Sztuka , która nie kończy się w galerii

Sławomir Zięba
w restauracji
TRUE

Natalia Kuna

15 maja restauracja TRUE w Gdańsku ponownie udowodniła, że od lat konsekwentnie buduje własny sposób opowiadania o gościnności. Nie przez przesadę, nie przez efekciarstwo, ale poprzez atmosferę, estetykę i umiejętność łączenia różnych światów w jedną, spójną całość. Tym razem okazją do stworzenia takiej przestrzeni był kolejny wieczór z cyklu „Sztuka Wielu Twarzy”, którego bohaterem został rzeźbiarz Sławomir Zięba.

Już od wejścia było jasne, że nie będzie to klasyczny wernisaż ani standardowa kolacja degustacyjna. Gości witano kieliszkiem szampana Ruinart, a oranżeria TRUE na kilka godzin zamieniła się w kameralną galerię sztuki. Wśród rozmów, światła odbijającego się od szkła i subtelnych dźwięków skrzypiec Katarzyny Libront można było spokojnie oglądać rzeźby, które tego wieczoru stały się naturalną częścią przestrzeni restauracji. Atmosfera bardziej przypominała prywatny salon niż wydarzenie z precyzyjnie rozpisanym scenariuszem.

Historia miejsca, które miało dawać coś więcej

Podczas oficjalnego otwarcia Katarzyna Soltau, współwłaścicielka TRUE, wróciła wspomnieniami do początków miejsca, które od siedmiu lat konsekwentnie rozwija swoją filozofię wokół emocji i doświadczeń budowanych nie tylko przez kuchnię. Restauracja od początku miała być miejscem działającym wielowymiarowo – poprzez smak, atmosferę, estetykę i emocje ukryte w detalach.

- Wieczór chciałabym zacząć od opowieści. Od krótkiej historii powstania naszej restauracji. Siedem lat temu wspólnie z Agnieszką Łangowską oraz szefem kuchni Rafałem Kopickim stworzyliśmy to miejsce i od samego początku zależało nam na tym, aby dostarczało naszym gościom coś więcej niż tylko jedzenie na talerzu. Zależało nam na tym, aby to miejsce dostarczało emocji. Emocje są wyczuwalne w przestrzeni, w detalach, na talerzu, a na dzisiejszym wieczorze również w naszej oranżerii. Te emocje to sztuka. Sztuka wielu twarzy – podkreślała współwłaścicielka.

Historia samego projektu rozpoczęła się od podróży i jednego obrazu, który – jak przyznała Katarzyna Soltau – całkowicie ją zatrzymał.

- Sześć lat temu podczas wycieczki z moim mężem Marcusem na Majorkę odwiedziliśmy galerię sztuki, w której zobaczyłam wielkoformatowy obraz – złotego, wielkiego byka. Ten obraz mnie zahipnotyzował. Kilka miesięcy później, podczas moich czterdziestych urodzin, otrzymałam go od męża w prezencie.

To właśnie od tej fascynacji sztuką narodził się pomysł stworzenia autorskiego cyklu wydarzeń łączących kulinaria z artystyczną wrażliwością. Dziś „Sztuka Wielu Twarzy” stała się jednym z najbardziej charakterystycznych i dopracowanych konceptów na trójmiejskiej mapie spotkań ze sztuką.

Natalia Kuna

Między klasyką a niedopowiedzeniem

Centralnym punktem majowego wieczoru była twórczość Sławomira Zięby – absolwenta Akademii Sztuk Pięknych im. Jana Matejki w Krakowie. Artysta zaprezentował rzeźby inspirowane przede wszystkim mitologią grecką, ale pokazane w sposób bardzo współczesny i osobisty.

- Mamy tutaj do czynienia z dwoma głównymi kierunkami, które sobie obrałem. Jeden to boginie greckie. To tematyka, którą ostatnio bardzo często poruszam. Iris była początkiem, takim pionierem i rozpoczęciem tego cyklu – opowiadał.

Wśród prezentowanych prac znalazły się między innymi interpretacje Iris, Apate czy Ikara, ale również cykle „Obnażone”, „Kąpiącej się” czy „Dotyk burzy”. Klasyczne inspiracje przeplatały się tutaj z abstrakcją i świadomym niedopowiedzeniem.

- Te prace głównie opierają się na mitologii greckiej, ale pokazanej z moim świeżym, współczesnym spojrzeniem, jednocześnie bez odchodzenia od klasycznego, starożytnego nurtu. Cenię sobie rzemiosło, ale jednocześnie lubię dodawać nutkę kreatywnego podejścia i urozmaicenia. Nie interesuje mnie wyłącznie figuratywność, lubię wprowadzać trochę abstrakcji, niedopowiedzenia i tajemnicy – tłumaczył Zięba.

Jak podkreślał artysta, część prac ma również osobisty charakter i odnosi się do doświadczeń, relacji oraz emocji, które trudno zamknąć w jednoznacznej interpretacji.

- Porównuję to trochę do książki. Dlatego w niektórych pracach unikam portretów, aby utożsamianie się z postacią było bardziej indywidualne. To coś, co często doceniają moi klienci. Zdarza się, że patrząc na jedną rzeźbę, odnajdują w niej własne historie i emocje. I to jest dla mnie najcenniejsze.

Kolacja jako część konceptu

Kulinarna część wieczoru została zbudowana z podobną uważnością co sama wystawa. Szef kuchni Rafał Kopicki przygotował menu, które nie dominowało wydarzenia, ale naturalnie wpisywało się w jego charakter. Na stołach pojawiły się między innymi poledwica wołowa, krewetki black tiger, langusta karaibska, kałamarnica, szkocki łosoś, ośmiornica, bisque i szparagi.

Danie główne łączyło poledwicę wołową z krewetką jumbo, demi-glace, ziemniakami au gratin i szpinakiem. Wieczór zwieńczył deser – mus waniliowy z ganache czekoladowym, mango i malinami, podany na talerzu podpisanym przez samego Sławomira Ziębę.

Muzyka, zapach i detal

Wieczór od początku był pomyślany jako połączenie sztuki, muzyki, kuchni i zapachu. Partnerem wydarzenia została perfumeria Maison House of Sensation z ul. Mariackiej w Gdańsku, a muzyczną oprawę zapewniła skrzypaczka Katarzyna Libront.

Podczas wernisażu delikatna muzyka tworzyła spokojne tło dla rozmów i oglądania rzeźb Sławomira Zięby. Później artystka wróciła na scenę wraz z trio smyczkowym Amber, prezentując koncert muzyki klasycznej, który naturalnie domknął cały wieczór. Gdy po godzinie 22 wybrzmiały pierwsze dźwięki „Wiosny” Vivaldiego, światła odbijające się od kieliszków, widok Motławy za oknami i wieczorne rozmowy stworzyły atmosferę bardziej przypominającą prywatne spotkanie niż klasyczny event. I właśnie na tym polega fenomen „Sztuki Wielu Twarzy”. To doświadczenie budowane z emocji, estetyki i detali, które zostaje z gośćmi jeszcze długo po zakończeniu wieczoru.