Świnia, człowiek, granica

Kiedy medycyna  wyprzedza etykę

Dominik Kulaszewicz

Nie chodzi o świnie, tylko o człowieka - o jego granice, pychę i potrzebę ratowania życia za wszelką cenę. Wystawa „Knockout Pig” Macieja Śmietańskiego nie proponuje tanich emocji ani estetycznej gry. Zamiast tego zmusza do postawienia pytania: co zostaje z transplantologii, kiedy z daru zaczynamy robić sklep?

„Knockout Pig” jest wystawą o kondycji człowieka. O świecie, w którym transplantologia, jeszcze niedawno oparta na paradygmacie daru, coraz wyraźniej przesuwa się w stronę logiki rynku. O możliwym systemie, w którym narządy są kupowane i sprzedawane, a ich dostępność zaczyna być filtrowana przez technologię, kapitał i obietnicę postępu.

Jak napisał Łukasz Guzek, redaktor naczelny „Sztuki i Dokumentacji”, wystawa jest gestem nowej sztuki, następnym krokiem po Duchampie, oferującym krok do konceptualizmu ready-made life. Nowej sztuki dla nowych czasów i postępu naukowego. Nieprzypadkowo pokazana w siedzibie Fundacji Tumult w Toruniu. Kontynuuje dialog fundacji z artystami wystawianymi w poprzednich latach: Hermannem Nitschem, Mariną Abramović, czy Bilem Violą.

- Podstawowym hasłem jest zamiana idei transplantacji, o którą walczyliśmy, czyli zamiana pewnego daru na sklep - mówi Śmietański. Przez lata przekonywano społeczeństwo, że oddanie narządów po śmierci to największy dar, jaki można ofiarować drugiemu człowiekowi.

Teraz, jak zauważa chirurg i artysta, wchodzi w to nowy porządek: ksenotransplantacja, genetycznie modyfikowane świnie, laboratoria, patenty, firmy i pieniądze.

Dominik Kulaszewicz

Kiedy nauka wyprzedza etykę

Nie chodzi mu jednak o krytykę medycyny. To bardziej nieufność wobec zachwytu, który wyprzedza pytania. - Nauka i filozofia, czyli etyka i sztuka, zawsze drżą w tych samych fazach. Jednocześnie zawsze tylko jedno wychodzi na pierwszy plan. I teraz bardzo mocno zrobiła to nauka, etyka jeszcze sobie z tym nie poradziła, a sztuka milczy - mówi.

Problem nie polega na tym, że ktoś próbuje ratować życie. Według „Śmietany” zaczyna się wtedy, gdy wokół kolejnego przełomu uruchamia się język triumfu, zanim przeprowadzi się uczciwą debatę o konsekwencjach.

Śmietański zwraca uwagę, że ten język nie jest neutralny. Ma przygotowywać odbiorców, oswajać ich z czymś, co jeszcze nie zostało przedyskutowane. - Jak mówimy w telewizji, w radiu, w prasie o wielkich sukcesach ksenotransplantacji, a tych sukcesów w pracach naukowych nie ma, to czy to nie jest przygotowywanie języka do tego, żeby ludzie to zaakceptowali? - pyta. I dodaje, że być może chodzi też o stworzenie presji na finansowanie kolejnych eksperymentów.

Jego wystawa działa właśnie dlatego, że nie pozwala schować się za wygodnym stwierdzeniem, że „to tylko sztuka”. Ściany pokrywają publikacje naukowe, obok stoi aparatura medyczna, a centralne miejsce zajmują świnie zanurzone w formalinie. Ktoś powie, że to estetyzacja cierpienia. Nie, to bezpośredni obraz, który ma zmusić do reakcji.

- Pokazując te prace naukowe na ścianach, żeby każdy mógł sobie przeczytać, i te świnie, które w stoją w akwariach, robię właśnie taki ready-made. Wzywam ludzi do myślenia i dyskutowania - tłumaczy.

Maciej Śmietański

Prof. dr hab. n. med., chirurg, specjalista w leczeniu przepuklin. Autor i współautor ponad 70 publikacji naukowych, współtwórca światowych standardów i klasyfikacji leczenia przepuklin. Były przewodniczący Sekcji Leczenia Przepuklin i Członek Honorowy Towarzystwa Chirurgów Polskich, 3-krotny Doctor Honoris causa, laureat licznych wyróżnień, w tym Brązowego Krzyża Zasługi za działalność naukową, edukacyjną i humanitarną. Równolegle od blisko 30 lat tworzy sztukę konceptualną i krytyczną. Członek grupy RAISE, absolwent Akademii Sztuk Pięknych w Gdańsku. W swojej twórczości zajmuje się m.in. bio-artem, wykorzystującym żywe tkanki.

Symbol, eksperyment i granice empatii

W trakcie naszej rozmowy pytam o granice. Dlaczego świnia budzi mniejszy opór niż małpa? - Małpy są podobne do nas, przywiązuje się do nich personel. O świnie nikt się nie upomni - mówi Śmietański.

Takie rozumowanie obnaża mechanizm selektywnego współczucia. Świnia - jako biblijnie „zwierzę nieczyste”, ale już oswojone kulturowo na talerzu - nie wzbudza takich emocji. Jednocześnie w przypadku ksenotransplantologii nadano mu boski wymiar.

Stąd także imiona: Noel, Angel, Star, Joy, Mary. - Oni chcą pokazać przełom. Imiona kojarzą się tu jednoznacznie. Znowu poświęca się Chrystus, rodzi się odkupienie - tłumaczy. Świnia nosi imię, zostaje wciągnięta w porządek symboli. Nadzieja rodzi się z czegoś, co ma  umrzeć.

Śmietański rozumie cenę tego gestu. Wie, że dla kogoś, kto czeka na przeszczep, ksenotransplantacja może być jedyną szansą. Powściąga się jednak od entuzjazmu. - Nie wiem, czy nie stracimy tego wszystkiego, o co walczymy od blisko 50 lat. Systemu, w którym człowiek może powiedzieć, że pomaga człowiekowi - mówi. A o to pierwotnie w transplantacjach chodziło.

Dodaje, że nowe rozwiązania mogą w praktyce wzmacniać nierówności: ci bogatsi będą mogli pozwolić sobie na procedury, a reszta zostanie w kolejce do „starej transplantacji”.

Dominik Kulaszewicz

Moralność, która nie nadąża

- Mam problem z etyką i z moralnością, ponieważ są sprzeczne z naturą. To nasz konstrukt - mówię. - To byśmy nie wymyślili medycyny. Jak coś jest chore, to umiera - słyszę w odpowiedzi.

Z jednej strony mamy medycynę, która ratuje życie. Z drugiej terapię daremną, która coraz śmielej zaczyna pukać do świadomości polskich lekarzy.

- Trzeba czasem przyjąć, że życie pewnych ludzi się zakończyło. Nie trzymajmy ich na intensywnej terapii dwa miesiące, bo z maszynami jesteśmy w stanie podtrzymać funkcje życiowe zwłok. Ale humanitarność też jest konstruktem - zauważa.

Z drugiej strony zawsze jednak znajdzie się grupa ludzi, która będzie chciała wykonywać dalsze procedury. Dla pieniędzy i sławy, oni muszą mieć sukces. - Będą szukali granicznych możliwości. I potem wyreanimują pacjenta, ale on trafi do DPS-u z rurą - stwierdza.

Zupełnie inną sprawą jest natomiast przeszczepienie 30-latkowi serca od zmarłego dawcy, dzięki któremu przeżyje jeszcze 25 lat. Z rodziną w komforcie.

Dominik Kulaszewicz

Frankenstein, Macchiarini i cena postępu

- Dążenie do postępu to temat z „Frankensteina”. Chce coś zrobić za wszelką cenę - mówi Śmietański. Wtrącam się i przypominam historię Paolo Macchiariniego, który eksperymentował na tchawicach. Włoski chirurg-celebryta nigdy nie poniósł konsekwencji swoich czynów, ale jego wątek dobrze wpisuje się w podejście do ksenotransplantologii.

- Przeszczepili terminalnie choremu serce świni. Był zdyskwalifikowany, więc wiadomo było, że umrze. Żył sześćdziesiąt dni. Nie opuścił intensywnej terapii, nie odzyskał świadomości, po czym serce się „zepsuło” i zmarł - opowiada Śmietański.

Przypomina jednocześnie artykuł, który się wówczas pojawił - „Shooting for the moon”, gdzie pokątnie sparafrazowano słynne słowa Neila Armstronga. - Ten przeszczep to mały krok człowieka, ale wielki krok ludzkości - mówi z wyraźnym przekąsem. - To użycie ciał zawieszonych między życiem a śmiercią jest trochę frankensteinowskie.

- Dążenie do postępu to temat z „Frankensteina”. Chcę coś zrobić za wszelką cenę - stwierdza. I dodaje: - Bardziej podoba mi się „Prometeusz”.

Nie zabraknie naukowców, którzy skorzystają z tego, bo będą mówili, że to dla dobra nauki, odrzucając dyskurs etyczny.

- To jest jak narkotyk, że ci się uda - słyszę. - Nawet jeśli potem ktoś powie, że to było niedobre, to już się stało. Naukowiec tylko pokazał możliwości… ale sława zostaje.

W kontekście „Knockout Pig” i wątpliwości wokół ksenotransplantologii zasadne jest pytanie: co znaczy być człowiekiem?

- Być człowiekiem, z definicji homo sapiens, znaczy myśleć - stwierdza Śmietański. - Myśleć nie w sensie popierania postępu, ale ostrożności, pamięci i odpowiedzialności. Nie po to, by blokować medycynę, lecz by nie budzić się w świecie, który zaszedł za daleko szybciej, niż zdążyliśmy zrozumieć.