Mistrzowie patelni

Kamil Sadkowski

Pycha w kulinarnym świecie bywa tak wielka, jak blond pukle znanej damy w znanym programie telewizyjnym o zacięciu rewolty kulinarnej. Dwa światy - jak ogień i woda, prymitywny i pokorny - takie odwieczne przepychanki bez żadnego logicznego wytłumaczenia. Pierwsi to nadmuchani pseudo szefowie kuchni, którzy zabierają się za wszystkie możliwe techniki gotowania. Często brak im po prostu wyczucia dobrego smaku, nie mówiąc o dobrym wychowaniu. Drudzy to gotujący w swoich domowych kuchniach kucharze, których poczynania są naprawdę piękne i pyszne - bez nadęcia, czarują często bezprecedensowe potrawy. Potrafią karmić nie tylko ciało, ale również duszę. I tu dochodzimy do sedna, ponieważ w wielkiej kuchni brakuje prostoty i szacunku dla produktu, a piękny pierwiastek kobiecy często jest zniewolony w tym hermetycznie zamkniętym środowisku. Kobiety gotują z sercem i najważniejsze jest dla nich zadowolenie bliskich, mają „gdzieś” molekularne gnioty. Niestety wciąż jest ich niewiele w tym szalonym gastronomicznym świecie.

Samozwańczy mistrzowie kuchni zapominają o znaczącym detalu, o pokorze, która powinna być codziennością. Na szczęście część z nich schodzi z wyżyn ego i czerpie wiele radości w systematycznym udoskonalaniu swojego warsztatu. Właściwy dobór produktów, ciekawe i proste połączenia smakowe, to są oczekiwania większości gości.

Domowi kucharze to połączenie pasji i chęci rozwoju. Mają taki błysk w oku, coś co powoduje, że praca z nimi jest wyjątkowym doświadczeniem. Z chęcią poznają nowe smaki, dzielą się swoimi spostrzeżeniami i unikatową wiedzą. Ci zapaleńcy często korzystają z rodzinnych tradycji, każdy ma swój szkielet kulinarny. To wewnętrzny zmysł i poczucie smaku, które towarzyszy nam całe życie. Przeurocze są te dyskusje przy stole, dają wiele radości i pokazują, że naprawdę potrafimy ze sobą rozmawiać.

Co więcej, każdy ma swój doskonały przepis, ale otwartość na nowe doznania daje dużo nadziei.

To nie tylko domena młodych ludzi, ale całego społeczeństwa. Niemniej niewiarygodne jest to jak młodzi potrafią gotować, nie lękają się nowych produktów. Starsi natomiast, czerpią z tych codziennych czynności wielką radość i małymi krokami, z rosnącym zaufaniem łapią takiego bakcyla, że czapki z głów.

Wciąż jestem marzycielem i mam wielką nadzieję, że tradycje kulinarne nie umierają i przekazywane są z pokolenia na pokolenie. Duża w tym rola naszych babci i dziadków. Myślę, że powinni być bardzo skrupulatni i bardziej „cisnąć” młodych, aby te niuanse nie przepadły w czasoprzestrzeni. Obcowanie w kuchni ze starszymi domownikami na pewno będzie okraszone pikantnymi historiami, aromatycznymi metaforami i słonymi żartami. I tu mały apel do młodszego pokolenia - naprawdę możecie nie mieć wielu szans na takie momenty, więc dajcie się ponieść! To taka essa.

Szumnie nazywana sztuka kulinarna to jedna wielka zabawa, to taki fenomenalny system naczyń połączonych. Tutaj nie ma miejsca na egoizm, szczególnie narodowy. Nie ma lepszej i gorszej kuchni, wystarczy pamiętać o naszych tradycjach oraz z otwartą głową patrzeć na nowe doznania smakowe, co istotne jedno nie wyklucza drugiego. Ta magia chemii i fizyki daje dużo dobra. Wystarczy szczypta odwagi i doskonały produkt. Nawet jak coś spieprzycie, to pamiętajcie, że trening czyni mistrza i to nie byle jakiego, bo patelni. Miłośnicy wody, nie tylko wrzącej, mogą być grubą rybą. Nie o tytuły jednak chodzi, a o wielką radość, jaką daje codzienna strawa.