Historia zaczęła się w Amsterdamie w 2007 roku, kiedy Barbara Hilbrink i Myon Veenendaal postanowiły stworzyć coś zupełnie innego niż kolejną markę podporządkowaną sezonowym trendom. Zamiast podążać za modowym kalendarzem, zaprojektowały ubrania, które mają działać w codziennym życiu – komfortowe, ponadczasowe i takie, które zostają w garderobie na lata. Tak narodziło się 10DAYS, oparte na prostym założeniu: moda nie powinna dominować nad człowiekiem, tylko wspierać jego styl życia.
Dziś marka zarządzana jest z Amsterdam Noord – dzielnicy doków, która w ostatnich latach stała się jednym z najbardziej kreatywnych punktów miasta. Właśnie tam powstają kolekcje, które trafiają później do setek butików i concept store’ów w Europie. Ale mimo rozwoju 10DAYS wciąż zachowuje swój charakter, trochę buntowniczy, trochę niezależny, bardzo amsterdamski. Widać to także w filozofii projektowania. Marka nie wierzy w kalendarz modowy ani w dyktat trendów. Dlatego fundamentem kolekcji jest linia 10DAYS 365 – zestaw bazowych fasonów dostępnych przez cały rok. To rzeczy, które można nosić zawsze: miękkie bluzy, luźne spodnie, wygodne topy czy minimalistyczne sukienki. Proste formy, neutralne kolory i materiały, które dobrze się starzeją. Nowe modele pojawiają się w tzw. dropach – mniejszych kolekcjach wprowadzanych w ciągu roku. Ale zamiast tworzyć modę „na chwilę”, projektanci budują system, w którym rzeczy z różnych sezonów nadal do siebie pasują. W efekcie garderoba działa trochę jak zestaw klocków – wszystko można ze sobą połączyć.
To podejście dobrze oddaje motto marki: „Unexpectedly Simple”. Zaskakująco prosto. Bo w modzie najtrudniejsze bywa właśnie to – stworzyć rzeczy, które wyglądają naturalnie i nie wymagają wielkiej oprawy. Nic więc dziwnego, że wokół 10DAYS powstała specyficzna społeczność. To ludzie, którzy lubią modę, ale nie chcą się nią stresować. Wolą rzeczy wygodne niż spektakularne i dobrze czują się w stylu, który jest trochę sportowy, trochę minimalistyczny, trochę miejski.
Polska od kilku lat staje się dla 10DAYS jednym z ważniejszych kierunków rozwoju. Marka obecna jest tu od ponad dekady – najpierw w butikach multibrandowych, później także w salonach monobrandowych. Nowy butik w gdyńskiej Galerii Klif jest już piątym w kraju, a wszystko wskazuje na to, że to kolejny etap konsekwentnej ekspansji marki na polskim rynku.
Oficjalne otwarcie odbyło się 14 marca i miało formę wydarzenia, które bardziej przypominało modowe spotkanie niż klasyczny start sklepu. Na gości czekały premierowe kolekcje marki oraz specjalne promocje. Sama przestrzeń wpisuje się w estetykę 10DAYS. Jasne wnętrza, naturalne materiały i dużo światła sprawiają, że butik bardziej przypomina nowoczesny apartament niż klasyczny sklep modowy. Ideą jest to, aby ubrania można było zobaczyć w kontekście codzienności, a nie tylko na wieszaku – bo właśnie tam moda działa najlepiej.



