Eksperci wybrali
Za marzeniem poszły
działania: miejsca na których mogłaby stanąć nowa opera poddano szczegółowym analizom. Na wniosek
komitetu zajął się nimi Zespół Doradców Gospodarczych przy Rektorze Politechniki Gdańskiej. Jest to
ciało złożone z lokalnych firm, samorządowców, ekspertów i naukowców.
Grupa
wzięła na tapet kilka lokalizacji. Pierwszą był sugerowany przez spółkę Stocznia Cesarska
Development (właściciel rozległych gruntów na terenach Młodego Miasta) teren wraz z posadowionymi na
nim postoczniowymi halami produkcyjnymi. Kolejne działki wskazało Biuro Rozwoju Gdańska. Obejmowały
trzy lokalizacje na terenach, które także są własnością Stoczni Cesarskiej Development: przy Drodze
do Wolności, Basenie Cesarskim i Mlecznym Piotrze. Ostatnią był należący do miasta plac Zebrań
Ludowych.
Efekt? Eksperci jednogłośnie zarekomendowali plac Zebrań Ludowych jako
najlepsze miejsce pod realizację inwestycji. W lipcu Mieczysław Struk, marszałek województwa
pomorskiego oraz Aleksandra Dulkiewicz, prezydentka Gdańska podpisali list intencyjny w sprawie
budowy nowej opery. Zadecydować miała m.in. wielkość działki, dobre skomunikowanie, bliskość
śródmieścia i możliwość budowy w tym miejscu centrum kultury o wielu funkcjach. Teren o powierzchni
27 tys. mkw. ma dać możliwość realizacji nie tylko głównej sali operowej, ale także widowni
plenerowej na ponad… 12 tys. osób.
- Rekomendację wskazującą plac Zebrań Ludowych
jako lokalizację nowej siedziby Opery Bałtyckiej przyjąłem z bólem serca – przyznaje Zbigniew
Canowiecki, przewodniczący Społecznego Komitetu Wsparcia Budowy Opery Bałtyckiej. – Przez
kilkanaście lat promowaliśmy wizję gmachu nad wodą, na terenach postoczniowych.
Przypomina,
że już w 2015 roku komitet wskazał tereny na Młodym Mieście, w rejonie Drogi do Wolności, jako
najlepsze miejsce dla opery. Blisko wody, z możliwością adaptacji historycznych obiektów – co dawało
szansę na obiekt wyjątkowy, wpisany w industrialną tożsamość Gdańska. Niestety, zmiana właściciela
terenu, pandemia i brak przychylności władz centralnych sprawiły, że ten wizjonerski projekt musiał
zostać porzucony.
Czy wskazanie lokalizacji na placu Zebrań Ludowych i podpisanie
listu intencyjnego zamyka całkowicie dyskusję o nowej siedzibie?
- Można
powiedzieć, że mamy dziś 99-procentową pewność co do placu Zebrań Ludowych – przyznaje Beata
Jaworowska, zastępczyni dyrektora Departamentu Kultury w Urzędzie Marszałkowskim w Gdańsku. -
Potencjalnym nowym lokalizacjom przyglądano się od dawna, a ostatnie analizy uwzględniły kwestie
własności, dostępności i przeszkód, które mogą się pojawić.
Woda
kusi, ziemia hamuje
Na terenie Stoczni Cesarskiej przeszkodą było
to, że obszar ten wpisany jest do rejestru zabytków. Ale nie tylko.
- Budowanie
dużych obiektów użyteczności publicznej, jak opera, nad wodą sprawdziło się w wielu przypadkach –
podkreśla prof. Jakub Szczepański, dziekan Wydziału Architektury Politechniki Gdańskiej. – Wiemy,
jak wygląda filharmonia w Hamburgu czy opera w Sydney. To naturalne miejsce dla obiektów, które
potrzebują oddechu i są wyraźnie wyeksponowane. Lokalizacja nad wodą jest wspaniała, tylko że
w mojej ocenie w tym przypadku, m.in. ze względu na wymagania wielkość działki, była absolutnie
nierealna.
Prof. Piotr Lorens Architekt Miasta Gdańska również uważa, że uważa,
że lokalizacja nad wodą byłaby niezwykle ciekawa.
- Tyle że ani miasto, ani
województwo nie dysponuje działkami publicznymi odpowiednimi do ulokowania takiego obiektu nad wodą.
Po drugie, znaczącymi przeszkodami są zarówno wysoki poziom wód gruntowych, jak i kwestie
konserwatorskie. Pamiętajmy też, że opera potrzebuje dobrego dojazdu - zarówno transportem
indywidualnym, jak i zbiorowym. A układ transportowy na Młodym Mieście - nawet w swojej docelowej
postaci - raczej nie będzie przewidywać możliwości obsługi takiej skali ruchu.
Prof.
Lorens luźno szacuje, że w przypadku budowy opery na Młodym Mieście koszty mogłyby wzrosnąć nawet
trzykrotnie. Postoczniowe działki leżą na terenach zalewowych. Problemem są wody gruntowe. Zasadne
są obawy, że inwestycja w tym miejscu zwiększyłaby koszty.
Zresztą budowa na
podmokłym terenie przysparzała już w Gdańsku kłopotów. Przykładem jest Muzeum II Wojny Światowej.
Wystawa znajduje się pod ziemią, konieczna była więc warta 95 mln zł budowa betonowej „wanny”. Pełni
rolę szczelnej bariery, która uniemożliwia napływ wód do wykopu.
Ale prof. Lorens
ma też inne obawy.
- Na pewno warto pomyśleć o lokalizacji nad wodą jakiegoś
obiektu publicznego. Czy akurat opery? Mam wątpliwości. To dość specyficzny obiekt, który nie
funkcjonuje w ciągu dnia, a głównie wieczorami. Ta lokalizacja przysparza także więcej kłopotów
z przygotowaniem, realizacją i funkcjonowaniem tego obiektu – mówi prof. Lorens.