Skąd się wzięła u ciebie deskorolka? Przywiozłeś ją z Australii?
Pierwszy raz zobaczyłem deskorolkę jeszcze przed wyjazdem z Polski. Miałem może sześć albo siedem lat i zobaczyłem gościa jadącego gdzieś w Sopocie. Totalnie utkwiło mi to w głowie. Na Fidżi i w Australii skateboarding był już rozwinięty - były sklepy, skateparki, profesjonalne deski. Kupiłem swoją pierwszą profesjonalną deskorolkę i zacząłem jeździć. Po powrocie do Polski siłą rzeczy dalej to robiłem. Dodam, że wtedy w Gdańsku było może kilku skejtów. Jeździliśmy nad Motławą, na fortach, po różnych dziwnych miejscach. Polska wyglądała wtedy zupełnie inaczej niż dziś. Było szaro, brutalnie, bardziej byle jak.
A, że skejting mocno związany jest z graffiti i hip hopem, to postanowiliście ożywić tą szarą rzeczywistość.
W pewnym sensie tak. Tylko ten hip hop nie był od razu, bo słuchaliśmy więcej muzyki rockowej. Nie tej klasycznej, ale ówczesnych objawień, jak Rage Against The Machine, Biohazard, House of Pain, czy też Cypress Hill. To był rock, ale i rap, który zaczął nam powoli wchodzić. Czasami zaczął lecieć jak jeździliśmy na desce, aż jeden z kumpli, który był DJ-em i perkusistą zaproponował stworzenie zespołu. I tak na początku lat 2000 powstał Deluks. Działaliśmy kilka lat.
To nie była amatorka, ale poważna sprawa. Ale wszystko rozpadło się przez jedną awanturę.
Z kimś zewnątrz, czy też w zespole?
Między członkami zespołu. Ja zostałem w to wmieszany jako rozjemca i musiałem fizycznie interweniować. Zainwestowałem w ten rap sporo czasu. I było fajnie do pewnego czasu. Bo gdy kumple zaczęli się zmieniać z różnych przyczyn to przestało być fajne. Miałem dość.
Rap był wtedy dochodowy?
W tamtych czasach nie było jeszcze dochodowe, ale jak byliśmy w połowie to już pojawiła się kasa. Nie muszę chyba jednak wyjaśniać, że to ułamek pieniędzy, które zarabiają teraz dzieciaki na topie.
To chyba dotyczy wszystkich starych formacji, które budowały w Polsce hip hop. Wszyscy słabo wypadają w porównaniu do obecnych gwiazd. Nawet ci legendarni.
Na pewno, choć pod koniec lat 2000 Polska była już sporym rynkiem. Bo pamiętajmy, że hip hop to nie tylko muzyka, ale cała branża, która wokół niej działa. Także odzieżowa. To naczynia połączone. Tak więc kasa już krążyła.
Z tym, że nie trafiała do artystów, ale do wytwórni i dużych firm. Ponad 20 lat temu to jeszcze one kształtowały rynek muzyczny. Mogły sfinansować sprzęt muzyczny, studio nagrań, teledyski, no i promocję w mediach. A bez tego trudno było się przebić. Dzisiaj do tworzenia i nagrywania wystarczy komputer, a promocji własne kanały w internecie. Dlatego dzisiejsze gwiazdy to projekty biznesowe. Śledzisz współczesną scenę?
Nie.
Dlaczego?
Nie muszę chyba wyjaśniać, że to zupełnie inna scena, już coraz mniej mająca wspólnego z hip hopem. Nie chcę sobie łamać serca słuchając tych gwiazd ze świadomością, że to jest jakby następstwo drogi jaką ja i moi współcześni kreowaliśmy. A ci z nas co dalej w tym tkwią zarabiają jakiś ułamek tego co Fagata lub ktoś podobny.
No to teraz czas na trzeci element, który ukształtował przyszłego artystę murali. Zapewne najważniejszy, wyrastający ze skateboardingu. Graffiti.
Zdecydowanie. Graffiti malowano także na deskorolkach. W latach 90. pokazywano je we wszystkich magazynach, czy programach o hip hopie. Zacząłem więc rysować szkice. Najwięcej w szkole. Na każdej lekcji, co się potem przekładało negatywnie na moje oceny. A po szkole chodziłem malować, także w nocy.
Co dokładnie?
W zasadzie wszystko. Było tagowanie (malowanie swojego podpisu - dop.red.), ale najczęściej klasyczne graffiti, malowane w nocy. Trójmiejska linia kolejowa miała zawsze wokół siebie dużo fajnych powierzchni nadających się na graffiti. No i same pociągi.
Sam, czy w grupie?
W grupie. I to kilku. W DSC (Double S Crew), czyli skate spray, którą sam założyłem. W TSK (True School Kings), której chyba nikt już nie pamięta. No i przede wszystkim w EWC (East West Connection), razem z Dair, Special, Bitch, Plok, Bahor. To mocna marka w świecie graffiti.
Po co powstają grupy?
Jedne dla celów towarzyskich, a inne, by odnieść wspólnie sukces, zrobi coś wielkiego, co da nobilitację członkom grupy.
Czyli w grupie można robić bardziej spektakularne projekty niż w pojedynkę?
Tak. Kto bardziej pokaże jaja. Kto zrobi coś niemożliwego? Tak jak z filmu Iluzja, że budzisz się rano i nagle widzisz wieżowiec cały w graffiti. Kiedy? Jak?