Rekonstrukcja i powiększenie piersi okazały się dla niej czymś więcej niż zmianą estetyczną - stały się drogą do odzyskania harmonii, spokoju i pewności siebie. Pacjentka Profesora Pawła Szychta, Magdalena Chojnacka, w rozmowie z mgr. Magdaleną Szychta opowiada o decyzji, która dojrzewała przez lata, o emocjach przed operacją oraz o tym, jak duże znaczenie miała konsekwentna rekonwalescencja i pielęgnacja blizn. To historia o kobiecości, odwadze i spełnianiu marzeń w swoim tempie.
Magdalena Szychta: Pani Magdaleno, chciałabym zacząć od sedna – rekonstrukcji i powiększenia piersi. Dla wielu kobiet to decyzja znacznie głębsza niż „zabieg”: dotyka poczucia kobiecości, pewności siebie i relacji z własnym ciałem. U pani ten temat dojrzewał latami. Co było impulsem, który sprawił, że z „kiedyś” zrobiło się „teraz”?
Magdalena Chojnacka: Decyzja o operacji dojrzewała we mnie bardzo długo - myślę, że ponad 20 lat. W końcu przyszedł ten moment, kiedy poczułam, że to właściwy czas – „teraz albo nigdy”. W dużej mierze zawdzięczam to mojej ukochanej osobie, dzięki której odważyłam się spełnić to marzenie.
Wiele kobiet przez lata odkłada swoje potrzeby i pragnienia, aż nadchodzi w życiu moment, w którym trzeba powiedzieć sobie: „teraz ja”. To właśnie wtedy rodzi się odwaga, by zadbać o siebie - o swoje ciało, marzenia i poczucie wartości.
Dokładnie. Dziś mogę powiedzieć, że czuję się stuprocentową kobietą.
Czas oczekiwania na operację to mieszanka ekscytacji i niepewności, trochę jak przed rozpoczęciem nowego etapu w życiu. Wspominała pani, że zabieg był spełnieniem jednego z największych marzeń. Jakie emocje towarzyszyły pani tuż przed operacją?
Emocji było bardzo dużo. Od momentu, kiedy po konsultacji z doktorem ustalono termin operacji, czułam ogromny strach, przede wszystkim przed narkozą i bólem po zabiegu. Ale jednocześnie towarzyszyło mi szczęście i ekscytacja. Wiedziałam, że spełniam swoje wieloletnie marzenie. Byłam przepełniona wdzięcznością i radością, że mogę zrobić coś tylko dla siebie.




