Nie goni za trendami. 
Goni za smakiem

Jonasz Jasiński
szef kuchni
Bistro Oliwa

Nie wierzy w drogi na skróty, nie goni za trendami i nie uznaje kompromisów w kwestii produktu. Jonasz Jasiński gotuje prosto, ale nigdy banalnie - łącząc sezonowość, precyzję, wyobraźnię i odwagę w komponowaniu smaków. Z szefem kuchni Bistro Oliwa rozmawiamy o smakach, które trwają w świadomości przez całe życie.

ak wrażliwe muszą być kubki smakowe kucharza, aby był dobrym kucharzem, aby potrafił rozpoznać to, co może być dobre i zaskakujące dla jego gości?

Ciężkie pytanie. Moje kubki smakowe reagują na dania z charyzmą, dobrze doprawione, w których niczego nie brakuje. Jak próbujesz, to czujesz uderzenie smaku. Nie lubię potraw płytkich, miałkich smaków. Staram się tak dobierać składniki, aby jeden podbijał smak drugiego. Tworzą się wtedy smaki umami. Na przykład burak świetnie komponuje się z hibiskusem. Tymianek podbija smak gruszki. Często obserwuję reakcje gości na to, co jedzą i największą satysfakcję mam, gdy nie używają pieprzu i soli.

Smaki umami - jakie to smaki?

Smaki umami to są takie smaki, od których trochę się uzależniamy. To są te smaki, których zaczyna nam brakować po paru dniach, które wspominamy, za którymi tęsknimy.

Jak ważna jest dla Ciebie sezonowość - czy to fundament, czy tylko inspiracja?

Na pewno fundament. Po pierwsze produkt sezonowy ma jakość, świeżość, ma też wpływ na emocje gościa, bo z reguły długo się na niego czeka i za tym smakiem tęsknimy. Ale jest też podłoże czysto pragmatyczne. Gastronomia to przecież biznes, a w sezonie są najlepsze ceny danego produktu.

Jak definiujesz dziś „dobre jedzenie” - czy to bardziej emocja, technika, produkt, czy kontekst?

Wszystko to co wymieniłeś, ale dobre jedzenie to przede wszystkim takie, które nie oszukuje ludzi. Jeżeli mówimy, że w daniu jest lubczyk, to jest to lubczyk, a nie natka pietruszki. Jeśli w karcie jest czosnek niedźwiedzi, to jest to faktycznie ten składnik, a nie na przykład szpinak zmiksowany z czosnkiem. W gastronomii tych dróg na skróty jest mnóstwo, ale u mnie uczciwość wobec gości to fundament. W restauracji ważna jest powtarzalność smaków. Jeśli jakieś danie dzisiaj smakuje tak, a za kilka dni zupełnie inaczej, to znaczy, że na kuchni coś nie gra.

W Bistro Oliwa widać połączenie kuchni polskiej, europejskiej i wpływów świata - co decyduje, że dane połączenie ma sens, a inne już nie?

Kompozycja, proporcje i wiedza kucharza. Lubię łączyć smaki nieoczywiste, zaskakiwać gości, np. gruszkę z pietruszką, czy owies z czekoladą. Wierzę, że gość przychodzi do restauracji po doświadczenie. Coraz mniej gotujemy w domu, coraz mniej poświęcamy czasu na jedzenie, coraz mniej celebrujemy spożywanie posiłków. Dlatego musi otrzymać coś, co zapamięta, co go zaskoczy, czego nie zrobi sobie sam w domu. Przykładowo, jeśli mamy już schabowego, to dajmy do niego ziemniaki z ogniska. Smakują zupełnie inaczej, mają też wartość sentymentalną, no i w domu raczej ich nie zrobimy.

Jak chcesz, żeby ludzie czuli się po wyjściu z restauracji – syci, zaskoczeni, spokojni, a może zainspirowani?

Na pewno nie chcę, żeby goście wychodząc od nas, czuli się ciężko, przytłoczeni. Sam nie lubię jedzenia, które zapycha i które wspominasz tylko przez to, że po prostu się przejadłeś. U nas można zaspokoić głód, ale też karmimy tak, aby smaki pozostały w pamięci. Na tym mi zależy.

Jak bardzo śledzisz trendy gastronomiczne i czy w ogóle bierzesz je pod uwagę, przejmujesz się nimi, stosujesz się do nich?

Do trendów gastronomicznych mam stosunek obojętny. Nie lubię się nimi kierować, bo moda na coś przychodzi i przemija. Wolę trwałość, konsekwencję, rozwój ewolucyjny, a nie pod wpływem jakiegoś trendu. Wiadomo, że muszę mieć orientację w tym, co się dzieje w mojej branży, ale fundamentem są oczekiwania naszych gości.

A czy jest jakiś trend gastronomiczny, jakieś zjawisko, które chciałbyś, aby zniknęło, aby nigdy więcej nie powróciło?

Kuchnia molekularna. To już się poniekąd samo dzieje, rynek dokonał weryfikacji i te wszystkie tekstury, pianki, żele i inne bajery już same zanikają. Dobry produkt, prostota oparta na jakości i kompozycji smaków obroni się sama, nie trzeba dorabiać molekularnej otoczki.

Jakim szefem kuchni, jakim kucharzem jest Jonasz Jasiński?

Jonasz Jasiński jest szefem kuchni spokojnym, opanowanym, dbającym o szczegóły. Dania, które podaję naszym gościom, muszą być nieprzesycone, tak żeby każdy składnik był wyczuwalny na podniebieniu. Stosuję maksymalnie 3-4 składniki, które się uzupełniają. Na wszystko, co serwujemy gościom w Bistro Oliwa układam receptury, pilnuję procedur, technologii, sposobu przygotowania i podania.

Co było momentem przełomowym, w którym zrozumiałeś, jakim szefem kuchni chcesz być?

Nie było jakiegoś konkretnego wydarzenia, ale myślę, że ukształtowały mnie miejsca, w których gotowałem. Z każdego czerpałem wiedzę nie tylko o gotowaniu, ale też o produktach, organizacji pracy w kuchni, zarządzaniu kapitałem ludzkim. Chłonąłem zarówno te dobre, jak i te złe strony, których nie chcę powielać w swoim miejscu. W Pałacu Ciekocinko, butikowym hotelu słynącym z wyśmienitej kuchni nauczyłem się jak korzystać z tego, co nam daje natura. W restauracji Eliksir w Gdańsku nauczyłem się, jak wykorzystywać produkt w stu procentach, tak żeby z jednej marchewki wykorzystać marchewkę, obierki i sok.

Pałac Ciekocinko to natura, sezonowość i fine dining. Eliksir to kuchnia konceptualna, podejście technologiczne, czasami nawet wręcz naukowe do gotowania. Co dziś zostało z tych doświadczeń w Twoim gotowaniu?

Skupienie się na produkcie, żeby go wykorzystać w 100%, i żeby właśnie pokazać ten produkt w nieoczywistej odsłonie. Przykład? Zupa ogórkowa, do której dodajemy popcorn z kaszy gryczanej. Albo olej koperkowy, który zatrzymuje się w kubkach smakowych, mimo że fizycznie koperku w ogórkowej nie ma.