historię miasta

A może to nie literatura, ale muzyka stworzyła legendę Montreux? Przecież już sam spacer promenadą przypomina wędrówkę przez historię jazzu i rocka. Wzdłuż brzegu stoją rzeźby Elli Fitzgerald, Raya Charlesa, Arethy Franklin czy Carlosa Santany. Motywy instrumentów i fal dźwiękowych przenikają całe miasto. Pojawiają się na ławkach, balustradach i oficjalnych plakatach, które przez lata projektowali Andy Warhol, Keith Haring i Jean Tinguely.

Wszystko zaczęło się w 1967 roku z inicjatywy Claude’a Nobsa, pracownika biura turystycznego, który powołał do życia trzydniowy festiwal. Dziś Montreux Jazz Festival to 16-dniowy gigant, druga największa tego typu impreza na świecie. Droga na szczyt była wyboista. Gdy Nobs po raz pierwszy zaprosił Milesa Davisa, usłyszał: „Twoja oferta to obelga dla mojego koloru skóry i talentu” - trębacz uznał gażę za rażąco niską. Upór Nobsa całkowicie odmienił nastawienie artysty. Panowie głęboko się zaprzyjaźnili, a Davis wystąpił w Montreux aż 10 razy (1973–1991), tworząc tu najważniejsze późne nagrania koncertowe.

Na tutejszych scenach w Audytorium Strawinskiego grali George Benson, Eric Clapton czy B.B. King. Nie zabrakło legend polskiego jazzu: Tomasza Stańki, Zbigniewa Namysłowskiego i Michała Urbaniaka. Ponad 5000 godzin koncertów zachowano w archiwum wpisanym w 2013 roku na listę Pamięci Świata UNESCO. Dzięki temu muzyczna historia Montreux nie tylko wybrzmiała, ale została ocalona.

Ostatni azyl króla

Nikt jednak nie stopił się z tożsamością Szwajcarskiej Riwiery tak głęboko jak Freddie Mercury. Lider grupy Queen trafił tu w lipcu 1978 roku w pogoni za studiem wolnym od brytyjskich mediów i morderczego fiskusa. Pierwsze zderzenie wokalisty z sennym kurortem było jednak porażką; nienawidzący ciszy Mercury kpiąco rzucił: „To miejsce jest naprawdę nudne. Jeśli chcesz tu umrzeć z nudów, to idealny adres”. Mimo to zespół urzekła intymność lokalnego Mountain Studios do tego stopnia, że w 1979 roku kupili je na własność. Powstało tu aż siedem ich albumów, w tym „Jazz”, „Innuendo” oraz wydany pośmiertnie „Made in Heaven”.

Nastawienie Freddiego zmieniło się dramatycznie, gdy zdiagnozowano u niego HIV. W obliczu śmiertelnej choroby Montreux stało się jego azylem, gwarantując absolutną dyskrecję mieszkańców i nienaruszalny spokój. To wtedy miał powiedzieć przyjaciołom: „Jeśli szukacie spokoju duszy, pojedźcie do Montreux”.

Początkowo muzycy Queen kwaterowali w luksusowym Fairmont Le Montreux Palace, potem Freddie wynajął ukrytą w zieleni willę nad wodą w Clarens. Choć w połowie lat 80. potrafił jeszcze organizować huczne imprezy na prywatnym jachcie, u schyłku życia pragnął już tylko kojącej ciszy. Na początku 1991 roku kupił 207-metrowy penthouse na szczycie rezydencji Les Tourelles w Territet. Widok na alpejskie szczyty zainspirował go do stworzenia jednej z ostatnich kompozycji - „A Winter’s Tale”.

Oficjalnie miejsce pochówku muzyka pozostaje tajemnicą, jednak od lat powraca przypuszczenie, że jego prochy rozrzucono w wodach Lemana. Od 1996 roku na Place du Marché jego obecność materializuje odlany z brązu pomnik autorstwa Ireny Sedleckiej, przy którym fani, szczególnie hucznie w dniu jego urodzin 5 września, składają tysiące kwiatów. Prawdziwe sanktuarium kryje się jednak w dawnym studiu, dziś bezpłatnym muzeum „Queen Studio Experience”. Obok pamiątek po Queen, Davidzie Bowiem (to tu nagrano „Under Pressure”), Rolling Stones czy AC/DC, na podłodze reżyserki błyszczy mała, złota tabliczka. Wyznacza ona z milimetrową dokładnością punkt, w którym w maju 1991 roku stał statyw z mikrofonem chorego Freddiego, gdy rejestrował swoje ostatnie w życiu wokale do utworu „Mother Love”. Stojąc w tym miejscu, trudno oprzeć się wrażeniu, że w Montreux Freddie Mercury zostawił znacznie więcej niż swoją muzykę.