Gdy w 2009 roku ukazał się pierwszy numer Prestiżu, świat wyglądał zupełnie inaczej. Facebook dopiero zdobywał popularność, Instagram jeszcze nie istniał, a większość z nas nie spędzała godzin, przesuwając kciukiem kolejne obrazy na ekranie telefonu. Przez szesnaście lat zmieniło się niemal wszystko. Zmieniło się Trójmiasto. Zmienili się nasi czytelnicy. Zmienił się sposób konsumowania treści, fotografii i informacji. Zmienił się również nasz magazyn. Dlatego po raz pierwszy od wielu lat zdecydowaliśmy się na zmianę większą niż zwykłe odświeżenie. Nie chcieliśmy jednak robić rewolucji. Dużo bliższa była nam ewolucja – przemyślana, konsekwentna i wynikająca z tego, kim „Prestiż” stał się przez ostatnie lata. Oczywiście nadal piszemy o dobrym życiu, ciekawych miejscach, biznesie czy wyjątkowych produktach. Ale równie ważne stały się dla nas kultura, architektura, design, literatura, sztuka, przestrzeń miejska i ludzie, którzy mają coś do powiedzenia. Coraz częściej interesuje nas nie tylko sukces, ale przede wszystkim droga, która do niego prowadzi.
Nowy layout jest więc przede wszystkim konsekwencją tej zmiany. Wspólnie z ROCHE Studio przez wiele miesięcy zastanawialiśmy się nie tyle nad tym, jak magazyn ma wyglądać, ale jak ma się go czytać. Jak sprawić, żeby długie wywiady miały odpowiedni rytm. Żeby reportaże mogły oddychać. Żeby fotografia miała należne jej miejsce, ale nie dominowała nad treścią. Żeby działy kulturalne, które dziś stanowią ważną część naszego DNA, otrzymały własny charakter. Żeby architektura i design mogły wybrzmieć równie mocno jak biznes czy motoryzacja.
Zmieniło się praktycznie wszystko: proporcje stron, typografia, układ materiałów, sposób prowadzenia zdjęć i hierarchia informacji. Więcej miejsca otrzymały fotografie. Mocniej wyeksponowaliśmy otwieracze działów. Uporządkowaliśmy strukturę magazynu, tak aby czytelnik intuicyjnie poruszał się pomiędzy poszczególnymi tematami. Jednocześnie staraliśmy się zachować to, co przez lata było charakterystyczne – czytelność, szacunek dla treści, i… nasze kultowe już kroniki towarzyskie. Od lat słyszymy przecież, że Prestiż to jedyna gazeta w Polsce, którą zaczyna się czytać od końca. I szczerze? Trochę nas cieszy, że tak właśnie jest. Kroniki od zawsze były czymś więcej niż tylko relacją z wydarzeń – stały się częścią towarzyskiego DNA tego magazynu. Dlatego uznaliśmy, że nie ma sensu walczyć z tradycją!
Zresztą podobne myślenie towarzyszyło nam podczas całego procesu projektowania. Nie chodziło o zmianę dla samej zmiany, ale o znalezienie równowagi między nowym otwarciem a tym, do czego czytelnicy przez lata zdążyli się przywiązać. Najlepszym przykładem tej filozofii jest decyzja dotycząca samego logo. Przez wiele miesięcy powstawały nowe wersje, szkice i propozycje. Testowaliśmy różne kierunki. Ostatecznie jednak zostaliśmy przy znaku, który towarzyszy magazynowi od lat. Nie dlatego, że zabrakło odwagi. Wręcz przeciwnie. Uznaliśmy, że marka budowana przez szesnaście lat nie potrzebuje udowadniać swojej nowoczesności nowym krojem liter. Czasem największą zmianą jest świadomość, czego nie należy zmieniać.
Najciekawsze przyszło dopiero po premierze nowego numeru. Po miesiącach analizowania, poprawiania i przesuwania wszystkiego o milimetry, pierwsze komentarze czytelników wcale nie dotyczyły siatki, fontów czy layoutu. Najczęściej słyszeliśmy po prostu: „Prestiż jakiś taki… lepszy się zrobił”.
I chyba właśnie o to chodziło!
A jeśli po przeczytaniu tego wstępniaka i tak odruchowo przewrócą Państwo magazyn na ostatnie strony, żeby sprawdzić kroniki – uznamy to za najlepszy możliwy znak, że udało nam się zachować to, co przez lata było w nim najważniejsze.




