Od kilku lat polski rynek sztuki konsekwentnie się rozwija. W ostatnich latach znalazł się nawet w czołówkach światowych raportów – w 2024 roku w pierwszej piątce, a w 2025 w pierwszej dziesiątce The Contemporary Art Market Report. W polskich domach aukcyjnych mówi się o nowym pokoleniu kolekcjonerów – to również oni wyznaczają dynamikę rynku.

Michalina Domoń: Jaki obraz sprzedał pan z największym zyskiem?

Dilan Abdulla*: Nie prowadzę tego rodzaju statystyk, jednak jedną z prac, którą pod tym względem zapamiętałem jest grafika Ewy Juszkiewicz. To była niewielka praca z 2017 roku - formatu A3, wydana w edycji 50 sztuk. Kupiłem ją za niewielką kwotę, około 400 zł. To było oczywiście przed jej ogromnym międzynarodowym sukcesem. Kiedy natomiast jej prace zaczęły bić rekordy na światowych aukcjach uznałem, że jest to dobry moment na sprzedaż. Otrzymałem za nią wówczas około 5 tys. zł. Może sama kwota nie jest imponująca, ale ponad 1000 proc. zysku na mnie zrobiło wrażenie.

Jak zaczęła się pana przygoda z kolekcjonowaniem sztuki?

Jest to związane z obraną przeze mnie drogą zawodową i wykształceniem. Jestem historykiem sztuki i pracuję jako marszand. Już podczas praktyk studenckich w jednej z gdańskich galerii poczułem, że rynek sztuki to jest coś, co mi się podoba. Kupiłem tam zresztą swój pierwszy obraz – Tomasza Sętowskiego (już go nie mam). Przyznam, że niespecjalnie mi się podobał, ale Sętowski już wtedy był bardzo rozpoznawalnym twórcą i potraktowałem ten zakup czysto inwestycyjnie. Odnalazłem go porządkując magazyn galerii i do dziś pamiętam, że kupiłem go za 2,5 tys. zł.

Za ile później go pan sprzedał?

Za 10 tys. zł. Można powiedzieć, że inwestycja była udana.

Rynek sztuki to nie tylko galerie.

Rok później po raz pierwszy w życiu poszedłem jako widz na aukcję sztuki w Desie Unicum. Mój przyjaciel sprzedawał tam swój obraz. Zobaczyłem licytację na żywo, widziałem emocje, jakie towarzyszyły temu wydarzeniu i można śmiało powiedzieć, że się w tym zakochałem. Tamtej nocy nie mogłem spać. Zdałem sobie sprawę, że moje plany o karierze naukowej muszą ustąpić rynkowi sztuki.

Co było dalej?

Zaraz po studiach założyłem swoją internetową galerię sztuki. Niestety, wiedza z zakresu historii sztuki i wiedza o rynku sztuki to dwie zupełnie różne dziedziny i po około dwóch latach musiałem zamknąć działalność. W międzyczasie koleżanka poleciła mnie w Sopockim Domu Aukcyjnym i tak trafiłem do Sopotu. Wtedy zacząłem totalnie wsiąkać w rynek sztuki i jednocześnie, małymi kroczkami, tworzyć kolekcję. Na początku sam, a od kilku lat z moją partnerką Martą.

Czy żeby kolekcjonować sztukę trzeba mieć duże zasoby finansowe?

Na pewno posiadanie dużych środków finansowych pomaga i daje większe możliwości wyboru, ale uważam, że nie trzeba być bogatym, by kupować sztukę. Sam zresztą jestem tego przykładem. Inną sprawą jest również to, jakie mamy potrzeby. Mnie np. nie interesują designerskie meble, ubrania, biżuteria czy zegarki. Nie marzę o drogich samochodach – zupełnie nie potrzebuję tych rzeczy. Właściwie to nawet mógłbym codziennie jeść to samo, ale jeżeli chodzi o sztukę to już zupełnie inna sprawa.

Czym kieruje się pan tworząc kolekcję, poza tym, że wybiera pan sztukę najnowszą? I dlaczego właśnie ten rodzaj sztuki zdecydował się pan kolekcjonować?

Kolekcja skupia się na sztuce najnowszej z dwóch powodów. Po pierwsze zajmuję się tym zawodowo na co dzień. Mam więc sporą wiedzę i rozeznanie na tym polu. Jest mi też bliższa, bo wiele artystek i artystów znam osobiście. Drugi powód jest trochę bardziej prozaiczny. Sztuka najnowsza jest bardziej dostępna, bo prace wciąż powstają i są jednak bardziej przystępne cenowo. Początki mojej kolekcji skupione były wokół abstrakcji biologicznej czy organicznej. Takich autorek i autorów jak: Irmina Staś, Paweł Matyszewski, Kamil Kukla czy Bartosz Radosz. Jednak, kiedy połączyliśmy z Martą nasze zbiory to kolekcja straciła konkretny rys tematyczny czy stylistyczny. Dlatego to, co posiadamy, bardziej można nazwać zbiorem, ale my lubimy mówić, że jest to kolekcja prac, które nam się podobają i uważamy za wartościowe.

Ale jest w tym element inwestycyjny?

Skłamałbym mówiąc, że tak nie jest. Kiedy kupujemy daną pracę zawsze patrzymy, jakie ma szanse wzrostu wartości z czasem. Chociaż póki co niewiele prac sprzedajemy - a jeśli już to robimy to po to, by kupić coś innego.

Jak ocenić potencjał wzrostu wartości dzieła? Wyjaśnijmy to komuś, kto chciałby zacząć przygodę z inwestowaniem w sztukę.

Przede wszystkim trzeba zdać sobie sprawę, że inwestowanie w sztukę to wieloletni i długofalowy proces. Myślę o perspektywie co najmniej dziesięciu lat, chociaż im ten czas jest dłuższy, tym potencjalne zyski są większe. Flipowanie na rynku sztuki jest oczywiście możliwe, ale powodzenie takich działań jest obarczone dużym ryzykiem. Coś, co wymaga podkreślenia, to motywacja zakupu. Moim zdaniem, jeśli ktoś myśli o tworzeniu kolekcji sztuki tylko jako o inwestycji pozbawionej emocji, związanej z całym procesem i przyjemnością otaczania się sztuką, to raczej powinien rozważyć inwestowanie w coś innego. Z praktycznych wskazówek: na pewno trzeba zwrócić uwagę na aktywność i rozpoznawalność danego artysty, a także to, czy jego sztuka się czymś wyróżnia.

To może być wyzwanie dla laika, który zna pobieżnie rynek czy historię sztuki …

Każdy na początku jest zupełnym laikiem i dotyczy to właściwie każdej dziedziny. Im więcej czasu poświęcamy na zgłębianie danego tematu, tym nasza wiedza staje się większa. To zupełnie naturalne.

A dla pana, jakie prace były przełomowym odkryciem?

Wiele było takich momentów, ale w takich chwilach zawsze przypomina mi się jeden z obrazów Julii Kowalskiej. Tak jak wspominałem, swego czasu zbierałem abstrakcję organiczną, a Julia właśnie takie prace tworzyła. Przyjechałem do niej do pracowni po wybrany wcześniej obraz, ale na miejscu zobaczyłem kilka prac z jej nowopowstającego cyklu, przygotowywanych na obronę dyplomu na warszawskiej Akademii Sztuk Pięknych. Jedna z prac przedstawiała twarz zakrytą dłońmi, których palce były nienaturalnie wydłużone. Sam obraz był zamglony, roztarty, niewyraźny i wydawało się, jakby emanowało z niego wewnętrzne światło. Ten gest zakrycia był tak wieloznaczny, dawał tak wiele możliwości interpretacyjnych, że na miejscu oszalałem na jego punkcie i wybrałem właśnie ten. Do dziś żałuję, że kupiłem wtedy tylko jeden obraz.

Jakie trendy wpływają obecnie na rynek sztuki?

W mojej ocenie zauważalne jest komponowanie obrazów w ciasnych kadrach, a jako narzędzie malarskie coraz częściej wykorzystuje się aerograf. Jest też aktualnie wyraźne zainteresowanie sztuką kobiet. To właśnie ich twórczości poświęconych jest obecnie wiele wystaw w instytucjach kulturalnych, a wiele kolekcjonerek i kolekcjonerów podkreśla, że swoje zakupy skupiają właśnie na sztuce tworzonej przez kobiety.

Jak jest rola domów aukcyjnych w kształtowaniu rynku sztuki w Polsce?

W Polsce ogólnie sytuacja jest nietypowa, ponieważ domy aukcyjne przyjmują do sprzedaży nie tylko prace z rynku wtórnego, ale także współpracują bezpośrednio z artystami. Wynika to z tego, że nasz rynek sztuki jest wciąż stosunkowo młody i niewielki. Jest za mało galerii, które mogłyby reprezentować jednak sporą grupę artystów, dlatego możliwość prezentacji swojej sztuki na aukcjach jest dla części z nich dobrym rozwiązaniem.

Jakie błędy najczęściej popełniają początkujący kolekcjonerzy i jak ich uniknąć?

Kupują za szybko. Zanim dokona się pierwszych zakupów, warto zrobić sprawdzić, w jakim kontekście pojawia się nazwisko danego artysty, czy ma jakieś nagrody, osiągnięcia, gdzie organizuje wystawy. Warto zorientować się czy jest aktywnym twórcą i nie oznacza to wcale czy publikuje wiele swoich prac w mediach społecznościowych. Na początku drogi trzeba też uważać na pułapkę polegającą na tym, że coś jest „ładne/nieładne” lub „podoba mi się/nie podoba mi się”. Inwestowanie w sztukę to mnóstwo niuansów, które zaczyna się rozumieć dopiero z biegiem czasu. Jednak każdy, kto będzie chciał zacząć swoją przygodę z kolekcjonerstwem, na pewno popełni błędy, dokona kilku zakupów, z których później nie będzie zadowolony. Z drugiej strony, nie pamiętam już czyje to były słowa, ale zapadły mi w pamięć, że najbardziej żałuje się tych obrazów, których się nie kupiło.

Czy początkujący kolekcjoner sztuki mógłby skorzystać z doradztwa profesjonalisty, który pomógłby mu bezpiecznej wejść w kolekcjonowanie inwestycyjne?

W dużych domach aukcyjnych pracują specjaliści, którzy znają się na rzeczy i na pewno warto wsłuchać się w ich opinie. Można też poszukać pomocy wśród niezależnych doradców sztuki, których na rynku jest coraz więcej. Jednak trzeba pamiętać, że ostateczne decyzje zawsze będziemy podejmować sami. Trzeba więc rozwijać swoją wiedzę poprzez czytanie i rozmowy, ale przede wszystkim oglądając sztukę - najlepiej na żywo.

 

Jakie inne źródła wiedzy o rynku sztuki można jeszcze polecić?

Jeżeli chodzi o aukcje, to na pewno warto być na bieżąco z portalami takimi jak onebid.pl lub artinfo.pl. Można tam oglądać aktualne oferty aukcyjne, a także sprawdzać wyniki licytacji na przestrzeni lat. Artinfo.pl co roku wydaje też specjalne raporty z podsumowaniami, które zawierają wiele cennych informacji.

Która praca z pana kolekcji jest panu najbliższa i dlaczego?

Nie jestem w stanie wskazać jednej.

To proszę wymienić kilka.

Lubimy prace Patryka Różyckiego, który w bardzo przejmujący i ekspresyjny sposób oddaje chwile z własnego życia. Bardzo odpowiada nam narracja Patryka Starucha, którego prace zdają się przypominać filmowe kadry. Mamy też kilka obrazów Wiktora Jackowskiego, jego sztuka często porusza tematy niełatwych i często nieprzyjemnych emocji. Wymieniać można długo.

Kolekcja powiększą się pod szyldem Tasak. Skąd ta nazwa i jakie prace obecnie w niej znajdziemy?

Sama geneza „kolekcji Tasak” jest dość zabawna, powstała podczas zabawy z córką klockami Lego. Wybudowaliśmy budynek – galerię sztuki, a na jej szyldzie pojawił się… tasak.

W kolekcji jest około 150 prac – zarówno obrazów, jak i prac na papierze: rysunków i grafik.

W jakie nazwiska warto obecnie inwestować?

To jest zbyt szeroko postawione pytanie, nie chciałbym na nie odpowiadać w tak bezpośredni sposób. Mogę natomiast wymieć część artystek i artystów, których prace sami posiadamy: Agaty Kus, Katarzyny Karpowicz, Jędrzeja Bieńko, Tomasza Kręcickiego, Cyryla Polaczka, Łukasza Patelczyka, Adama Bakalarza, Emila Buckiego, Mateusza Szczypińskiego, Jerzego Baranowskiego, Bartka Otockiego, Heleny Minginowicz i wielu innych.

Czy rynek sztuki może się nadmiernie skomercjalizować? Chodzi mi o taką sytuację, kiedy świetny artysta nagle zamienia swoją pracę twórczą w produkcję.

Trudno powiedzieć. Dobrym przykładem jest Edward Dwurnik. Niezwykle płodny artysta, który w ostatnich latach życia wręcz „produkował” obrazy. Osiągnął ogromny sukces komercyjny, ale w moim odczuciu nie wpłynęło to na postrzeganie całości jego twórczości.

Co by pan powiedział osobie, która chciałaby zacząć swoją przygodę z kolekcjonowaniem?

Najważniejsze, żeby prace, które chcemy kupić nam się zwyczajnie podobały. Trzeba jednak pamiętać o tej pułapce, o której mówiłem wcześniej – to „podobanie się” może się z czasem zmieniać. Nasz gust będzie zwyczajnie ewoluować, wyostrzać się. W każdym razie w moim odczuciu sztuka i otaczanie się nią jest wartością samą w sobie. Wszelkie nadwyżki związane z ulokowaniem środków w dziele sztuki powinny być miłym dodatkiem, a nie celem samym w sobie.

Dilan Abdulla
(ur. 1987)

Marszand i kolekcjoner sztuki. Absolwent Historii Sztuki na Uniwersytecie Gdańskim. Podczas studiów praktykował w gdańskich galeriach sztuki oraz pracował w dziale edukacji Muzeum Narodowego w Gdańsku. Po studiach założył własną internetową galerię sztuki Disegno, a następnie podjął pracę w Sopockim Dom Aukcyjnym, gdzie pracuje do dziś. Zorganizował i współorganizował ponad 150. aukcji sztuki. Specjalizuje się w malarstwie najnowszym.