Rano półwysep wyglądał jak kadr z filmu postapokaliptycznego. Śnieżyca odcinała horyzont, światło znikało całkowicie, a Bałtyk było bardziej słychać niż widać. Warun nieoczywisty, fale nieczytelne, wiatr mieszał wszystko, co dało się pomieszać.

„To jeden z absurdalniejszych wypadów na surfa w moim życiu” — pada między jednym a drugim spojrzeniem w stronę morza. Ale nikt nie odpuszcza. Pianki idą na siebie automatycznie, jak rytuał. Deski pod pachę. Krótka rozgrzewka na skutej lodem plaży i wejście do wody, która w takich warunkach nie wybacza błędów. Na wodzie topka młodej polskiej sceny surfingowej: Filip Szulikowski, Janek Golinczak, Antoni Wykrzykowski, Mikołaj Jaworski. Bez widowni, bez spektaklu, za to z pełnym skupieniem. Zimno, śnieg, wiatr i kilkumetrowe fale. Warunki nie są czytelne, morze zmienia się z minuty na minutę, ale właśnie w tym jest sens. To nie jest surfing dla komfortu ani pod publikę. To czysta relacja z Bałtykiem.

„Rano była taka śnieżyca, że żadnego światła nie było widać. Do końca nie wiedzieliśmy, jaki był warun. Ale taki tu klimat — polskie pływanie” — mówią po wyjściu z wody. A cold water surfing nie potrzebuje lepszej definicji.

To, co zostało z tego dnia, to nie tylko pamięć zimna i zajawy, ale zapis momentu – surowego, niekomfortowego i prawdziwego. Na łamach prezentujemy zdjęcia autorstwa Mikołaja Milewicza, które oddają skalę warunków i napięcie tej sesji bez potrzeby dopowiedzeń. Oprócz fotografii powstał także edit autorstwa Doriana Butkiewicza, dostępny na kanale YouTube UNDA, będący ruchomym zapisem tego samego dnia i tych samych emocji.

Mikołaj Milewicz

Mikołaj Milewicz

Mikołaj Milewicz

Mikołaj Milewicz

Mikołaj Milewicz