Zgiełk ulicy zostawiają za drzwiami, podobnie jak społeczne oczekiwania, by zawsze być silnym. Tu odnajdują język, którego nikt ich wcześniej nie uczył – nazywania własnych potrzeb i emocji. Mapa męskich kręgów rozciąga się od profesjonalnych sal warsztatowych po kameralne centra osiedlowe, stające się po godzinach przestrzenią dla szczerych rozmów. Niezależnie od stopnia sformalizowania grupy, jej fundamentem pozostaje ta sama niepisana umowa: autentyczność w zamian za akceptację.
Z niepewnością wkroczył do niewielkiej sali, wypełnionej delikatnym światłem. Kilkanaście krzeseł ustawionych w kręgu zachęcało do zajmowania miejsc. Niektóre już były zajęte przez mężczyzn w różnym wieku. Usiadł sztywno, nerwowo poprawiając rękawy, jakby wciąż trzymał gardę przed tym, co nieznane. Jednak, gdy napotkał wzrok mężczyzny naprzeciwko – bez oceny, za to z prostym, międzyludzkim przytaknięciem – uścisk w klatce nieco zelżał. Ciekawość zaczęła wygrywać z chęcią ucieczki.
Tak dla wielu mężczyzn zaczyna się droga do autentycznego wyrażania siebie budowana na specyficznym rodzaju braterstwa, które rodzi się w męskich kręgach. A takich wspólnot w całej Polsce jest już kilkaset i ciągle ich przybywa, na samym Pomorzu można naliczyć ich od kilkunastu do kilkudziesięciu. Informacje o nich krążą na facebookowych grupach, ale najskuteczniejszy pozostaje szeptany marketing. Uczestnicy trafiają tu z polecenia kolegów, terapeutów, a nierzadko za namową partnerek, które jako pierwsze dostrzegają, że „coś jest nie tak”.
- Mężczyźni często przychodzą do kręgu nie z własnymi potrzebami, lecz z oczekiwaniami otoczenia. Pojawiają się, bo w ich relacjach coś przestaje działać. Dopiero w bezpiecznej przestrzeni odkrywają pod tym własne deficyty: potrzebę bycia wysłuchanym i zrozumianym – mówi Michał Lassmann, moderator prowadzący kręgi w Gdańsku i Gdyni. - Kluczowe jest odkrycie, że ich trudności to wspólne, męskie doświadczenie. To buduje odwagę do życia w zgodzie z własnymi wartościami, a nie tylko pod dyktando innych. Choć ta zmiana nie zawsze podoba się otoczeniu, to właśnie ten etap staje się realną szansę na zmianę.
Powrót do źródeł
Męska wspólnotowość to nic nowego – od dawien dawna powstawały grupy inicjacyjne, rytualne czy wojenne, które z czasem ewoluowały w zamknięte kluby dżentelmenów. Nowością jest jednak dzisiejszy zwrot ku autentyczności oraz wzajemne wsparcie w rozwoju emocjonalnym.
Męskie kręgi wyrosły w USA na fali przemian lat 70. i 80., wymuszonych rewolucją feministyczną. Przełom przyniósł ruch mitopoetycki Roberta Bly’a, szukający autentyczności w mitach i naturze, oraz założony w 1985 r. The Mankind Project, który nadał idei braterstwa wymiar globalny. Do Polski dotarła ona po 2000 roku, a jej prekursorami byli terapeuci i coachowie, tacy jak Wojciech Eichelberger czy Jacek Masłowski. Ten ostatni, często nazywany „ojcem” polskich kręgów, popularyzuje je w swoich podcastach, a w ramach powstałej w 2013 roku Fundacji Masculinum szkoli przyszłych moderatorów, którzy ruszają oni w kraj, by zakładać własne grupy – także w Trójmieście.
- Męskie kręgi pojawiły się w moim życiu kilka lat temu, bo chciałem pracować z mężczyznami. Sam je prowadziłem, ale czułem brak narzędzi – wspomina Marcin Dybuk, moderator i autor książki „Chłopaki nie płaczą, chłopaki z okien skaczą”. – Dlatego trafiłem do szkoły Fundacji Masculinum. Tamtejszy model pracy nauczył mnie, że prowadzenie kręgu to ogromna odpowiedzialność; moderator musi być w pełni uważny i przygotowany, by niczego nie przegapić.
Trójmiejska sieć wsparcia
Choć część pomorskich kręgów powstaje oddolnie, za plecami lokalnych inicjatyw stoją coraz częściej silne organizacje ogólnopolskie. Wspomniana Fundacja Masculinum Jacka Masłowskiego od lat dba o to, by męskie kręgi nie były jedynie towarzyskim eksperymentem, ale bezpieczną, moderowaną przestrzenią rozwoju.
- Ze szkolenia wyniosłem prawdę: w kręgu nie ma być „fajnie”, tylko prawdziwie. Zrozumiałem, że męskość się „robi”, a nie o niej mówi – stwierdza Łukasz Owerczuk, moderator dwóch kręgów Masculinum w lokalizacji Gdańsk Południe. - Działamy w oparciu o merytoryczny fundament i stałą superwizję. Jesteśmy częścią ogromnego ruchu - w całej Polsce jest nas już ponad stu, a w spotkaniach uczestniczy przeszło 4000 mężczyzn. Ta skala daje poczucie bezpieczeństwa i profesjonalizmu.
Z kolei powstałe w 2022 roku na Pomorzu Stowarzyszenie na Rzecz Chłopców i Mężczyzn nadaje tym spotkaniom głębszy, niemal polityczny sens. Pokazuje, że w kraju, w którym mężczyźni statystycznie rzadziej proszą o pomoc i częściej zmagają się z kryzysami psychicznymi, krąg staje się nie tylko wyborem, ale wręcz koniecznością. To na jej stronach można znaleźć raport Michała Gulczyńskiego „Przemilczane nierówności”, który mówi o obszarach wykluczenia chłopców i mężczyzn oraz o jego wpływie na dobrostan
- Przez lata uwagę skupiano na kobietach, mężczyzn redukując do roli winnych patriarchatu, którzy mają jedynie wspierać procesy emancypacyjne. Stowarzyszenie na Rzecz Chłopców i Mężczyzn, którego jestem członkiem, postanowiło to zmienić i wnieść tematy nierówności systemowych dotyczących mężczyzn – mówi Mariusz Składanowski, prowadzący krąg w Straszynie. - Nie chodzi tylko o kwestie wieku emerytalnego czy o sale rozwodowe, gdzie mężczyzna zazwyczaj jest tym „złym”. Problemem jest też edukacja – wciąż pokutujące przekonanie o przewadze chłopców w naukach ścisłych jest dziś nieprawdziwe, bo dziewczynki już w szkole podstawowej radzą sobie coraz lepiej.
By prowadzić krąg, nie trzeba przynależeć do żadnej organizacji. Liczy się gotowość do wzięcia odpowiedzialności za czas innych oraz chęć słuchania bez prób „naprawiania” rozmówcy. Moderatorem może być każdy mężczyzna, który uporządkował własne życie i potrafi stworzyć innym przestrzeń pełną akceptacji.
- Męskie kręgi to nie nowa moda. To stara, naturalna forma męskiego spotkania i budowania wspólnoty. Wykształcenie psychologiczne prowadzącego bywa atutem, ale nie jest warunkiem dobrej jakości. Najważniejsze to jego dojrzałość, porządek w sobie i umiejętność tworzenia bezpiecznej atmosfery. Mam ostrożność wobec „certyfikowania” kręgów, bo łatwo wtedy zgubić ich prostotę. To nie terapia ani warsztat – raczej przestrzeń rozmowy, gdzie moderator dba o zasady, ale nie narzuca nikomu gotowych odpowiedzi - kwituje Mirosław Olejniczak, psycholog i moderator gdyńskiego kręgu Wataha.
Droga moderatora
Moderatorzy to często osoby, które własne kryzysy – od rozpadu związku, przez depresję, po nałogi – przekuły w zasób. Ich wiarygodność płynie z przeżytej drogi do autentyczności.
- Terapia i wychodzenie z uzależnień takich jak alkohol i narkotyki uświadomiły mi moc bezpiecznej grupy: to ona wzmacnia, porządkuje emocje i przeciwdziała izolacji – wspomina Łukasz Owerczuk. - Po terapii poczułem głód typowo męskiego środowiska. Chciałem pokazać innym, że to, co uznaliśmy za życiową porażkę, może stać się drogą do spotkania samego siebie. A to często najważniejsze spotkanie w życiu. Tworzenie i moderowanie kręgów stało się fundamentem tej misji.
Nierzadko kręgi zakładają terapeuci, którzy widzą, że dla wielu mężczyzn klasyczny gabinet to za mało. Krąg wypełnia lukę, której nie jest w stanie zapełnić indywidualna praca ze specjalistą.
- W gabinecie spotykałem mężczyzn, którzy po czasie znikali z mojego „radaru”. Może nie potrafili korzystać z psychoterapii, a może to nie był jeszcze odpowiedni dla nich czas – przyznaje Tomasz Rok, psychoterapeuta i moderator męskich kręgów w Gdańsku i Gdyni. - Słyszałem od nich o ogromnej samotności, poczuciu bycia gorszym i wstydzie związanym z utratą pracy czy przejściem na emeryturę. To były ludzkie tragedie, których nie mogli lub nie chcieli dzielić z bliskimi. Jako terapeuta mam w gabinecie ograniczone pole działania, a grupa daje coś, czego relacja jeden na jeden nie jest w stanie zapewnić. W grupie możesz otrzymać wparcie i perspektywę wielu mężczyzn oraz poczucie przynależności wynikające z powstających tu więzi.
Moderator czuwa nad przebiegiem spotkania i obowiązującymi zasadami, udziela głosu, często przekazując symboliczny „przedmiot mowy” – nóż, patyk, siekierkę, figurkę czy kamień. Ten rytuał gwarantuje każdemu przestrzeń do bycia wysłuchanym: bez przerywania, komentowania czy nieproszonych rad. Na kręgu uczestnicy uczą się przede wszystkim aktywnego słuchania i mówienia o własnych emocjach. Taka runda początkowa pozwala wyłonić przewodni temat spotkania, choć moderator zawsze ma w zanadrzu wątki rezerwowe. W kręgu nadrzędną wartością jest dobrowolność – można mówić, ale można też tylko słuchać, ufając zasadzie pełnej poufności i równości. Tak niewiele, a dla wielu – aż tak wiele. Nowe kręgi powstają organicznie, często inicjowane przez dotychczasowych uczestników. Zazwyczaj to kilkunastoosobowe grupy spotykające się na 2-3 godziny średnio co 3-4 tygodnie. Choć formuły bywają różne – od stałych spotkań po cykle terapeutyczne – ostateczny kształt pracy zawsze dyktują potrzeby konkretnej grupy.
- Męski krąg to pierwszy krok do spotkania z samym sobą, ale dla mnie to za mało. Dlatego wraz z żoną – terapeutką - stworzyliśmy autorski model pracy: najpierw prowadzimy warsztat oparty na teorii i ćwiczeniach, a tydzień później pogłębienie tematu w męskim gronie – tłumaczy Marcin Dybuk. - W przeciwieństwie do klasycznych, otwartych kręgów, które trwają, aż wygasną, my pracujemy w zamkniętych cyklach 12- lub 8-tygodniowych. Dajemy mężczyznom konkretne narzędzia, by po kilkunastu tygodniach sami zdecydowali, czy chcą dołączyć do stałej grupy. Edukujemy, pokazujemy narzędzia i kierujemy dalej.
Inwestycja w siebie
Udział w kręgu to nie tylko poświęcony czas, ale i środki finansowe. Opłaty oscylują zazwyczaj między 50 a 150 zł za spotkanie, co pokrywa koszty wynajmu sali i pracy moderatora. Choć darmowe grupy wciąż istnieją, stają się rzadkością.
- Nowe kręgi, prowadzone przez wyszkolonych moderatorów, są zazwyczaj płatne. Ja należę jeszcze do „starej szkoły”: skoro mam bezpłatny dostęp do miejsca, a same spotkania są dla mnie ważne i karmiące, to nie pobieram opłat. Jednak takich inicjatyw jest coraz mniej – przyznaje Mariusz Składanowski.
Nie do pominięcia jest wkład psychiczny, który rezonuje na długo po spotkaniu. Dlatego w kręgach nie ma alkoholu, który mógłby zaburzyć cały proces i przykryć emocje. To nie jest typowa męska rozmowa przy barze czy wspólnym sporcie.
- Różnica polega na tym, że umawiamy się na mówienie o sobie, własnej perspektywie i emocjach - tyle, ile chcesz, byle szczerze – podsumowuje Tomasz Rok. - Większość uczestników przyznaje, że to pierwszy raz w życiu, gdy mogą tak otwarcie rozmawiać z innymi mężczyznami. Tu nie rywalizujemy i nie musimy niczego udowadniać. To miejsce, w którym jest przestrzeń także na niepowodzenia i porażki.
Tematów jest więcej, a każdy z nich dotyka prawdy o osobistych doświadczeniach, rozterkach, radościach i potrzebach. Krąg to zupełnie nowa jakość rozmowy - głębokiej, a jednocześnie konkretnej, prawdziwej i osadzonej w rzeczywistości.
- To, co robi robotę, to bezpieczne zasady: nie oceniamy, nie dajemy „złotych rad”, nie naprawiamy siebie nawzajem. Kiedy mężczyzna czuje, że zostanie wysłuchany, nie będzie wyśmiany ani zawstydzony, zaczyna mówić inaczej – prosto i prawdziwie. Wtedy pojawia się coś, czego wielu nam brakuje: poczucie, że nie jestem z tym sam i że mogę być sobą wśród innych facetów – wyjaśnia Mirosław Olejniczak.
Ta odwaga do bycia sobą promieniuje na inne aspekty życia.
- Mężczyźni zaczynają wychodzić z niewygodnych ról, sztywnych schematów, porządkują relacje i związki. Możliwość wypowiedzenia na głos rzeczy, które dotąd skrywali, jest uwalniająca. Z czasem to buduje w nich siłę do życia na własnych zasadach, a nie według cudzych oczekiwań – opowiada Łukasz Owerczuk. - Jeden z uczestników wyznał, że krąg pomógł mu wyjść z depresji skuteczniej niż terapia. Gdy słyszysz od czternastu mężczyzn: „wierzę w ciebie, jesteś dla nas ważny”, to daje to potężną moc do wyjścia z „mentalnych jaskiń”, w których wielu mężczyzn utknęło.
Emocjonalna siłownia
Męskie kręgi nie są terapią, choć mają cechy i właściwości terapeutyczne, mogą też być jej dobrym uzupełnieniem. Dotykają fundamentów: wstydu, złości, miłości i lęku przed utratą. Wśród tematów przewijają się także odpowiedzialność, samotność, ojcostwo czy relacje. Uczestnicy mówią o wszystkim, co redefiniuje współczesną męskość.
- Krąg pokazuje, że męskość to coś więcej niż rola społeczna czy siła fizyczna. Gdy stare wzorce upadają, mężczyźni muszą na nowo nazwać swoje potrzeby – twierdzi Michał Lassmann. - Często trzymamy się przeszłości tylko dlatego, że nie mamy bezpiecznej alternatywy. Redefiniowanie męskości nie oznacza jej porzucenia, lecz poszukiwanie wartości aktualnych dzisiaj: sprawczości, obecności i zdolności do bliskości. Krąg uczy, że można je pielęgnować świadomie, bez agresji czy dominacji. Nową męskość budujemy nie w kontrze do kobiet, lecz w relacji z samym sobą.
Świat wielu mężczyzn jest dziś mocno sfeminizowany, a ich jedynym powiernikiem bywa kobieta – matka lub partnerka. W sytuacji rozstania tracą oni jedyne oparcie. Luka, która po nim zostaje, obnaża brak męskiej sieci wsparcia, co często wynika z nieuświadomionego lęku przed innymi mężczyznami.
- Dla wielu mężczyzn złe doświadczenia ze szkoły czy pracy sprawiają, że męska grupa kojarzy się z zagrożeniem dla ich wrażliwości, tymczasem przestrzeń kręgu jest akceptująca i otwarta. Nad bezpieczeństwem czuwa moderator, który dba o zasady – wyjaśnia Mariusz Składanowski. - Mówimy o sobie i od siebie. Dzielimy się swoimi historiami i emocjami, bez obawy, że ktoś przerwie, wyśmieje, skrytykuje czy da szybką radę. Pod względem inteligencji emocjonalnej krąg jest siłownią, na której bezpiecznie trenujemy bycie w trudnych emocjach.
Kolektywny, zeksternalizowany ojciec
Deficyty męskich wzorców często mają źródło w relacji z ojcem – jego fizycznej nieobecności lub emocjonalnym wycofaniu, zapracowaniu, przemocy czy uzależnieniach.
- Matka nie jest w stanie w pełni zastąpić ojca. Jeśli młody chłopak nie spotka na swojej drodze autorytetu, u którego znajdzie wsparcie, w dorosłość wchodzi z luką – mówi Michał Lassmann. - W kręgu mężczyźni wspólnie tworzą „kolektywną figurę ojcowską”. To doświadczenie relacyjne, w którym uczą się rozpoznawać swoje granice, brać odpowiedzialność i poszukiwać wartości. Krąg daje szansę na bycie zobaczonym i wysłuchanym w bezpiecznym otoczeniu.
Dla wielu uczestników to w ogóle pierwsze doświadczenie bycia z innymi mężczyznami bez lęku przed oceną.
- Często to kobiety stanowiły o tym, jakim mężczyzną ma być ich syn, a ojcowie poddawali się temu, bo sami nie mieli dobrych wzorców – zauważa Tomasz Rok. - W kręgu mężczyźni „odczarowują” dotychczasowe krzywdzące przekonania na swój temat. Dowiadują się, że nie zawsze muszą być supermanami i to jest w porządku. Upadają stereotypy o tym, że „prawdziwy facet nie płacze” albo że zawsze „chce i może” w kontekście seksualnym. Zdjęcie tej presji jest dla wielu momentem przełomowym.
Transformacja męskości
Męskie kręgi są odpowiedzią na trwającą transformację męskości. Stare modele przestały działać, a nowe dopiero się rodzą, co tworzy między światem mężczyzn i kobiet odczuwalną nierównowagę. Polaryzacja płci będzie się pogłębiać, jeśli problemy mężczyzn nie zostaną dostrzeżone i podjęte.
Na szczęście zmienia się świadomość: pojawia się zgoda na rozmowę o emocjach i potrzebach. Kręgi dają do tego bezpieczną przestrzeń – bez wstydu i udawania.
Tu nie narzuca się żadnej definicji. Zamiast tego każdy może sprawdzić, co dla niego oznacza bycie mężczyzną. Słuchając innych, uczestnicy odkrywają, że siła nie wyklucza wrażliwości, a odpowiedzialność idzie w parze z uważnością. Męskość przestaje być rolą do odegrania, a staje się autentycznym wyborem, wynikającym z kontaktu ze sobą, a nie z potrzeby dopasowania się do zewnętrznych wzorców.
- Z czasem to co się dzieje na męskich kręgach wychodzi poza spotkania. Mężczyźni mówią, że mają więcej spokoju, lepiej rozmawiają z partnerką, są bardziej obecni. Czasem ich dzieci pierwsze to widzą: „tata jest jakby inny”. Krąg nie narzuca definicji męskości. Raczej daje przestrzeń, żeby każdy sam sprawdził, co dla niego znaczy być mężczyzną – bez presji i bez roli do odegrania – mówi Mirosław Olejniczak.




