Kilka wychodzi z wody. Część już na brzegu kroczy w stronę miasta. Nieco dalej jedna z nich wyprowadza dwa psy. Żyją własnym życiem. każdy chce sobie z nimi zrobić zdjęcie. #Robot #stocznia #industrial. Rzeźby Czesława Podleśnego przyciągają na postoczniowe tereny nie tylko instagramersów. „Rozbitkowie” i „Pakerzy”, złożone z metalowych odpadków humanoidy nadają okolicy charakteru jak z Mad Maxa. Szczególnie, kiedy tuż obok przejedzie samochód i pozostawi za sobą piaszczysty pył. 

Dwa lata temu Mleczny Piotr, budynek położony na terenach dawnej Stoczni Gdańskiej otworzył się dla odwiedzających. Za jakiś czas wokół niego stanie nowoczesna dzielnica Gdańska – Młode Miasto. Póki co działa tu pracownia i galeria grupy znanej jako WL4 Przestrzeń Sztuki. To nazwa stowarzyszenia czternastu artystów z dawnej galerii przy ulicy Wiosny Ludów 4. W 2017 roku nowy właściciel budynku postanowił postawić tam apartamentowiec. Artyści musieli szukać nowego rozwiązania. Rok po opuszczeniu pierwszej siedziby znaleźli odpowiednie miejsce. Mlecznego Piotra zajmują na zasadzie porozumienia z właścicielem – spółką Stocznia Cesarska.

- Obie strony szukały. My miejsca do pracy, a oni kogoś, kto zasiedli ten teren, żeby nie niszczał. Kiedy się tu wprowadzaliśmy, nie było okien, a nawet dachu. Tylko puste ściany - wspomina Mariusz Waras, artysta wielkoformatowy i prezes
stowarzyszenia.

- Był środek zimy. W piwnicy tafla lodu, można było jeździć na łyżwach – dodaje Dominik Kulaszewicz, fotograf.

- To był trochę zwariowany pomysł, żeby wziąć budynek, który wymaga nie kilku, a kilkuset tysięcy złotych nakładu na dzień dobry. Do dzisiaj nie mamy tu ogrzewania ani wody – ciągnie Waras.

- Do stowarzyszenia trafiła część twórców ze starego WL-a.
- Nie wszyscy wierzyli, że to się uda – mówi Czesław Podleśny.

Kotka, słoiki z przetworami i Jezus Pantokrator 

Artyści podkreślają, że nie tworzą kolektywu. Każdy zajmuje się swoją dziedziną sztuki i pracuje na własny rachunek. Tworzą za to grupę kolegów z pracy.

Siadamy przy stole. Słoiki z przetworami, bukiet polnych kwiatów. Dookoła stoi jeszcze więcej rzeźb Czesława Podleśnego i instalacje innych autorów. Pośród tego lśni złoty ząb w skali 10:1. To akurat komercyjny projekt. Stanie przed jedną z klinik dentystycznych. W części „salonowej” artyści postawili starą, ale piękną kanapę. W innym rogu zaimprowizowali kuchnię. Widać, że się tu urządzili.

- Mamy nawet kotkę – mówi Magdalena Pela, malarka.

Jej pracownia to jedno z pomieszczeń znajdujących się na górze. Pokazuje grubą kurtkę. Pracuje w niej zimą.  - Jesteśmy przyzwyczajeni do takiego stylu życia. Nigdy nie miałam pracowni, w której było ogrzewanie. Ale ta jest jak z bajki. Duża, oświetlona. Idealna!

Brak wody i ogrzewania, konieczność dostarczenia prądu na swoje wystawy, a z drugiej strony – praca, którą się naprawdę lubi i w której każdy dzień jest inny. Dominik Kulaszewicz tak wspomina swoją drogę do zostania artystą: - Chodziłem do technikum elektrycznego. Miałem praktyki w rafinerii. Jedynym fun’em było to, że można było pojeździć meleksem i podkraść kaszankę. Robota polegała na toczeniu takich metalowych przedmiotów na tokarce. Robiłem to przez dwa tygodnie i wiedziałem, że nie chcę tak zarabiać na życie.

Daniel Sobański, rzeźbiarz i konserwator rzeźb:

- Pracowałem w wielu miejscach i wiem, jak to jest. W normalnej pracy jest punkt A i punkt B. Wiesz, co masz wykonać. A u nas jest jeszcze coś pomiędzy. Najpierw zadajemy sobie temat, później jest realizacja, różna w zależności od medium, którym każdy z nas operuje. Trzeba wymyślić, jak ten pomysł zrealizować.

Dominik Kulaszewicz podkreśla, że zawsze stronił od stowarzyszeń i ugrupowań. A jednak trafił do WL4. 

- Zastanawiałem się, jak się tu przykleiłem. Ale to jedyne takie miejsce, gdzie ni stąd ni zowąd mogę spotkać Jezusa Pantokratora z uniesioną ręką i bez głowy. To Daniel robił jakąś konserwację. Zrobiłem zdjęcie. Za każdym razem, gdy na nie patrzę, ciarki mnie przechodzą.

Tymczasowość wliczona w cenę

Mariusz Waras uważa, że miejsca takie jak to nie mają racji bytu dłużej niż pięć, czy sześć lat. Dla twórcy street art tymczasowość jest wliczona w cenę. Jego prace powstają w otwartej przestrzeni i są zdane na łaskę ludzi i przyrody. A żeby tworzyć kolejne murale, i tak musi się przemieszczać.

Członkowie Stowarzyszenia WL4 Przestrzeń Sztuki sami decydują o tym, co zostaje wystawione w Mlecznym Piotrze. W lipcu można tu zobaczyć prace malarki Magdaleny Król. Nikt w WL4 nie łudzi się, że będą funkcjonować tu na stałe. Mówią, że gdyby swoją działalność przekształcili w, na przykład, centrum sztuki, byliby zależni. Od tego, kto taką instytucję by finansował. Teraz wiedzą przynajmniej, na czym stoją.

- Taki styl deweloperki wziął się ze Stanów Zjednoczonych. Do opuszczonych budynków, które czekają na rewitalizację, wpuszcza się artystów. Po to, żeby ta przestrzeń zaczęła żyć. Żeby zbudować markę. Potem ludziom takie miejsce już z czymś się kojarzy – tłumaczy Dominik Kulaszewicz i dodaje: – Jesteśmy narzędziem, trzeba mieć tego świadomość. Coś za coś.

Taki układ im pasuje, tak było ustalone od początku.

- Jeszcze dwa lata temu sama nie znałam dobrze tej części stoczni. Od lat odwiedza się tę drugą: kiedyś był Buffet, Modelarnia, a teraz 100cznia czy B90. Teraz w tych okolicach  też zaczyna być coraz ciekawiej – mówi Magdalena Pela. 

Artyści nie znają dokładnych planów na Mlecznego Piotra. Mają nadzieję, że zostaną tu jeszcze kilka lat. Przekształcenie budynku na usługowy jest nieuchronne. Czesław Podleśny mówi: - Kultura i sztuka zawsze na końcu przegrywają z biznesem. Wykorzystujemy czas, który jest nam dany, robimy dużo wydarzeń. Ja przynajmniej staram się to robić. Bardzo chętnie będę współpracował z deweloperem, póki się da. A może następna miejscówka będzie jeszcze bardziej atrakcyjna? Kto wie. Nie lubię osób, które narzekają. Trzeba robić swoje.

- Nie widać, żeby ktoś łopatę wbijał, więc na razie tu jesteśmy. A nasz budynek jest ostatni w kolejce do rewitalizacji – mówi Waras.

Przyszłość nieznana

Większość budynków postoczniowych na liczącym 16ha terenie dawnej Stoczni Cesarskiej znajdują się w rejestrze zabytków. W tej chwili deweloper zajął się odnową pierwszego z nich, dawnego biura dyrekcji. Budynek z drugiej połowy XIX wieku zostanie przeznaczony na biurowiec z wszystkimi nowoczesnymi udogodnieniami, jak strefy relaksu czy powierzchnie eventowe.  

Gerard Schuurman, dyrektor projektu Stoczni Cesarskiej Development: – W pewnym momencie budynek na pewno zostanie przystosowany do nowych funkcji. Realizację naszego master planu zaczynamy jednak od strony dyrekcji i remizy. Mleczny Piotr jest na drugim końcu terenu. Docelowa funkcja budynku nie jest jeszcze zdefiniowana, ale biorąc pod uwagę jego lokalizację przy nabrzeżu, możemy łatwo wyobrazić sobie użyteczność publiczną. Budynek jest bardzo atrakcyjnie położony i można powiedzieć, że od strony Martwej Wisły otwiera Młode Miasto. Chcielibyśmy, aby budynek był użytkowany przez cały dzień – mówi Gerard Schuurman i podkreśla: - Do tego czasu artyści u nas bezpieczną przystań i zależy nam, by rozwijali swoje projekty i czuli się komfortowo.

Mówi się o przystanku tramwaju wodnego połączonym z restauracją. Być może jedna z sal pozostanie przestrzenią wystawienniczą. Stocznia Cesarska nie określa, kiedy dokładnie zajmie się Mlecznym Piotrem. Pewne jest natomiast, że wokół staną apartamentowce. Master plan zakłada, że około 70% powierzchni tzw. Młodego Miasta będą stanowić przestrzenie mieszkaniowe, uzupełnione o usługi, gastronomię i powierzchnie biurowe. W plan wliczone są też tereny zielone. Deweloper zapewnia też, że przestrzeń w całości będzie otwarta dla ludzi. Mają tu powstać ogólnodostępne typowe miejskie place, a budynek przez swoje położenie będzie stanowił wręcz bramę otwierającą teren Młodego Miasta od strony wody.

Na sandacza przy robotach

Metalowe rzeźby Czesława Podleśnego nadal kroczą i nie wzbraniają się przed sesjami fotograficznymi. Tylko twardy lockdown powstrzymał ludzi przed odwiedzinami ludzi-maszyn. Z wyjątkiem wędkarzy, którzy zawsze przychodzą tu na sandacza. Po prace Podleśnego zgłosiły się już instytucje artystyczne w całej Polsce. Niedawno rzeźbiarz wysłał nowych „Rozbitków” do Inowrocławia.

Mariusz Waras chce upewnić się, że nie nastąpi kolejne zamknięcie granic. W następną podróż street - artową leci do Szwajcarii. Magdalena Pela i Daniel Sobański pracują nad doktoratami na Akademii Sztuk Pięknych w Gdańsku. Dominik Kulaszewicz nadal będzie fotografował dla mediów, firm i prasy.