Na wybiegu pojawiły się zarówno uznane nazwiska, jak i projektanci pracujący
bardziej eksperymentalnie. Mariusz Przybylski i Robert Kupisz należeli do tych twórców, którzy
najlepiej odnaleźli się w tej formule – ich sylwetki były wyraziste, świadome formy i dobrze
osadzone w przestrzeni pokazu. W ich przypadku bursztyn nie był dodatkiem, lecz integralną częścią
projektu, współtworząc konstrukcję i charakter kolekcji. Obok nich pojawiały się kolekcje bardziej
zachowawcze, bliższe klasycznemu myśleniu o biżuterii. Amber Vibes nie próbuje narzucać jednego
kierunku – raczej pokazuje szerokie spektrum możliwości pracy z bursztynem: od form bardziej
użytkowych, przez minimalistyczne i architektoniczne, aż po bardziej konceptualne, balansujące na
granicy mody i sztuki.
Sam format – kilka segmentów, różne podejścia, różne
nazwiska – teoretycznie daje świeżość, ale w praktyce zmienność tempa była wyraźnie odczuwalna,
szczególnie w dużej hal. Kulminacja też nie wybrzmiała tak, jak powinna – częściowo przez
konstrukcję wydarzenia, częściowo przez publiczność, która zaczęła wychodzić jeszcze przed finałem,
co trudno uznać za neutralny detal w odbiorze całego wieczoru.
Nie zmienia to
faktu, że Amber Vibes pozostaje jednym z niewielu miejsc w Polsce, i jedynym w Trójmieście, gdzie
moda spotyka się z projektowaniem biżuterii na poziomie koncepcji, a nie tylko produktu. Widać tu
wyraźną próbę zbudowania języka, w którym bursztyn nie jest już tylko „ładny”, ale staje się
materiałem do pracy – światłem, strukturą, punktem ciężkości sylwetki.