Patrzymy coraz więcej, a widzimy coraz mniej. Obrazy przewijają się przed nami szybciej, niż jesteśmy w stanie je zrozumieć. Wiadomości, relacje, nagłówki, powiadomienia — codziennie tonami przyswajamy rzeczy, które znikają z pamięci szybciej, niż zdążymy je nazwać. Nasze spojrzenie coraz częściej przypomina ruch palca po ekranie niż akt uważności. A przecież są takie momenty, kiedy świat domaga się od nas uwagi. Nie tej wymuszonej, wynikającej z obowiązku, lecz tej prawdziwej – z potrzeby zrozumienia. Patrzenia nie po to, by ocenić, ale by dostrzec.

W tym numerze chcemy zatrzymać się przy ludziach, którzy w różny sposób uczą nas patrzeć – i którzy, co nie bez znaczenia, pochodzą stąd, z Trójmiasta i jego okolic.

Jednym z nich jest Łukasz Patelczyk – malarz młodego pokolenia, który w świecie pełnym krzyku potrafi mówić szeptem. Laureat tegorocznej Nagrody im. Kazimierza Ostrowskiego – jednego z najważniejszych wyróżnień w polskim malarstwie, przyznawanego w Gdańsku – nie szuka efektu, lecz skupienia. W jego pejzażach geometria spotyka romantyzm, a emocja łączy się z konstrukcją. „To malarstwo wymaga ciszy” – napisano w uzasadnieniu nagrody. I rzeczywiście – patrząc na jego prace, ma się wrażenie, że świat na moment milknie. Uczeń prof. Teresy Miszkin dołącza tym samym do grona artystów, którzy potrafili znaleźć piękno w prostocie – obok Teresy Pągowskiej, Stefana Gierowskiego czy Agaty Kus. W jego malarstwie jest coś, czego dziś szczególnie nam brakuje – cierpliwość patrzenia.

Podobny rodzaj skupienia – tylko w zupełnie innym wymiarze – odnajdujemy w rozmowie z prof. Wojciechem Rogowskim, onkologiem i twórcą ogólnopolskiej kampanii Wyprzedzić raka. To lekarz, który postanowił działać, zanim będzie za późno – dosłownie i symbolicznie. Jego projekt, finansowany z własnych środków, ma jedno proste przesłanie: zauważ. Zanim choroba zapuka. Zanim objawy staną się oczywiste. Zanim będzie „dlaczego ja?”. W świecie, w którym mamy dostęp do najnowocześniejszych terapii, immunologii, leków celowanych, wciąż przegrywamy w najprostszej kategorii – czasu. „Rak wygrywa, gdy brakuje czujności” – mówi profesor Rogowski. I trudno o bardziej celne zdanie w epoce, która tak często zapomina o pauzie.

A Martyna Byczkowska – trzecia bohaterka tego numeru i jego główna postać – dorzuca do tego jeszcze inny wymiar. „Oswajam strach” – przyznaje bez kokieterii. To credo pokolenia trzydziestolatków, które dojrzewa w czasach niepewności, ekspozycji i nieustannego oceniania.

Znana widzom z głośnego serialu „1670”, który stał się jednym z najczęściej komentowanych tytułów ostatnich miesięcy, oraz z roli Leny w „Absolutnych debiutantach”, Byczkowska nie udaje, że jest odporna na stres, hejt czy zawodowe ryzyko. Przeciwnie – mówi o nich otwarcie, z perspektywy kogoś, kto nauczył się z nimi tańczyć. Nie kreuje wizerunku – mówi o aktorstwie jak o zawodzie, który wymaga samodyscypliny i otwartości. O filmach, które wciąż mogą coś zmienić. I o tym, że warto mieć w sobie ciekawość, nawet jeśli towarzyszy jej lęk. W świecie pełnym natychmiastowych opinii jej głos brzmi jak przypomnienie, że szczerość wciąż działa najlepiej.

Każdy z tych bohaterów mówi o czymś innym, ale tak naprawdę – o tym samym. O spojrzeniu, które daje sens, które trwa dłużej niż jedno kliknięcie. W czasach, w których łatwo coś przegapić, proponujemy więc numer, który zachęca, by na chwilę się zatrzymać. Zobaczyć. Usłyszeć. Pomyśleć.