Szukam komedii w sobie
Abelard Giza
Szukam komedii w sobie
Abelard Giza
Kiedy już nie mam na nic wpływu i ci wszyscy wysoko postawieni, smutni panowie doprowadzają mnie do szału swoimi decyzjami, mogę przynajmniej się z nich pośmiać. To jest moja moc – mówi Abelard Giza, jeden z najpopularniejszych w Polsce stand-uperów. Choć na scenie nie bierze jeńców, o śmiechu mówi poważnie. I tłumaczy, dlaczego w świecie pełnym chaosu stand-up potrafi być czymś więcej niż tylko rozrywką.
Panie Abelardzie, czy pamięta pan, z czego się pan ostatnio śmiał? Ale tak naprawdę, do granic…wytrzymałości pęcherza?
Rety, nie pamiętam. Ostatnio śmiałem się, jak zwykle, chyba ze swoich dzieci. One bywają bardzo zabawne.
Wie to każdy, kto ogląda pana występy (śmiech).
Moja żona też często mnie bawi, ma świetne poczucie humoru, takie ostre, jak lubię - to nas zawsze mocno łączyło.
A tak zwana popkultura? Czy coś w niej potrafi pana rozbawić?
Kilka tygodni temu byłem w Londynie, występował tam jeden z moich ulubionych komików, Louis C.K. i parę momentów w jego programie dosłownie mnie rozbroiło, co więcej - popchnęło mnie do myślenia o tym, co może chciałbym robić dalej w życiu i do czego chciałbym dążyć jako artysta komediowy. Tego samego dnia byłem na musicalu „The Book of Mormon”, w którego napisanie zaangażowani byli twórcy m.in. „South Parku” – i to mnie dosłownie wystrzeliło w kosmos! A ja generalnie nie lubię musicali. W tym konkretnym dostałem natomiast taką mieszankę niesamowicie ostrego humoru, świetnie napisanej treści, do tego to było tak doskonale zagrane i zaśpiewane, że zupełnie zapomniałem o swojej niechęci do tego gatunku. Nigdy bym nie podejrzewał, że wytrzymam na musicalu 2,5 godziny! Świetnie się na nim bawiłem.



