Zaczynaliście w 1991 roku, w świecie bez internetu, z kredytem na karku i zgniłym dębowym parkietem ukrytym pod linoleum. Jak z perspektywy dzisiejszego jubileuszu wspominacie ten szorstki start?
Barbara Glaza: Gdy miasto ogłosiło przetarg na lokal, mąż prowadził Pracownię Twórczą i Projektową Glaza Design. To, co zastaliśmy tu w 1990 roku, to był opłakany stan. Remont kapitalny trwał od września do kwietnia. W 1991 roku otworzyliśmy galerię sztuki użytkowej wypełnioną designem: były artystyczne wyroby ze skóry, wyroby z pleksi do biura, unikatowa odzież, biżuteria, grafika, rzeźba, ceramika. Na środku stała perkusja, bo mąż wymyślił, że bębny będą gablotami dla biżuterii. Eksponowaliśmy też wyjątkowe artystyczne szkło Marii Veltuzen i Leszka Nagrabeckiego. Świetnie sprzedawały się kielichy z wygrawerowanymi ich autorstwa limerykami. Od 1991 r. do 2000 r. jako pierwsi w powojennej Polsce zaczęliśmy współpracę z Niemiecką Fabryką Szkła i Porcelany Rosenthal. Później galeria zaczęła obrastać w malarstwo. Do dziś to ono przeważa, obok grafiki, linorytu, rysunku i małych form rzeźbiarskich, ale trochę sztuki użytkowej też u nas zostało. Mąż realizował się jako projektant wzornictwa przemysłowego i architektury, a ja zaangażowałam się w prowadzenie Galerii. Aktualnie stała się ona naszym wspólnym pomysłem na życie.
Tomasz Glaza: To, co dziś widzą nasi goście, choćby te marmurowe posadzki, to efekt ogromnego ryzyka podjętego na starcie. Pod dziurawym linoleum znaleźliśmy zgniły dębowy parkiet, a w piwnicy wilgoć, odpadające tynki. Musieliśmy budować to miejsce od podstaw. W czasach bez internetu i telefonów komórkowych wzięliśmy na barki cały trud transformacji, a to nie było łatwe.
Galeria Glaza od początku balansowała między sztuką wysoką a designem. Dlaczego w pewnym momencie odmówiliście marce Rosenthal, wybierając niepewny los niezależnej galerii?
T.G.: Gdybyśmy podchodzili do tematu czysto komercyjnie, ta galeria wyglądałaby zupełnie inaczej. Kiedy pojawiła się propozycja współpracy z marką Rosenthal, to była dla nas wielka szansa. Zaczęliśmy od sprowadzenia jednostkowych dzieł sztuki z porcelany światowych projektantów. Dopiero po czasie pojawiły się powtarzalne przedmioty kultury stołu. Potem, gdy Firma zaczęła naciskać, byśmy rozwinęli sieć sklepów w Polsce, wycofaliśmy się - woleliśmy wrócić do pierwotnych założeń i współpracy z artystami wszystkich dyscyplin sztuk plastycznych. Jesteśmy nastawieni na ścisły kontakt z czołówką artystów z dużym dorobkiem i jednocześnie pełnienie misji, pomaganie młodym ludziom w pierwszych krokach w świecie sztuki.



