Alicja Domańska

Art Comes Alive

Marcin Wojtkiewicz
Czy sztuka może ożyć? Wernisaż Alicji Domańskiej w sopockim Hotelu Haffner udowodnił, że tak. Wydarzenie „Art Comes Alive” stało się doświadczeniem totalnym, w którym malarstwo, autorskie menu restauracji Café Xander oraz muzyka na żywo stworzyły spójny, immersyjny dialog.

Kwietniowy wieczór przeobraził eleganckie wnętrza w Hotelu Haffner w nietuzinkową galerię. Wszystko za sprawą wernisażu Alicji Domańskiej „Art Comes Alive”, który zdecydowanie wykroczył poza ramy klasycznej wystawy. Artystka, znana z łączenia ekspresji gestu, duchowości i sensualności materii, zaprosiła gości do wspólnego odkrywania energii sztuki – tej, która emanuje poza płótno, oddziałując bezpośrednio na otoczenie i odbiorcę.

Doświadczenie totalne

Wydarzenie zostało precyzyjnie wyreżyserowane przez autorkę. Wieczór otworzyła projekcja krótkiego filmu, który wprowadził uczestników w rytm i logikę jej twórczości, stanowiąc intrygujący wstęp do właściwej części wernisażu. Obrazy, w przemyślany sposób wkomponowane w przestrzeń Café Xander, prowadziły dialog z otoczeniem, tworząc unikalną aranżację – spotkanie energii, materii i idei. Taka formuła okazała się nie tylko efektowna, ale i funkcjonalna, dając przestrzeń niezbędną do pogłębionej refleksji, a toczące się między gośćmi dyskusje stały się integralną częścią tego doświadczenia.

Równie istotna była oprawa kulinarna, przygotowana przez rekomendowaną przez przewodnik Michelin restaurację Café Xander. Autorskie menu Daniela Burandta, zainspirowane pracami Alicji Domańskiej, dopełniło tę szczególną opowieść, pełniąc rolę równorzędnego medium artystycznego. Kolacja degustacyjna stanowiła wielozmysłowe przedłużenie wystawy: ciemne akcenty sepii i ravioli nero płynnie przechodziły w złociste nuty jesiotra oraz deser „Bursztyn”, nawiązujący do nowej kolorystyki obrazów. Każdą z potraw – od wyrazistej ośmiornicy po orzechową jagnięcinę – dopełniały autorskie koktajle na bazie whisky Woodford, tworząc spójny dialog między teksturą płócien a smakiem dań. Całość dopełniła nastrojowa oprawa muzyczna, ożywiona dźwiękami saksofonu.

Marcin Wojtkiewicz

Sztuka immersyjna

Precyzja, z jaką połączono obraz, smak i dźwięk, pozostawiała widza z wrażeniem, że każdy element tego wieczoru miał głębokie znaczenie. W efekcie „Art Comes Alive” stało się doświadczeniem spójnym i intensywnym – propozycją rzadko spotykaną na polskiej scenie artystycznej, redefiniującą sposób obcowania ze sztuką wysoką. Jednak rozmach i wielowymiarowość wydarzenia to naturalna konsekwencja bogatej drogi artystycznej autorki. Alicja Domańska, laureatka nagrody Sopocka Muza, od lat prezentuje swoją twórczość w najważniejszych ośrodkach kultury – od Warszawy i rodzinnego Gdańska, po Berlin, Londyn, Pragę, Sztokholm czy Paryż.

– Malarstwo Alicji Domańskiej jest bezsprzecznie chlubnym wyjątkiem. Obrazy Alicji, obok których nie można przejść obojętnie, zatrzymują swoją dynamiczną ekspresją, aby potem paradoksalnie uspokoić monochromatyczną harmonią świetnie wyważonej kompozycji. Gratuluję pięknej wystawy, która niewątpliwie jest wyjątkową celebracją sztuki przez duże S – mówi Rafał Olbiński.

Marcin Wojtkiewicz

Poza granice czerni

Intrygujące przeobrażenie przeszła także paleta barw, którą posługuje się artystka. Alicja Domańska, dotąd konsekwentnie operująca czernią jako kategorią pierwotną i surową, zdecydowała się na wyraźne przesunięcie akcentów.

– Czerń nie zniknęła, lecz została uzupełniona przez spektrum barw i świetlistych tonów. Srebro, złoto, miedź i brązy są tu nośnikiem napięcia – opowiada Alicja Domańska. – Traktuję materię jako wynik przekształceń energii, a obraz staje się zapisem procesów rozgrywających się między tym, co widzialne, a tym, co dopiero pod ich wpływem się ujawnia.

Jej podejście do sztuki jako czystej energii nie jest tylko deklaracją – to prawda, którą czuje się w intensywności jej prac. Te obrazy zamiast jedynie zdobić ścianę, realnie zmieniają atmosferę miejsca. Nie patrzy się na nie statycznie; ich puls i wewnętrzna dynamika natychmiast przyciągają uwagę.

– Szczególnie poruszył mnie obraz, opatrzony intrygującym tytułem „Alice Left Wonderland”. Zainspirował mnie do tego stopnia, że nie potrafiłem przestać o nim myśleć. W rezultacie powstała piosenka – początek naszego wspólnego projektu, którego premiera miała miejsce w Teatrze Szekspirowskim – wspomina John Porter. – Od tamtej pory Alicja pozostaje dla mnie Królową Czerni, choć oczywiście w swojej twórczości posługuje się również innymi barwami. Jej poszukiwania rozmaitych przejawów energii i przekształcanie jej w materię pozostają dla mnie niezmiennie fascynujące i inspirujące.

Talizmany energii

Twórczość Alicji Domańskiej wyrasta z fascynacji energią i jej przenikaniem do materii – ciała, przestrzeni i relacji. Artystka nazywa swoje obrazy „talizmanami”, które nie tylko zdobią, ale emanują konkretną intencją, uruchamiając intuicję odbiorcy.

– Wszystko czym się otaczamy jest energią, to od nas zależy jakie będą jej kształty, jaka częstotliwość. Jesteśmy polem materii, dla mnie ponad wszystko liczy się kreacja, formowanie codzienności jest częścią mojej sztuki. W moim atelier jestem twórcą, kreatorem rzeczywistości abstrakcyjnej, równoległej do tej w której żyjemy, a moją główną ideą jest nieść ludziom światło – tłumaczy Alicja Domańska.