Bębny perkusji w roli gablot na biżuterię, ławko-rzeźby chroniące drzewa, a pomiędzy codzienna praca łączników między światem sztuki, a jej odbiorcami. O misji, trudach z nią związanych, sukcesji i roli artysty w niespokojnej współczesności rozmawiamy z Barbarą i Tomaszem Glazami – twórcami miejsca, które od 35 lat definiuje artystyczną mapę Gdańska.

Zaczynaliście w 1991 roku, w świecie bez internetu, z kredytem na karku i zgniłym dębowym parkietem ukrytym pod linoleum. Jak z perspektywy dzisiejszego jubileuszu wspominacie ten szorstki start?

Barbara Glaza: Gdy miasto ogłosiło przetarg na lokal, mąż prowadził Pracownię Twórczą i Projektową Glaza Design. To, co zastaliśmy tu w 1990 roku, to był opłakany stan. Remont kapitalny trwał od września do kwietnia. W 1991 roku otworzyliśmy galerię sztuki użytkowej wypełnioną designem: były artystyczne wyroby ze skóry, wyroby z pleksi do biura, unikatowa odzież, biżuteria, grafika, rzeźba, ceramika. Na środku stała perkusja, bo mąż wymyślił, że bębny będą gablotami dla biżuterii. Eksponowaliśmy też wyjątkowe artystyczne szkło Marii Veltuzen i Leszka Nagrabeckiego. Świetnie sprzedawały się kielichy z wygrawerowanymi ich autorstwa limerykami. Od 1991 r. do 2000 r. jako pierwsi w powojennej Polsce zaczęliśmy współpracę z Niemiecką Fabryką Szkła i Porcelany Rosenthal. Później galeria zaczęła obrastać w malarstwo. Do dziś to ono przeważa, obok grafiki, linorytu, rysunku i małych form rzeźbiarskich, ale trochę sztuki użytkowej też u nas zostało. Mąż realizował się jako projektant wzornictwa przemysłowego i architektury, a ja zaangażowałam się w prowadzenie Galerii. Aktualnie stała się ona naszym wspólnym pomysłem na życie.

Tomasz Glaza: To, co dziś widzą nasi goście, choćby te marmurowe posadzki, to efekt ogromnego ryzyka podjętego na starcie. Pod dziurawym linoleum znaleźliśmy zgniły dębowy parkiet, a w piwnicy wilgoć, odpadające tynki. Musieliśmy budować to miejsce od podstaw. W czasach bez internetu i telefonów komórkowych wzięliśmy na barki cały trud transformacji, a to nie było łatwe.

Galeria Glaza od początku balansowała między sztuką wysoką a designem. Dlaczego w pewnym momencie odmówiliście marce Rosenthal, wybierając niepewny los niezależnej galerii?

T.G.: Gdybyśmy podchodzili do tematu czysto komercyjnie, ta galeria wyglądałaby zupełnie inaczej. Kiedy pojawiła się propozycja współpracy z marką Rosenthal, to była dla nas wielka szansa. Zaczęliśmy od sprowadzenia jednostkowych dzieł sztuki z porcelany światowych projektantów. Dopiero po czasie pojawiły się powtarzalne przedmioty kultury stołu. Potem, gdy Firma zaczęła naciskać, byśmy rozwinęli sieć sklepów w Polsce, wycofaliśmy się - woleliśmy wrócić do pierwotnych założeń i współpracy z artystami wszystkich dyscyplin sztuk plastycznych. Jesteśmy nastawieni na ścisły kontakt z czołówką artystów z dużym dorobkiem i jednocześnie pełnienie misji, pomaganie młodym ludziom w pierwszych krokach w świecie sztuki.

Karol Kacperski

Znajdujemy się w historycznym wnętrzu kamienicy przy Długim Targu, do której prowadzi jedno z nielicznych zachowanych gdańskich przedproży. Jak ta historyczna lokalizacja definiuje waszą codzienność?

T.G: Gdańsk miał kiedyś 600 przedproży, a zostało ich zaledwie 100. To najbardziej charakterystyczny element naszej małej architektury, niestety nieszanowany. To boli najbardziej: z jednej strony dostajemy dyplomy za wkład w kulturę, a z drugiej – przez ostatni cały sezon letni nasi goście musieli przebijać się przez barierę tanich przedmiotów nazwanych pamiątkami z Gdańska, żeby w ogóle dostrzec, że tutaj jest galeria sztuki. Siedemnastowieczne detale zostały przysłonięte maskotkami, stelażami z magnesami i innym towarem. Konserwator miał narzędzia, by zrobić z tym porządek, ale zabrakło woli. Pokładam wielką nadzieję w tworzonym aktualnie przez władze Miasta Parku Kulturowym.

B.G.: Ta lokalizacja to także proza życia i walka. Jesteśmy traktowani jak zwykły biznes komercyjny, choć od dekad pełnimy funkcję kulturotwórczą. Za wystawienie dwóch sztalug z obrazami na przedprożu i donic z kwiatami Wspólnota zażądała 1500 zł miesięcznie i to przez cały rok, mimo że sami o to przedproże dbamy. Inne propozycje przepadają i odbijamy się od ściany biurokracji. System jest nieubłagany, nie dbając o wizerunek miasta oraz galerii w strefie chronionej historycznie.

Wasza walka o estetykę Długiego Targu ma też wymiar ekologiczny. Podobno macie pomysł na ochronę drzew przed wejściem na przedproże...

B.G.: Chcielibyśmy ogłosić konkurs na projekt, a następnie zrealizować wielofunkcyjną formę przestrzenną, która osłoni pień drzewa zintegrowany z siedziskiem oraz systemem retencji wody. Instalacja ma wykorzystywać wodę z istniejących żygaczy do nawadniania zieleni, stanowiąc jednocześnie nową atrakcję turystyczną. Chcemy też w ten sposób chronić drzewa przed uszkadzaniem pni rowerami czy hulajnogami, co aktualnie ma miejsce. Choć jako galeria nie dostaliśmy na to finansowania, będziemy próbować jako fundacja. Działania te powinny być objęte projektem zagospodarowania działki, który obejmuje kapitalny remont przedproża. To byłby nasz prezent dla Gdańska.

Czy to właśnie ta potrzeba realnego wpływu na otoczenie stała u podstaw powołania z początkiem 2025 roku Fundacji Galeria Glaza?

B.G.: Tak, Fundacja jest wypadkową naszego 35-letniego dorobku. Chcieliśmy mieć narzędzie, które pozwoli nam na realizację większych projektów, na które z własnej kieszeni nie byłoby nas stać. Złożyliśmy wniosek o grant z KPO dla kultury, a pozytywna decyzja była dla nas wielkim zaskoczeniem i wyróżnieniem. Cieszymy się, że docenione zostało wieloletnie doświadczenie prywatnej galerii sztuki i dzięki temu mogliśmy zorganizować w lutym bieżącego roku wydarzenie "Dialog Pokoleń" w Bibliotece Uniwersytetu Gdańskiego.

Karol Kacperski

Co takiego udało się tam pokazać, czego nie pomieściłyby ściany galerii przy Długim Targu?

B.G.: To było ogromne wyzwanie logistyczne i artystyczne. Zrealizowaliśmy pomysł męża na retrospektywną wystawę malarstwa prof. Kazimierza Śramkiewicza i absolwentów PWSSP rocznika 1970/80. Dzięki życzliwości prof. Andrzeja Śramkiewicza, który udostępnił nam 27 płócien swojego ojca, mogliśmy je zaprezentować wraz z pracami 45 absolwentów z różnych dyscyplin sztuk plastycznych. Zorganizowaliśmy też dwa koncerty. Ucieszyła nas bardzo frekwencja, ok. 300 osób na wernisażu pokazało, że przez te trzy dekady zbudowaliśmy wokół galerii prawdziwą społeczność z możliwością dialogu międzypokoleniowego. Wydaliśmy katalog dokumentujący wydarzenie i jednocześnie podkreślający jubileusz galerii.

W galerii coraz wyraźniej widać drugie pokolenie waszej rodziny. Jak córki odnajdują się w tym świecie?

T.G.: Każda z nich ma swoją drogę zawodową, ale żadna nie odcina się od galerii. Starsza, Agnieszka, od przeszło 20 lat prowadzi Pracownię Projektową Glaza Interiors. Doskonale wie, jak obiekt sztuki wzbogaca wnętrze i potrafi go w nie wkomponować. Często dzieła prezentowane w galerii trafiają do jej wyjątkowych realizacji wnętrzarskich, tworząc metaforyczny pomost pomiędzy twórcami i odbiorcami.

B.G.: Małgorzata, choć jest prawniczką, ostatecznie wybrała świat biżuterii. Obie wnoszą dużo pozytywnej nowej energii i są głosem doradczym.

A skoro o nowoczesności mowa, internet zmienił relacje galerii z artystami, doprowadzając do kryzysu lojalności – twórcy często sami stają się marszandami w sieci.

B.G.: To problem wszystkich prywatnych galerii. Państwowe mają zabezpieczone finansowanie, a my musimy utrzymać się sami – to zresztą jeden z powodów, dla których założyliśmy fundację. Z lojalnością bywa różnie. Są artyści, którzy są z nami od początku i, gdy klient do nich trafia bezpośrednio, sami proponują nam prowizję, widząc nasz wkład. Jest to model oparty na zaufaniu, który staramy się pielęgnować, ale rzeczywistości nie zatrzymamy. Prawie każdy artysta ma dziś swoją stronę i sprzedaje za jej pośrednictwem. Nie możemy mieć o to żalu.

A jak buduje się relację z kolekcjonerem w dobie Instagrama i wszechobecnej sprzedaży bezpośredniej?

B.G.: Ludzie trafiają do nas z polecenia, odnajdują nas za pośrednictwem strony internetowej, a także z racji lokalizacji wchodzą do nas przy okazji spaceru. Rozmawiamy, wychodzą po czym zaciekawieni wracają. Nigdy nie wiadomo, czy to kolekcjonerzy, czy po prostu szukają dzieła na prezent czy dla siebie do dekoracji wnętrza. Mamy też stałych klientów, którzy wracają do nas od lat, ale niczego nie da się prognozować. Odwiedzają nas ludzie z całego świata i mówią o pozytywnej energii tego miejsca. To daje nam „powera” do pracy.

A co jeszcze przed wami? Świat zachłysnął się sztuczną inteligencją, a z drugiej strony żyjemy w cieniu konfliktów zbrojnych. Gdzie w tym wszystkim jest miejsce dla artysty i jego twórczości?

T.G.: Przed nami kolejne wyzwania. Musimy zrozumieć, że sztuczna inteligencja, choć nieunikniona, posługuje się wyłącznie naszym bagażem i dorobkiem i bez ludzkiej myśli kreatywnej nic nie wymyśli. Czerpie z nas, podobnie jak my przez wieki czerpaliśmy z „plagiatu z Matką Naturą”, adaptując jej patenty do własnych potrzeb. Nie zamierzam z tym walczyć, a jednocześnie łączę ze sztukami plastycznymi najwyższy poziom artyzmu. Zadaniem artysty natomiast jest nie być obojętnym w każdej formie wyrazu artystycznego w myśl „nic o nas bez nas i naszej zgody”, a szczególnie zapisom konstytucji, które powinny być świętością i drogowskazem.

Karol Kacperski

Mówi pan o talencie, ale przede wszystkim artystę determinuje ciężka, rzemieślnicza praca, która na koniec często pozostaje niedoceniona.

T.G.: Dążenie do celu często mimo porażek prowadzi do rozwoju i satysfakcji. Boli mnie to, że świat często postrzega artystów jako dziwaków, a nie dostrzega ich ciężkiej pracy. Bez twórców, malarzy grafików, projektantów wzornictwa czy architektów - ludzi, którzy mają olbrzymi wkład w kulturę narodową - nasze otoczenie byłoby ubogie i puste.

Skoro praca twórców bywa niedostrzegana, to ich problemy socjalne tym bardziej. Z czym zostaje artysta na emeryturze, gdy kończą się siły do pracy?

T.G.: Artyści wykonują wolne zawody i u schyłku życia zostają często bez wypracowanej emerytury, bez żadnej opieki systemowej. Nie chodzi o rozdawanie pieniędzy, ale o zachowanie godności. Nie może być tak, że wybitny artysta, kiedy staje się niewydolny, zostaje bez opieki. Powinniśmy dostrzec tych, którzy całe życie budowali nasze dziedzictwo, a nie potrafili zadbać o zabezpieczenie swojej starości.

W jakim miejscu jesteśmy zatem dzisiaj? Jaka jest rola i odpowiedzialność artysty w obliczu globalnych zmian?

T.G.: Stoimy w obliczu globalnej rewolucji i musimy sobie zadać pytanie: czy sztuczna inteligencja podpowie nam, jak mamy się zachować, byśmy, jako rzekomo najwyżej zorganizowany gatunek, nie musieli się nawzajem wyrzynać? Właśnie dlatego uważam, że ludzie sztuki, twórcy powinni być na pierwszej linii frontu. Sztuka jest formą wypowiedzi i narzędziem do poruszania sumieniami. Świadomość artystyczna zbliża ludzi i służy za płaszczyznę porozumienia. Sztuka to nie tylko estetyka, budowanie wrażliwości, ale i nasza odpowiedzialność za to, jak ludzkość zachowa się w trudnym czasie.

Karol Kacperski