Joanna Chracewicz
Ciało
jest pierwszym językiem człowieka
Joanna Chracewicz
Ciało
jest pierwszym językiem człowieka
Gdy pada – Joanna Chracewicz – uruchamia się zestaw skojarzeń: reprezentantka Polski, kadra narodowa, występy na matach w Baku, Turynie czy w Mie. Dziś, gdy Asia słyszy kolejne pytanie o życie w kadrze, kulisy zawodów czy niespełnione olimpijskie sny – reaguje naturalnym znużeniem. Bo ile razy można opowiadać tę samą historię, skoro ta najważniejsza dzieje się teraz – na sali treningowej, gdzie prawie 60 dziewczynek uczy się mówić własnym ciałem?
Życie Joanny Chracewicz to fascynująca, nieustanna podróż między biegunami, które dla wielu wydają się niemożliwe do pogodzenia, a które ona przekuła w spójną całość. Z jednej strony prowadzi ją chłodna logika matematyka z Politechniki Gdańskiej, pozwalająca analizować każdy ruch. Z drugiej strony napędza ją artystyczna wrażliwość - ekspresja tancerki, akrobatki powietrznej i performerki fireshow, która w niekonwencjonalnych spektaklach Teatru Młodych szuka na scenie autentycznych emocji, a nie jedynie idealnych, sędziowskich kątów. Całość tej mozaiki dopełnia jej pedagogiczna misja. Jako doświadczona trenerka doskonale wie, że technika pozbawiona głębokiego zrozumienia własnego ciała pozostaje mechanicznym schematem.
Tymczasem warto wejść do nowego świata, który zbudowała Asia. Nie tego ze starych arkuszy sędziowskich ani z okładek startowych programów. Świata, w którym cała jej mozaika doświadczeń przestała być przypadkowym zbiorem fragmentów, a stała się czymś spójnym. Czymś, co żyje. Czymś o nazwie Unity Flow.
Ruch 1: Pozycja startowa
Czternaście dziewczynek. Od dziewięciu do czternastu lat. Każda z własną historią, charakterem, sposobem na przeżywanie występu. Większość zaczęła swoją przygodę z gimnastyką artystyczną w wieku sześciu lat – najpierw w klasie zerowej, a potem rok po roku dojrzewały do miejsca, w którym są dziś.
- Unity Flow narodził się z lat wspólnej pracy, marzeń, małych kroków stawianych każdego dnia na sali treningowej – mówi Joanna. - Nazwa oznacza „Przepływ jedności” i dokładnie tym jest ten zespół. Ta jedność nie wydarzyła się od razu. Tworzyła się w swoim własnym tempie – podczas setek godzin treningów, pierwszych trem przed występem, chwil zwątpienia i momentów wielkiej radości, i czasem łez w trudnych momentach.
Brzmi prosto, ale to długa droga – nie tylko opanowywania kolejnych elementów, ale też uczenia się bycia razem, słuchania siebie nawzajem.
- Z każdą choreografią, z każdym wspólnym startem dziewczyny uczyły się nie tylko odnosić sukcesy czy radzić sobie z porażką, ale też musiały nabierać zaufania do siebie nawzajem. Można wytrenować ciało, ale nie da się nauczyć serca do współpracy. Chodzi o uważność na koleżankę stojącą obok, o wspólny oddech przed wyjściem na scenę, o poczucie, że tworzymy jedność – dodaje trenerka.
Wspólny oddech przed wyjściem na scenę. Taki szczegół, a jednak – wszystko w nim. Ten jeden wdech, który biorą razem, zanim muzyka ruszy i zanim świat zobaczy to, co zbudowały przez miesiące prób. Chwila, kiedy przestają być czternastoma oddzielnymi osobami, a stają się jedną, płynną całością.




