Nie tylko nazwiska
Co naprawdę czyni budynek ikoną?
Nie tylko nazwiska
Co naprawdę czyni budynek ikoną?
Współczesny świat od dekad definiowany jest przez budowle, które stały się silniejsze niż oficjalne godła czy znaki graficzne państw. Opera w Sydney, dzięki swojej futurystycznej bryle przypominającej żagle, na zawsze zmieniła postrzeganie Australii, a paryska Piramida Luwru udowodniła, że odważny dialog nowoczesności z historią potrafi tchnąć nowe życie w skostniałe struktury. Najbardziej jaskrawym przykładem tej strategii stał się jednak Dubaj – miasto, które dosłownie wyrosło z piasku dzięki sile architektonicznych ikon. Burj Al Arab w kształcie żagla czy rekordowy Burj Khalifa to nie tylko popisy inżynierii. To precyzyjnie zaprojektowane symbole, które zmieniły pustynny kraj w globalne centrum turystyki i biznesu.
Ikona jako manifest ambicji
Dyskusja o tym, co czyni budynek ikoną, nie jest dziś przypadkowa. Trójmiasto stoi u progu budowy nowej siedziby Opery Bałtyckiej na placu Zebrań Ludowych. Wiele osób liczy, że to właśnie ten obiekt stanie się nowym symbolem regionu na miarę światowych metropolii. Czy tak się stanie? Dyskutowali o tym nasi goście podczas debaty „Ikony architektury jako symbole miast” w Operze Bałtyckiej. Do dyskusji zaprosiliśmy ekspertów reprezentujących różne spojrzenia na tkankę miejską: Dariusza Chmielewskiego, Pomorskiego Wojewódzkiego Konserwatora Zabytków, Monikę Arczyńską, współzałożycielkę A2P2 Architecture&Planning, Karola Spieglanina, prezesa Forum Rozwoju Aglomeracji Gdańskiej i Jana Grzankę – przedsiębiorcę, pisarza i filozofa.
Jan Grzanka postawił tezę, że spór o nową Operę Bałtycką dotyka tożsamości całego regionu.
- Spór o operę w Gdańsku nie dotyczy architektury ani budżetu, a ambicji, odwagi i tego, czy miasto chce być graczem, czy jedynie tłem – argumentował Jan Grzanka. - Trójmiasto do tej pory nie dorobiło się jeszcze ikonicznych obiektów w skali takiej, w jakiej rozumiemy to w Europie czy na świecie. Może z wyjątkiem Muzeum II Wojny Światowej, które jest dla mnie faktycznie projektem interesującym i ikonicznym.
Przywołując słynny „efekt Bilbao”, Grzanka wskazał na twarde dane ekonomiczne: budowa muzeum projektu Franka Gehry’ego kosztowała 133 mln euro, a zwróciła się w… zaledwie dwanaście miesięcy, generując potężne przychody dla baskijskiego budżetu i przyciągając 3,5 mln turystów rocznie do miasta, które wcześniej zmagało się z kryzysem. To pokazuje, że odważna architektura potrafi wyciągnąć region z cienia.
Z tą tezą polemizowała Monika Arczyńska, współzałożycielka A2P2 Architecture&Planning, zwracając uwagę, że ikoniczność to przede wszystkim siła obrazu utrwalonego w pamięci zbiorowej, a Gdańsk posiada już solidny fundament w tej dziedzinie.
- Jeżeli ikona to znaczy obraz, czyli charakterystyczny symbol miasta, to takich elementów mamy dosyć dużo, również wśród historycznych budynków Gdańska. Ikoną, która powtarza się na pocztówkach, jest na pewno Żuraw i Bazylika Mariacka, czyli budowle wyjątkowe, które wyróżniają się skalą, nietypowością, charakterystycznym kształtem czy funkcją – stwierdziła Arczyńska.
Ikona – miejsce, które tętni miejskim życiem
Ekspertka podkreśliła jednak, że współczesna architektura przechodzi fundamentalną zmianę – od projektowania hermetycznych monumentów ku idei kreowania miejsc i budowania realnej dostępności.
- Dzisiaj mówimy o placemakingu, a nie o ikonach. To ogromna zmiana w myśleniu o architekturze. Nie szukamy wyjątkowości, dzisiaj myślimy o dostępności, o rozwiązaniach ekologicznych, nie mówimy w kategoriach podobania się czy niepodobania – opowiadała Arczyńska. – Myślimy o tym, jakie emocje wzbudzają te obiekty, czy możemy się do nich przywiązać i czy w związku z tym będzie nam zależało, aby one trwały i były użytkowane.
Dariusz Chmielewski, Pomorski Wojewódzki Konserwator Zabytków, zauważył, że o wartości symbolu nie decyduje budżet, lecz to, czy mieszkańcy chcą w danej przestrzeni przebywać. Z kolei ikoniczność nie jest cechą nadaną raz na zawsze, lecz procesem.
– Trzeba pamiętać, że coś stawało się ikoną nie w momencie budowy, lecz dlatego, że zostało podkreślone, zauważone i polubione. To musi funkcjonować i być komuś potrzebne. Ikoną dla mnie jest to oswojenie powszechne – podkreślił Chmielewski, dodając, że bliższe są mu ikony „oswojone”, jak Żuraw czy Bazylika Mariacka, niż mroczne i niedostępne monumenty budzące dystans.
Konserwator apelował jednocześnie o tworzenie miejsc multifunkcyjnych, które przełamują barierę dzielącą kulturę wysoką od codzienności, sugerując, że budynek nowej opery powinien żyć przez całą dobę.
- Ważne, żeby miejsce znalazły tu młode osoby. Niech się zainteresują tańcem współczesnym, tańcem tradycyjnym – mówił Chmielewski. - Funkcji, nie tylko operowych, powinno być na tyle dużo, żeby chcieli tam przebywać, chcieli przejść przez ten budynek, wejść na taras widokowy, spotkać się ze znajomymi.
Pułapka „białego słonia”
Współczesna dyskusja o ikonach nie odbywa się w próżni, a Gdańsk ma w tej dziedzinie bogate, choć nieoczywiste doświadczenia. Jak zauważono podczas debaty, najbardziej rozpoznawalne symbole miasta – od XV-wiecznego Żurawia po stoczniowe żurawie – u swoich podstaw były obiektami czysto inżynieryjnymi i gospodarczymi. A status ikon zyskały dopiero dzięki oswojeniu przez kulturę i historię.
Karol Spieglanin, prezes Forum Rozwoju Aglomeracji Gdańskiej, podkreślił, że Gdańsk ma już na koncie udane nowożytne realizacje, które skutecznie budują lokalną tożsamość.
– Mamy cztery obiekty, które chciały być ikonami: stadion, Muzeum II Wojny Światowej, Gdański Teatr Szekspirowski i ECS – wyliczał Karol Spieglanin. – Uważam, że wszystkie cztery nam wyszły, spełniają swoje funkcje i ciekawie wpisują się w otoczenie.
Spieglanin podkreślił, że kluczem jest tzw. „test serwetki” (ikoniczne budynki można narysować trzema kreskami i każdy wie, o co chodzi) oraz naturalne przyciąganie ludzi, którzy niekoniecznie są melomanami.
- Powinniśmy skupić się na tym, co sprawi, że ludzie będą tam chcieli przyjść sami z siebie – przekonywał Spieglanin, przywołując przykłady opery w Oslo, która jest obecnie najczęściej odwiedzanym budynkiem w Norwegii czy filharmonii w Hamburgu, gdzie chodzi się po prostu na spacer.
W przypadku nowej gdańskiej Opery zadanie to nie będzie łatwe, rodzi się bowiem pytanie, komu powierzyć ten projekt – światowym nazwiskom czy wszystkim architektom, którzy podejmą wyzwanie. Ostatecznie to otwarty konkurs architektoniczny ma wyłonić wizję, która pogodzi rygorystyczne wymogi techniczne z otwartą, zapraszającą formą.
Przed nadmiernym optymizmem i ślepą wiarą w znane nazwiska przestrzegała Monika Arczyńska. Przywołała ona zjawisko tzw. „białych słoni” – kosztownych, monumentalnych obiektów kulturalnych, które po hucznym otwarciu stają się martwymi punktami na mapie. Przykładem jest Miasteczko Kultury Galicji w Santiago de Compostela projektu Petera Eisenmana, które zieje pustkami przez swoją pozamiejską lokalizację. Przy takich projektach należy brać pod uwagę wiele aspektów: od odpowiedniego programu i powierzchni komercyjnych, które zarobią na utrzymanie obiektu, po jego energochłonność.
Miejski salon
Wnioski te podzielał Romuald Wicza-Pokojski, dyrektor Opery Bałtyckiej, kreśląc wizję nowej siedziby jako otwartego miejskiego salonu, który zdejmuje z architektury odium niedostępności.
- Ikoną niech nie będzie tylko budynek, ale to wszystko, co się z nim wiąże. Chcemy przestrzeni dla wszystkich mieszkańców; miejsca na placu Zebrań Ludowych, gdzie chce się po prostu przebywać, a nie tylko oglądać spektakl – przekonywał Wicza-Pokojski.
Całość dyskusji podsumował Zbigniew Canowiecki, przewodniczący Społecznego Komitetu Budowy Opery, przypominając, że wielkie miasta buduje się odwagą wykraczającą poza ramy jednego pokolenia.
- Chciałbym, żeby to była architektura, która będzie powodowała dumę Gdańszczan, Pomorza, że ludzie ze świata będą przyjeżdżać i mówić: „wow, ale Gdańsk był odważny”. Coś tak wyjątkowego, jak kilkaset lat temu, gdy rajcy gdańscy podjęli decyzję o budowie Kościoła Mariackiego – skwitował Zbigniew Canowiecki.
Biznes w dialogu z architekturą
Wieczorne spotkanie w obecnych wnętrzach Opery Bałtyckiej odbyło się w ramach cyklu „Rozmowy Biznesu Pomorza”. Inicjatywa łączący świat lokalnej przedsiębiorczości, kultury i samorządu i tworzy przestrzeń do debaty nad kluczowymi dla regionu wyzwaniami.
Wydarzenie, które zgromadziło blisko 100 przedstawicieli świata biznesu i architektury, otworzył Michał Stankiewicz, prezes MS Group i redaktor naczelny magazynu „Prestiż”, przybliżając genezę tematu przewodniego tej edycji.
– Naszą debatę poświęcamy ikonom przestrzeni miejskiej. Jak wszystkie tematy u nas, tak i ten wziął się z życia. Wszystko, co powstaje w mieście, wpływa na naszą codzienność – zapowiedział Stankiewicz, wskazując na przyszłą siedzibę Opery Bałtyckiej jako kolejny symbol regionu.
Partnerami wydarzenia byli BMW Zdunek, prezentujący najnowszą serię BMW 7, oraz Olivia Home, realizująca nowoczesne projekty mieszkaniowe w Sopocie i Gdańsku. Rozmowy, moderowane przez Krzysztofa Króla, właściciela agencji Ultra Relations, kontynuowano w kuluarach przy oprawie Foodie Catering.



