Ludzie przychodzą do teatru po ulgę

Sebastian Mul
W czasie, gdy większość teatrów wraz z początkiem wakacji ogranicza repertuar, oni grają dalej. Fundacja „Bałtycki Teatr Różnorodności” udowadnia, że lato w teatrze nie musi być martwym okresem. O tym, dlaczego komedia dziś działa mocniej niż kiedykolwiek, jak buduje się teatr dla ludzi, którzy wcześniej do niego nie chodzili, i czemu dobra farsa jest znacznie trudniejsza, niż mogłoby się wydawać, rozmawiamy z Tomaszem Podsiadłym, reżyserem i założycielem Fundacji „Bałtycki Teatr Różnorodności”

Jeszcze kilka lat temu lato kojarzyło się z tym, że teatry zamykają drzwi, a kultura przenosi się głównie do pleneru. Tymczasem wy gracie regularny repertuar przez całe wakacje. Publiczność naprawdę tego chce?

I to bardzo. Co ciekawe, mam wrażenie, że dziś widzowie potrzebują teatru bardziej niż kilka lat temu. Ludzie są przebodźcowani, zmęczeni informacjami, ciągłym napięciem. I nagle okazuje się, że zwykłe wyjście do teatru staje się czymś bardzo luksusowym. Dwie godziny bez telefonu. Bez powiadomień. Bez świata zewnętrznego. A jeśli jeszcze można się przy tym naprawdę pośmiać, to widz wychodzi z poczuciem, że odzyskał kawałek normalności.

Dlaczego komedia?

Gdyż jest na nią wielka potrzeba. Widz śmieje się najmocniej wtedy, kiedy rozpoznaje siebie. Dlatego farsy działają od lat. Bo niezależnie od zmieniających się epok człowiek dalej kłamie, ukrywa prawdy, próbuje ratować katastrofy, które sam wywołał. Zmieniają się czasy, dekoracje i tempo życia, ale mechanizmy zostają dokładnie te same.

Sebastian Mul

W waszym repertuarze jest sporo spektakli opartych właśnie na katastrofie relacji.

Bo relacje są najśmieszniejsze. Zwłaszcza kiedy zaczynają się sypać. W „Boeing Boeing” bohater próbuje idealnie zarządzać swoim życiem uczuciowym. Oczywiście wszystko wymyka mu się spod kontroli. W „Pomocy domowej” jedno kłamstwo uruchamia lawinę kolejnych. W „Stosunkach na szczycie” politycy próbują zachować pozory elegancji, podczas gdy świat wali im się na głowę. A widz siedzi i myśli: „Dobrze, że to nie ja”. Choć czasami pewnie rozpoznaje siebie bardziej, niż chciałby się do tego przyznać.

„Pół na pół” mocno odstaje od reszty repertuaru. To spektakl dużo bardziej mroczny.

I właśnie dlatego bardzo chciałem go zrobić. Czarna komedia jest trudna, bo widz śmieje się, a chwilę później zaczyna mieć lekki dyskomfort, że właściwie śmieje się z czegoś niepokojącego. Tam są dwaj bracia, jedna przestrzeń i emocje, które od lat kipią pod powierzchnią. Nagromadzenie tylu trudnych spraw, podanych w abstrakcyjny sposób, powoduje, że widownia pęka ze śmiechu.

Przeważają jednak farsy.

Bo farsa daje czystą energię. „Boeing Boeing” czy „Dom wariatów” działają jak perfekcyjnie nakręcona maszyna. Tam wszystko musi być co do sekundy. Widz często nie zdaje sobie sprawy, ile matematyki jest w komedii. Źle podana pauza potrafi zabić najlepszy żart. Za szybkie tempo też. Dlatego dobra farsa jest piekielnie trudna.

Tomasz Podsiadły, założyciel  Bałtyckiego Teatru Różnorodności

Dawid Linkowski

Odnoszę wrażenie, że w Fundacji „Bałtycki Teatr Różnorodności” bardzo świadomie budujecie kontakt z widzem, który wcześniej nie chodził do teatru.

Bo teatr nie może być miejscem, którego człowiek się boi. Nigdy nie interesowało mnie robienie przestrzeni, do której widz przychodzi spięty i zastanawia się, czy „dobrze odbiera sztukę”. Chcę, żeby ludzie czuli się swobodnie. Żeby mogli przyjść po pracy, po ciężkim tygodniu, usiąść i po prostu się pośmiać. I widzę, że to działa. Bardzo często słyszymy po spektaklach: „To był mój pierwszy teatr od lat”. To jest chyba największy komplement.

A „Pod kapeluszem”? Ten spektakl ma zupełnie inną energię niż reszta repertuaru.

Bo to bardziej spotkanie kabaretowe niż klasyczne przedstawienie. Tam jest humor, muzyka i kontakt z publicznością. Lubię ten klimat. Ludzie są spragnieni kabaretu na dawnym poziomie. I może właśnie dlatego ten spektakl tak dobrze odbiera się latem, w wakacje.

Macie poczucie, że publiczność teatralna się zmienia?

Tak. I to bardzo. Dziś widz chce autentyczności. Nawet w komedii. Ludzie są już zmęczeni udawaniem, sztucznością, pozą. Dlatego najlepiej działają spektakle, które są żywe. Gdzie widz czuje, że aktor naprawdę jest tu i teraz, reaguje, słucha sali. Teatr zawsze wygrywa tym, że dzieje się naprawdę. Niczego nie można przewinąć, poprawić ani wyciąć. I może właśnie dlatego nadal jest potrzebny.

Gdzie zatem was szukać w wakacje?

Gramy na naszych stałych scenach: W Gdyni w Konsulacie Kultury przy ul. Jana z Kolna 25 a w Gdańsku w Domu Harcerza przy ul. Za Murami 2/10.

Szczegółowy repertuar znajduje się na stronie www.btr.pl