Energa Ogniwo Sopot

Siła tradycji, energia przyszłości

Mateusz Słodkowski

Na tym stadionie dorastały dzieci, ojcowie, trenerzy i całe rodziny. Jedni wbiegali na murawę jako nieśmiali chłopcy, inni wracali po latach w klubowych bluzach, żeby patrzeć, jak ich miejsce zajmuje następne pokolenie. Od sześćdziesięciu lat Ogniwo Sopot jest czymś więcej niż drużyną rugby – jest szkołą charakteru, drugim domem i jednym z tych miejsc, bez których trudno opowiedzieć historię miasta. Dziś, wsparte przez Energę, z mocną akademią, stabilnym zapleczem i głodem kolejnych sukcesów, pokazuje, że tradycja nie musi stać w miejscu. Może napędzać przyszłość.

Sobotni poranek przy Jana z Kolna. Na boisku najmłodsze mini-żaki gonią za jajowatą piłką pod czujnym okiem trenerów, obok, z kubkami kawy w dłoniach, stoją rodzice. Chwilę później z szatni wychodzą seniorzy: barczyści, świeżo upieczeni wicemistrzowie Polski. Dzieciaki natychmiast ustawiają się w kolejce po przybicie piątki. Z boku, oparci o barierki, wszystko obserwują starsi panowie w klubowych bluzach. Ci sami, którzy trzydzieści czy czterdzieści lat temu jako nastolatkowie pierwsi wbiegali na tę murawę.

To Ogniwo Sopot – klub, który od sześciu dekad jest czymś więcej niż sportową drużyną. Mimo kryzysów zawsze wychodził na prostą, a kolejne pokolenia Sopocian nie wyobrażają sobie miasta bez stadionu rugby. To miejsce, w którym siła charakteru przechodzi z ojca na syna, z trenera na zawodnika, z trybun na boisko.

- Gdy objąłem urząd prezydenta, Sopot był w ruinie. Plaże były nieczynne przez ścieki wylewane do morza, a na Monte Cassino leżały krzywe, przedwojenne płyty. Zawsze uważałem, że wyróżnikiem miasta musi być kultura i sport. I jedyną rzeczą, która wtedy w Sopocie działała, było właśnie Ogniwo – mówi Jan Kozłowski, prezes zarządu Energa Ogniwo Sopot. - Rugby zawsze wydawało mi się grą elitarną. W przeciwieństwie do piłki nożnej, u nas rugbiści i kibice mają do siebie ogromny szacunek – na derbach siedzą obok siebie i nie ma mowy o bijatykach. Grają z pasji, a nie dla pieniędzy. Wykształciła się wokół tego piękna kultura. Nie wyobrażam sobie Sopotu bez rugby.

Ogniwo Sopot współcześnie

materiały prasowe

Klub, który wychował pokolenia

Ta międzypokoleniowa sztafeta nie jest tylko ładną opowieścią o klubowej tradycji. Bezpośrednio przekłada się na to, co dzieje się na boisku. Namacalny dowód to osiągnięcia ostatnich tygodni – w trzech najważniejszych kategoriach wiekowych w kraju Ogniwo zdominowało ligowe podia, zdobywając srebro wśród seniorów oraz dwa złote medale — w juniorach i kadetach.

- To najlepszy moment w historii klubu – zarówno pod względem sportowym, ekonomicznym, jak i infrastrukturalnym. Po raz pierwszy od 23 lat zyskaliśmy sponsora tytularnego, firmę Energa. Dysponujemy też zmodernizowanym stadionem, który jest najbardziej wydajnym, pełnowymiarowym obiektem do gier zespołowych w Trójmieście – w ciągu tygodnia trenuje tu kilka tysięcy osób – opowiada Bartosz Olszewski, dyrektor Energa Ogniwo Sopot. - Od 10 lat nieprzerwanie zdobywamy medale Mistrzostw Polski seniorów. Podobna seria miała miejsce w latach 90., ale za chwilę możemy ją przebić. Obecne sukcesy młodzieży i wicemistrzostwo seniorów to wymierny dowód na to, w jakim miejscu znajduje się dzisiaj klub.

Sześćdziesiąt lat zobowiązuje. Sukcesy na podium, stabilizacja finansowa i coraz lepsza infrastruktura są ważne, ale prawdziwa tożsamość Ogniwa kryje się w zasadach wpajanych kolejnym pokoleniom. Chodzi o szacunek – do własnych barw, do herbu, do ludzi, którzy byli tu wcześniej, ale też do rywali.

- Gdy myślę, że klub ma dzisiaj 60 lat, a ja od trzech dekad jestem z nim związany, to robi to wrażenie – przyznaje kapitan, Piotr Zeszutek. - Przynależność do herbu i barw jest dla nas kluczowa, ale równocześnie szanujemy inne kluby. Wagę symboli staramy się wpajać najmłodszym, dalecy od szukania wrogów. Mamy świetną kadrę trenerską – zdecydowanie najlepszą w historii w każdej kategorii. Od kilku lat prowadzimy mądrą politykę – bez presji, za to z dużym nastawieniem na rozwój akademii. Nigdy wcześniej nie trenowało u nas tylu adeptów, bo jest ich teraz około stu pięćdziesięciu. I wierzę, że najlepsze lata wciąż przed nami.

Ogniwo Sopot w latach 1988-1989

materiały prasowe

Saga rodu Hodurów

By zrozumieć fenomen Ogniwa, trzeba cofnąć się do jego początków. Nie tylko na stadion przy Jana z Kolna, ale też na sopockie ulice, po których Edward Hodura miał wypatrywać wysokich, silnych chłopaków i namawiać ich do spróbowania rugby. Dziś brzmi to niemal jak klubowa legenda, ale właśnie z takich historii wyrastała potęga Ogniwa: z uporu, charyzmy i bardzo osobistego przekonania, że rugby może stać się w Sopocie czymś więcej niż sportem. Ojcem sukcesu klubu był właśnie Edward Hodura – człowiek, który ukształtował fundamenty sopockiego rugby, wychował około 50 reprezentantów kraju i poprowadził zespół do pierwszych triumfów. Dziś stadion przy ul. Jana z Kolna nosi jego imię.

- Tata był Sopocianinem i wcześniej grał w Ogniwie Sopot w piłkę nożną. Koledzy – w tym Jurek Klockowski – namówili go na rugby, bo był bardzo aktywnym człowiekiem. I tak trafił do sekcji rugby Lechii Gdańsk. Z tym zespołem zdobył mistrzostwo Polski jako trener i medale jako zawodnik – wspomina Jarosław Hodura. - Grając jeszcze w Lechii, próbował już działać w Ogniwie – w Gdańsku był czynnym zawodnikiem, a w Sopocie stawiał pierwsze kroki jako trener.

To przejście z Gdańska do Sopotu miało w sobie coś więcej niż zwykłą zmianę klubowych barw. Hodura wracał do siebie, do miasta, w którym mieszkał, które znał i w którym chciał budować własną drużynę. Najpierw pracował z juniorami i kadetami, później objął pierwszy zespół. Z czasem z lokalnej sekcji stworzył klub, który w latach 80. i 90. stał się jednym z najmocniejszych punktów na mapie polskiego rugby. W mistrzowskim składzie z 1989 roku grało aż dwudziestu wychowanków Edwarda Hodury. To wtedy narodziła się potęga Ogniwa, które przez kolejne 19 lat nie zeszło z krajowego podium.

- To był człowiek-legenda z niesamowitą charyzmą. Potrafił zdyscyplinować kilkudziesięciu dorosłych chłopa – a na treningach na przełomie lat 80. i 90. bywało nas nawet po siedemdziesięciu. Wtedy w każdej kategorii wiekowej byliśmy mistrzami Polski. Ale nikt nie śmiał podać w wątpliwość decyzji trenera. Miał tak ogromny autorytet, że nigdy później nie spotkałem drugiej takiej osoby – opowiada Tomasz Formela, wielokrotny Mistrz Polski z sopockim klubem.

W tym samym czasie w klubie grali synowie Edwarda — Jarosław, późniejszy trener zespołu, oraz Sylwester, lider formacji młyna. Obaj przez lata stanowili trzon Ogniwa, obaj trafili też do reprezentacji Polski.

- Pamiętam swój pierwszy trening: 28 kwietnia 1980 roku. Tata namówił mnie i brata, żebyśmy prowadzili specjalne zeszyty. Wycinaliśmy z gazet każdy artykuł i wklejaliśmy do środka. Tych kronik nazbierało się mnóstwo – każdy mecz był odnotowany, relacja wklejona, a punkty podkreślone. Po latach, gdy Muzeum Sopotu przygotowywało wystawę o historii Ogniwa, nasze kroniki stały się głównym źródłem wiedzy historycznej – przyznaje Jarosław Hodura.

Mijają lata, a filozofia założyciela towarzyszy kolejnym pokoleniom. Rodzinną sztafetę na murawie niósł do niedawna również wnuk Edwarda, a syn Jarosława – Sławosz.

Edward Hodura, wybitny zawodnik i legendarny trener, jeden z założycieli klubu Ogniwo Sopot

materiały prasowe

Ogniwo Family

W rozmowach z byłymi oraz aktualnymi zawodnikami i działaczami Ogniwa słowo rodzina odmieniane jest przez wszystkie przypadki. Klub to drugi dom, trener to drugi ojciec, który interesuje się szkołą i relacjami, a współzawodnicy to po prostu bracia.

- Od pierwszego treningu pokochałem ten sport, bo zostałem tu przyjęty z otwartymi rękami. Rugby było świetną, kontaktową alternatywą dla piłki nożnej. Dawało mi to ogromną frajdę, a fakt, że nie było mainstreamowe, tylko potęgował moje zainteresowanie. Jako nowy ani przez moment nie poczułem się obcy, wszyscy chętnie pomagali. Jestem dumny, że mimo propozycji z innych klubów, jestem „tylko i aż” zawodnikiem Ogniwa – wspomina Adam Pogorzelski, aktualny członek zarządu klubu, który w 2003 roku zdobył mistrzostwo Polski u boku takich legend jak Sylwester Hodura, Grzegorz Kacała czy Przemysław Tubielewicz.

- Powiedzieć, że Ogniwo to rodzina, to jak nic nie powiedzieć. Hasło „Ogniwo family” nie powstało pod marketing – ono narodziło się naturalnie. Na mecze przychodzą całe, wielopokoleniowe klany: Hodura, Szablewscy, Szwichtenberg, Pogorzelski, Wilczuk, Plich, Lis, Węgierski, Mikołajczak, Kurdelski – wylicza Piotr Zeszutek. - Wszyscy wspierają klub i dopingują pierwszą drużynę. Co najważniejsze, nie musimy być spokrewnieni, żeby sobie pomagać. Wielu z nas znajdowało się w trudnych sytuacjach i zawsze mogliśmy liczyć na wsparcie kolegów.

materiały prasowe

Ogniwo bez barier

Społeczny wymiar klubu nie kończy się na trybunach i treningach. Zawodnicy Ogniwa regularnie angażują się w akcje charytatywne, zbiórki, licytacje i pomoc potrzebującym, ale jedna z inicjatyw szczególnie dobrze pokazuje, jak szeroko klub rozumie swoją rolę. „Ogniwo bez barier” to oddolny projekt wolontariacki, którego celem jest włączanie dzieci i dorosłych z niepełnosprawnościami w codzienne życie klubu.

- Od kilku lat jako wolontariusz uczestniczę w zajęciach z dziećmi z niepełnosprawnościami w sopockiej SP 5. Praca z nimi to najlepsza odskocznia – człowiek zapomina o wszystkim, a ich szczerość i… przytulanie robią niesamowitą robotę – przyznaje Tomasz Formela. - Dwa razy w roku odwiedzamy też ośrodek w Giemlicach. Na te zajęcia zabieram swoich wychowanków z klubu. Chcę im pokazać, że życie nie zawsze wygląda kolorowo, ale trzeba umieć się podnieść i czerpać radość z prostych rzeczy.

W „Ogniwie bez barier” nie chodzi o jednorazowy gest, lecz o budowanie relacji. O przełamywanie izolacji, oswajanie różnic i tworzenie przestrzeni, w której każdy może poczuć się częścią drużyny.

materiały prasowe

Pasja na całe życie

Rugby jest sportem twardym, ale w Ogniwie od początku było też sposobem na wychowanie. Tak było za czasów Edwarda Hodury, który na sopockim Monciaku i okolicznych podwórkach wypatrywał potencjalnych zawodników, i tak jest dzisiaj. Przez klub przechodzili również nastolatkowie z domów dziecka, dla których treningi, dyscyplina i poczucie przynależności stawały się punktem oparcia. Bo w Ogniwie wynik nigdy nie był oderwany od charakteru.

- Przykładem jest Sebastian – choć w tym roku zakończył karierę, jego zaangażowanie ani trochę nie osłabło. Gdy graliśmy finał w Siedlcach, zorganizował klub kibica i zmobilizował ponad 250 osób. Co więcej, gdy w noc przed meczem okazało się, że drużynie zabrakło jednej koszulki, wsiadł w auto o 23:00 i o 4:00 rano zameldował się w naszym hotelu. To przykład człowieka ukształtowanego przez Ogniwo – mówi Bartosz Olszewski.

Ta szkoła charakteru nie bierze się znikąd. Jej fundamentem są proste zasady – unikalny kodeks, w którym sportowa rywalizacja ustępuje miejsca ludzkim wartościom.

- Na pierwszym miejscu jest partnerstwo. Drugie to poczucie przynależności – duma, że należę do tego środowiska. Trzecia rzecz to szacunek: do kolegów, przeciwnika, sędziów i kibiców. Kolejna to uczciwość – w rugby nie kalkulujemy, nie udajemy, jesteśmy szczerzy. Do tego dyscyplina i pasja. Sam się dziwię, że po 30 latach dalej opowiadam o tym z takim zaangażowaniem. To pasja na całe życie – podsumowuje Adam Pogorzelski.

- Ujęło mnie to, że rugby w naszych warunkach to nie jest sport zawodowy. W to zawsze grali pasjonaci – ludzie, którzy normalnie pracują lub studiują, a po pracy trzy razy w tygodniu idą na trening, a w piątki zwalniają się na mecz. Z rugby w Polsce nigdy nie dało się wyżyć, to nigdy nie były wielkie pieniądze. Nasiąkłem tym entuzjazmem, bo oni poświęcają prywatny czas dla czystej pasji. I tak zostało do dzisiaj – puentuje Jan Kozłowski.

Nie poddawać się

Wartości i drużynowy duch przydały się w latach największego kryzysu. Odbudowa pozycji klubu po chudych latach była jednak mozolną i konsekwentną pracą.

- W latach 2010–2015 Ogniwo przechodziło najgłębszy kryzys w swojej historii – spadek z Ekstraligi, brak zawodników, ogromne zadłużenie i wreszcie upadłość układowa. Przebrnęliśmy jednak przez ten proces. Dzięki układowi zredukowano połowę długu, a pozostałe 300 tysięcy złotych spłacaliśmy konsekwentnie przez kolejne sześć lat. Tu nie było magicznej recepty – trzeba było ogromnej dyscypliny, pilnowania finansów i bezwzględnego trzymania się planu – kwituje Bartosz Olszewski.

Dziś po tamtych kłopotach nie ma już śladu, a Energa Ogniwo Sopot działa jak dobrze naoliwiona maszyna. W klubowej akademii trenuje obecnie 160 zawodników w wieku od 6 do 18 lat, a seniorska kadra pierwszego zespołu liczy 40 osób. To zgrana społeczność, w której siły rozkładają się po połowie między lokalnymi wychowankami a graczami z Polski i zagranicy – m.in. z Australii, RPA, Nowej Zelandii czy Ukrainy. Efekty odbudowy systemu szkolenia widać na każdym kroku, a sopockie talenty budzą zainteresowanie w całej Europie.

- Mamy zdolną młodzież, która zaczyna się na tyle wybijać, że sięgają po nią zagraniczne kluby. Nasz junior, Wilczuk, wyjeżdża teraz do Irlandii, a dwóch innych zawodników prawdopodobnie trafi do francuskiego Carcassonne. Jeśli wrócą, to będzie to z ogromną korzyścią dla naszego klubu. Nasz potencjał najlepiej pokazuje zresztą reprezentacja Polski – bywały mecze, w których w narodowych barwach wybiegało jednocześnie aż ośmiu zawodników Ogniwa – mówi Jan Kozłowski.

materiały prasowe

Biznesowy fundament

Struktura utrzymania Ogniwa opiera się na pełnej dywersyfikacji przychodów, co gwarantuje klubowi stabilność niezależnie od koniunktury. Pierwszym filarem tego systemu są sponsorzy oraz dynamicznie rozwijający się Klub Biznesu, który zrzesza już 65 podmiotów. Kluczową rolę odgrywa tu współpraca ze sponsorem tytularnym – firmą Energa. Partnerstwo to wprowadziło do klubu nową kulturę organizacyjną, podnosząc na wyższy poziom pracę administracji oraz profesjonalny wizerunek. Przedsiębiorców przyciąga do Sopotu niewymuszony networking – podczas meczów, kwartalnych spotkań czy corocznego balu w luźnej atmosferze nawiązują relacje biznesowe i wspólnie przeżywają sportowe emocje.

Drugim filarem jest wsparcie miasta w postaci grantów i dotacji, które Sopot od lat przekazuje na rozwój klubu. Całość budżetu domykają wpływy z komercjalizacji infrastruktury, czyli wynajmu stadionu i należących do niego terenów. Obecnie ta przestrzeń zarabia na siebie m.in. dzięki halom tenisowym czy miniaturowej kolei, a niebawem bazę przychodów zasili także nowy hotel.

Wyniki 2019-2026

2019 - zdobycie Mistrzostwa Polski (pierwszego od 16 lat)

2020 - zdobycie Pucharu Polski

2021 - zdobycie Mistrzostwa Polski

2022 - zdobycie Wicemistrzostwa Polski

2023 - zdobycie Wicemistrzostwa Polski

2024 - zdobycie Wicemistrzostwa Polski   zdobycie Mistrzostwa Polski Kadetów

2025- zdobycie Brązowego Medalu Mistrzostw Polski

2026 - zdobycie Wicemistrzostwa Polski zdobycie Mistrzostwa Polski Juniorów  zdobycie Mistrzostwa Polski Kadetów

Miejsce dla każdego

Uporządkowane finanse pozwalają klubowi realizować misję, która wykracza daleko poza walkę o ligowe punkty. Najważniejszym zadaniem jest dziś dotarcie do najmłodszych i przekonanie rodziców, że to bezpieczna dyscyplina. Ogniwo ucieka od presji wyniku i stara się być otwarte dla każdego, bez względu na wiek, umiejętności czy warunki fizyczne. Na boisku jest bowiem tyle pozycji, że swoje miejsce znajdzie tu zarówno wysoki, niski, jak i krępy zawodnik.

- Mierzymy się z wyzwaniem, jak pokazać rodzicom, że rugby uczy ważnych wartości. Nasz apel brzmi: zaufajcie nam, przyprowadźcie dzieci na trening, a nie będą chciały odejść – mówi Adam Pogorzelski. - Szkolenie zaczynamy od czwartego roku życia, opierając się na bezpiecznych grach i zabawach. Trenerzy posiadają licencje World Rugby, a treningi można u nas zacząć nawet w wieku dwudziestu lat. Między innymi dlatego powołaliśmy drugą drużynę – to pomost dla osiemnastolatków kończących wiek juniora, ale też przestrzeń dla amatorów i oldbojów. To tak zwane social rugby, które buduje naszą społeczność, a radość z bycia częścią tej drużyny jest wyjątkowa.

 

 

Kiedy wygrywają wszyscy

W sporcie nie wszystko da się zmierzyć liczbą zdobytych punktów, zasięgami czy miejscem w tabeli. Czasem najważniejsze rzeczy dzieją się poza boiskiem – w emocjach i poczuciu wspólnoty, które budują kluby sportowe i ich otoczenie. O tym, dlaczego Energa od lat angażuje się w sport i co sprawia, że niektóre partnerstwa przeradzają się w wieloletnie relacje, opowiada Magdalena Marszałkowska, dyrektor Departamentu Marketingu Energi SA.

Sport od lat zajmuje ważne miejsce w działalności Energi. Co sprawia, że widzicie w nim coś więcej niż tylko przestrzeń do budowania rozpoznawalności marki?

Sport ma wyjątkową siłę. Łączy ludzi, budzi emocje i tworzy więzi, których nie da się zbudować żadną kampanią reklamową. Dlatego patrzymy na niego znacznie szerzej niż przez pryzmat widoczności marki.

Kiedy ktoś pyta mnie, czym jest idealny projekt sportowy, odpowiadam: to taki, w którym wygrywają wszyscy. Zawodnicy mogą się rozwijać, kibice przeżywają emocje i identyfikują się z drużyną, lokalna społeczność ma wokół czego się integrować, a marka staje się częścią tej historii. Właśnie wtedy sponsoring przestaje być tylko działaniem marketingowym, a zaczyna mieć prawdziwe znaczenie.

Powiedziała pani, że idealny projekt sportowy to taki, w którym wygrywają wszyscy. Co sprawia, że niektóre partnerstwa przeradzają się w relacje na lata, a nie kończą po jednym sezonie?

Długofalowe partnerstwa buduje się na zaufaniu, a nie na jednym dobrym wyniku. Sport potrafi być nieprzewidywalny, dlatego o trwałości współpracy decyduje coś znacznie ważniejszego – ludzie. Jeżeli wokół klubu powstaje aktywna społeczność, jeśli kibice angażują się niezależnie od wyniku, a klub odgrywa ważną rolę w życiu miasta czy regionu, pojawiają się solidne fundamenty do współpracy na lata. Najlepsze relacje to te, w których marka nie jest tylko sponsorem widocznym na koszulce, ale staje się naturalnym partnerem klubu i jego społeczności.

Sponsoring sportowy przechodzi w Polsce ciekawą zmianę. Czego dziś szukacie w partnerstwach z klubami?

Sponsoring bardzo się zmienił. Jeszcze kilka lat temu główną walutą była ekspozycja. Dziś równie ważne są zaangażowanie, autentyczność i realny wpływ na otoczenie. Oczywiście analizujemy zasięgi i efektywność działań, ale najcenniejsze efekty często trudno zamknąć w tabelach. Sport daje coś, czego marki szukają szczególnie mocno – prawdziwe emocje i autentyczne relacje.

W pracy przy projektach sportowych wielokrotnie przekonałam się, że o atrakcyjności klubu nie zawsze decydują trofea. Często większe znaczenie ma energia ludzi skupionych wokół niego. Są kluby, które może nie trafiają codziennie na pierwsze strony gazet, ale potrafią stworzyć niezwykłą atmosferę i zaangażować całe lokalne środowisko. Takie projekty przyciągają partnerów na długo.

Czyli sponsoring jest dzisiaj głównie inwestycją w ludzi? Czy właśnie z takiego myślenia narodził się projekt „Mistrzowie Jutra”?

Tak, bo za sportem zawsze stoją ludzie. Hasło „Mistrzowie Jutra”, które było motywem debaty SBP w Sopocie na początku czerwca, bardzo dobrze oddaje sposób, w jaki patrzymy na młodych sportowców. Dla nas to nie tylko przyszli mistrzowie i reprezentanci Polski. To przede wszystkim młodzi ludzie, którzy dzięki sportowi uczą się odwagi, odpowiedzialności i pracy zespołowej.

W klubach wspieranych przez Energę każdego dnia rozwijają się tysiące dzieci i młodzieży. Nie wszyscy staną kiedyś na podium, ale każdy z nich może wynieść ze sportu coś niezwykle cennego. Właśnie dlatego tak ważne jest wspieranie klubów, trenerów i środowisk, które pomagają młodym ludziom rozwijać skrzydła. Medale są pięknym zwieńczeniem sportowej drogi, ale prawdziwa wartość często powstaje dużo wcześniej – na treningach, w szatni, podczas pierwszych sukcesów i pierwszych porażek. To tam rodzą się kompetencje i postawy, które zostają na całe życie.

Ogniwo Sopot świętuje 60-lecie działalności. Co dla Energi oznacza możliwość towarzyszenia klubowi, który jest częścią historii miasta i kilku pokoleń Sopocian?

Sześćdziesiąt lat działalności klubu to przede wszystkim sześć dekad ludzkich historii. Trudno dziś mówić o Ogniwie wyłącznie w kategoriach sportu, bo to miejsce od lat wpisane w krajobraz Sopotu i pamięć wielu mieszkańców.

Są kluby, które wychowują zawodników, ale są też takie, które wychowują całe pokolenia kibiców. Ogniwo bez wątpienia należy do tej drugiej grupy. To miejsce, z którym wielu Sopocian wiąże swoje pierwsze sportowe emocje, przyjaźnie i wspomnienia. Dla nas możliwość towarzyszenia klubowi w tak wyjątkowym jubileuszu jest czymś więcej niż partnerstwem sponsoringowym. To szansa, by wspierać organizację, która od lat buduje lokalną wspólnotę i pokazuje, jak ważną rolę sport może odgrywać w życiu miasta. Szczególnie cenne jest to, że Ogniwo potrafi łączyć tradycję z myśleniem o przyszłości. Z jednej strony pielęgnuje swoją historię, a z drugiej konsekwentnie inwestuje w młodych zawodników. Właśnie takie podejście sprawia, że klub pozostaje ważny nie tylko dla tych, którzy tworzyli go przez ostatnie sześćdziesiąt lat, ale również dla kolejnych pokoleń.