Kiedy Prezydent Stanów Zjednoczonych Ameryki Północnej Donald Trump nie otrzymał oczekiwanej Pokojowej Nagrody Nobla uznał, że już nie musi dbać o pokój na świecie i ogłosił serię żądań terytorialnych wobec innych krajów, kierując pod ich adresem szereg gróźb. Zachęcony łatwym zwycięstwem w Wenezueli zakończonym umieszczeniem prezydenta tego kraju w amerykańskim więzieniu postanowił wspólnie z izraelskim premierem zaatakować Iran uznając to państwo jako zagrożenie dla świata. Dokonał tego bez specjalnej zgody Kongresu USA, bez mandatu Organizacji Narodów Zjednoczonych i bez konsultacji z sojusznikami z NATO i Unii Europejskiej. Uznał bowiem, że Ameryka jest tak silna, że może wszystko, łącznie z przestawianiem wszystkich i wszystkiego jak pionki na szachownicy świata.
Po pierwszym szoku i olbrzymich stratach Iran ogłosił, że cieśnina Ormuz, kluczowy punkt na mapie Bliskiego Wschodu, wąskie gardło światowej gospodarki i szlak, którym transportowane jest dwadzieścia procent światowego wolumenu ropy naftowej, zostaje zamknięta. Irańczycy oznajmili, że każdy statek, który będzie próbował przepłynąć cieśninę bez ich zgody stanie się celem ataku. Jednocześnie Iran tłumacząc się koniecznością uniemożliwienia wojskom USA korzystania z ich baz i udostępnionych przez inne kraje rozpoczął atak na sąsiednie kraje, licząc, że wywrą one nacisk na prezydenta Trumpa, celem szybkiego zakończenia wojny. Taktyka ta była wielkim zaskoczeniem dla USA, co niezbyt dobrze świadczy o ich strategach oraz wywiadzie amerykańskim. Jednocześnie eksperci amerykańscy zastanawiali się, w jaki sposób Irańczykom udało się trafić w F-35, tak trudny do wykrycia przez radary, jak udaje się im koordynować uderzenia z libańskim Hezbollahem, który także miał już być praktycznie niezdolny do walki i jak udaje się Irańczykom, po utracie swojej floty, kontrolować cieśninę Ormuz małymi bezzałogowymi łodziami z ładunkami wybuchowymi. Jak pokazały wojny w Iraku i Afganistanie, wojskowa przewaga technologiczna i ilościowa przestaje mieć tak wielkie znaczenie, kiedy miny pułapki, drony i zasadzki zaczynają skutecznie niszczyć silniejszego od nich wroga.
Prezydent Trump zmuszony takim obrotem spraw zwrócił się do wszystkich sojuszników, w tym europejskich krajów NATO o wsparcie, nie uwzględniając faktu, że wówczas cały świat byłby zaangażowany zbrojnie w ten konflikt. Biorąc pod uwagę, że Iran posiada arsenał pocisków balistycznych, które są w stanie trafić niemal w dowolne miejsce w Europie, to Irański odwet za zaangażowanie państw europejskich mógłby być zarzewiem kolejnej światowej wojny. Świadomość ta zmusiła przywódców europejskich do odmowy amerykańskiemu przywódcy, za co zostali nazwani tchórzami. Trwa ostra wymiana zdań pomiędzy Waszyngtonem a państwami Europy w sprawie zaangażowania w konflikt na Bliskim Wschodzie. Ostre wypowiedzi europejskich elit wojskowych to bezpośrednia odpowiedź na ataki Białego Domu podkreślającego, że NATO bez USA jest tylko papierowym tygrysem. Amerykanie tak naprawdę nie są zainteresowani silną i konkurencyjną Europą. Chcą pozostać światowym hegemonem. Donald Trump dąży do poluzowania więzi transatlantyckich i osłabienia Unii Europejskiej. Poza proputinowskim Orbanem poszukuje kolejnych chętnych do wsparcia jego dążeń.
Eskalacja wojny USA i Izraela z Iranem polega też na groźbach związanych chociażby z bombardowaniem elektrowni jądrowych, które b. główny prokurator Międzynarodowego Trybunału Karnego Luis Moreno Ocampo określił jako bezpośrednie naruszenie prawa międzynarodowego. Wojna ta niestety wciąga również inne kraje. Brytyjski rząd, który pozwolił na wykorzystanie swoich baz przez Stany Zjednoczone do przeprowadzenia ataków na irańskie cele był zmuszony umieścić atomowy okręt podwodny HMS Anson, wyposażony w pociski Tomahawk, w regionie Morza Arabskiego i postawić go w stan gotowości bojowej. Z kolei amerykańscy Marines mogą być wykorzystani w interwencji lądowej. Prezydent Donald Trump wydaje się nie mieć ani strategii, ani nawet pomysłu na kontynuację czy zakończenie konfliktu. Niewiele wskazuje na rychłe zakończenie wojny z Iranem. Z perspektywy globalnej gospodarki najrozsądniejsze byłoby ogłoszenie zwycięstwa przez Donalda Trumpa i przerwanie walk. W obecnej chwili przerwanie walk oznaczałoby sukces Amerykanów i Izraelczyków, którzy osłabili Iran, lecz także zwycięstwo Irańczyków zdolnych do utrzymania państwa w obecnym kształcie. Z kolei wydłużenie wojny na lata byłoby bardzo bolesne dla państw Zatoki Perskiej, których rozwój i dobrobyt stanął by pod znakiem zapytania. Tymczasem Amerykanie chcąc ustabilizować rynki paliw zawiesiły sankcje na sprzedaż ropy rosyjskiej umożliwiając Putinowi dalsze prowadzenie wojny z Ukrainą. Z ustaleń dziennika "Wall Street Journal" wynika, że Rosja prowadzi działania wspierające irańskie ataki na amerykańskie siły na Bliskim Wschodzie dokonując wymiany informacji wywiadowczych oraz dostarczając udoskonaloną technologię dronową i zdjęcia satelitarne. Przedłużający się konflikt jest niezwykle korzystny dla Rosji zarówno militarnie, jak i gospodarczo. Jednak pomimo ewidentnych sygnałów Administracja Trumpa nadal ufa Rosji, co jest niezwykle zdumiewające.
Wydaje się, że polska prawica i prezydent Karol Nawrocki „przebierają nogami”, aby wesprzeć prezydenta USA, który traktując rosyjskiego agresora jako partnera zrzucił na Unię Europejską finansową pomoc Ukrainie w wojnie z Rosją. Na szczęście premier Donald Tusk wielokrotnie i jednoznacznie zadeklarował, że Polska nie wyśle swoich wojsk i nie weźmie bezpośredniego udziału w wojnie na Bliskim Wschodzie.



