Katarktyczna podróż przez mrok
Kulminacyjnym
punktem „Wiosennego Przebudzenia”, który nadał wcześniejszym rozważaniom głębszy kontekst, było
spotkanie z Małgorzatą Oliwią Sobczak. Znana z mistrzowskiego budowania napięcia pisarka zabrała
gości w fascynującą podróż do świata kryminału. W rozmowie z prowadzącym wieczór Tomaszem
Podsiadłym, dyrektorem Bałtyckiego Teatru Różnorodności, udowodniła, że literacki mrok nie służy
jedynie wywoływaniu dreszczy, ale przede wszystkim pozwala pełniej docenić blask i kruchość życia.
- Moją autoterapią jest pisanie, bo dla mnie to właśnie konfrontowanie się z lękami, które
mam w środku i, im bardziej się czegoś boję, tym drastyczniejsze rozdziały powstają w mojej książce
– stwierdziła Małgorzata Oliwia Sobczak, przyznając, że pełni to katarktyczną funkcję. – Pisanie
o trudnych tematach, problematyce zabójstw, ale też traumach, które są w moich książkach ważne, daje
mi poczucie, że życie jest cenne, a każda chwila warta jest takiej afirmacji, bo nigdy nie wiemy,
ile nam czasu zostało. Zbliżenie się z problematyką śmierci pozwala bardziej doceniać życie.
Autorka sama dzieli czas na pracę twórczą do godziny 16.00, a po niej „kichałkowanie”
z córką i mężem, czyli gry, zabawy, czytanie i oglądanie filmów. W obydwu tych światach i rolach
świetnie się czuje. Ta dychotomia, będąca w rzeczywistości swoistą symbiozą dwóch światów, jest
także wyraźnie wyczuwalna w jej twórczości.
- Lubię pokazywać bezpieczeństwo, ale
oczywiście, kiedy jest go za dużo, za dużo światła, to zawsze musi kroczyć mrok. Lubię przełamywać
codzienność - taką piękną, afirmacyjną, pełną miłości, bezpieczeństwa - czymś okrutnym, strasznym
i nieodwracalnym – przyznała pisarka. - Każdy z nas ma światło i ciemność w sobie. I to od nas
zależy, czy ta ciemność z nas bardziej wychodzi, czy jednak jasność. To jest nieustanna walka.
Sam strach, jej zdaniem, pełni funkcję ewolucyjną: oglądając ryzykowne sytuacje, uczymy
się, co omijać i jak reagować na niebezpieczeństwo, dokładnie tak, jak postępowali nasi przodkowie,
by przetrwać. Podobnie działają mniej lub bardziej uświadomione lęki, z którymi się mierzymy.
- Karol Gustaw Jung skonstruował pojęcie archetypu cienia, i powiedział, że każdy z nas ma
swój własny cień w sobie. To są wszystkie nasze takie negatywne emocje, złe, traumatyczne
doświadczenia. Pozbyć się cienia możemy tylko wtedy, kiedy się z nim skonfrontujemy, gdy wychodzimy
mu naprzeciw. Traum nie można wypierać, odkładać gdzieś głęboko w sobie, bo one prędzej czy później
nas dogonią – podsumowała Małgorzata Oliwia Sobczak.
Pisarkę interesuje mechanizm
traumy i specyficzne towarzyszące jej spowolnienie czasu, swoiste w nim uwięzienie. By z tego wyjść
konieczna jest zmierzenie się z tymi lękami, wspomnieniami i obrazami. Z tej konfrontacji nie
wychodzi się wprawdzie bez uszczerbku, ale może ona przynieść coś pięknego jak przywołana za Joanną
Bator sztuka kintsugi czyli sklejania zbitej ceramiki za pomocą żywicy i złota.
-
Joanna Bator w tej metaforze zawarła taką myśl, że zawsze, kiedy jesteśmy rozbici połamani, to
musimy siebie na nowo skleić właśnie za pomocą żywicy i złota. I, choć zawsze będzie widać te
blizny, one mogą być złote - sprawić, że nasze życie będzie jeszcze piękniejsze, jeszcze bardziej
wartościowe. Więc sklejajmy się, ale tylko w taki piękny i taki dobry dla nas sposób. To znaczy
kochajmy sami siebie i nie bądźmy połamanymi.
Ta refleksja idealnie dopełniła
ideę wiosennego przebudzenia – przypominając, że prawdziwy balans to akceptacja wszystkich barw
naszej codzienności.