Joanna Małek-Baranowska
Moja rebelia w świecie beauty
Joanna Małek-Baranowska
Moja rebelia w świecie beauty
Skórę traktuje jak wewnętrzne lustro i drogowskaz do zdrowia całego organizmu. Joanna Małek-Baranowska patrzy na branżę beauty inaczej: mniej interesuje ją pogoń za ideałem, bardziej to, co skóra mówi o kondycji całego organizmu. U podstaw stworzonego przez nią gabinetu SKINLAB Gdańsk stoi edukacja, wnikliwa diagnostyka i odrzucenie powierzchowności na rzecz prawdziwej samoakceptacji. Bo zrozumienie potrzeb własnego ciała to pierwszy krok do zdrowej skóry i długotrwałego dbania o siebie.
SKINLAB od początku miał wykraczać poza klasyczne podejście do pielęgnacji skóry. Skąd wziął się pomysł na stworzenie miejsca, które patrzy na nią w kontekście całego organizmu?
Gdy wpadłam na ten pomysł 10 lat temu, najpierw zrobiłam research w poszukiwaniu gabinetów o podobnym profilu, jednak żadnego nie znalazłam. Z wykształcenia jestem kosmetologiem oraz promotorem zdrowia i socjoterapeutką, więc holistyczne podejście wpisane jest w moje DNA. Organizm ludzki to moja pasja, tak żyję. Od podstawówki interesowała mnie biologia i fizyka - zadawałam mnóstwo pytań odnośnie organizmu.
Kosmetologia była więc naturalnym wyborem?
A jednak zdarzyła się przez przypadek, bo początkowo chciałam być prawnikiem, żeby bronić uciemiężonych (śmiech). Kosmetologię, która wtedy jeszcze raczkowała, zasugerował mi najwspanialszy ojciec, który mnie wychował, Andrzej - mąż mojej mamy. On po prostu wiedział, że z moją pasją, dociekliwością i wrażliwością w taki sposób przyczynię się do pomagania innym. Czas pokazał, że miał rację. W SKINLAB połączyłam całą wiedzę, którą posiadam i którą wciąż rozwijam. Chciałam zmienić postrzeganie rynku beauty na rzecz świadomości, że skóra to przede wszystkim żywy organ.
Na ile skóra rzeczywiście zdradza to, co dzieje się wewnątrz organizmu?
Skóra to nasz największy narząd i odzwierciedlenie wszystkiego, co dzieje się w organizmie. Do tego dochodzi epigenetyka, czyli to, jak wpływa na nas styl życia – odżywianie, sen, stres czy codzienna pielęgnacja. Podstawą jest szczegółowy wywiad zdrowotny, a w razie potrzeby kierujemy pacjentów do specjalistów. Zamiast zmieniać wygląd za wszelką cenę, uczymy akceptacji i dbania o zdrowie poprzez skórę. Tłumaczymy, jak działa organizm, dopasowując jednocześnie terapię do danego pacjenta, a kosmetyki – do jego budżetu. Jesteśmy jak osobiste trenerki skóry: najpierw rozwiązujemy problem, potem stymulujemy, a na końcu stawiamy na profilaktykę. W gabinecie mamy przypadki skór bardzo problematycznych o szerokim spektrum, w różnym wieku, od nastolatków po cery dojrzałe, ale i pacjentów, którzy świadomie chcą dbać o kondycję swojej cery, tak, żeby jak najdłużej była silna i zdrowa.
Jakie pytania padają podczas pierwszej wizyty?
Przede wszystkim o styl i środowisko życia, stres, choroby, sposób pracy, przyjmowane leki, codzienną pielęgnację, problemy z hormonami etc. Każde pytanie rodzi kolejne i ostatecznie wyznacza kierunek działania. Równocześnie prosimy o przyniesienie na wizytę zdjęć kosmetyków. Nie chodzi tu o dużą rewolucję, a przede wszystkim o wyeliminowanie szkodliwych produktów.
…i praktyk, bo temu chyba służy pani książka „Holistyka czy Biohacking? Zrozumieć nasz organizm. Część I. Skóra”?
Zależało mi na pokazaniu mojego sposobu myślenia. Do pisania zachęciły mnie moje obserwatorki i studentki, które „domagały się” wręcz książki. Pisanie jej to był piękny, dwuletni czas, gdy wstawałam o piątej rano, żeby zdążyć przed pracą. Dzisiaj ludzie czerpią wiedzę głównie z internetu, a ja chciałam dać im fakty. Organizm ludzki nie jest jednoznaczny i to, co zadziała u jednej osoby, nie sprawdzi się u drugiej. Retinol czy witamina C są świetne, ale nie dla każdego. Witamina B na skołatane nerwy to miecz obusieczny, który nieumiejętnie stosowany może wyrządzić szkody. Napisałam tę książkę, żeby to wytłumaczyć i pomóc czytelnikowi samemu odkryć, co jest dobre konkretnie dla niego.
W tytule zestawia pani holistykę z biohackingiem. Czy rzeczywiście są to dwa różne podejścia, czy raczej dwie nazwy dla podobnego sposobu myślenia o organizmie?
Biohacking to w gruncie rzeczy odpowiadanie na potrzeby organizmu – próba jego „zhakowania”, czyli po prostu mądra holistyka. Dochodzi do tego epigenetyka i wiedza o tym, jak styl życia wpływa na nasze komórki i to, co możemy zrobić sami, czyli dbałość o sen, dietę czy redukcję stresu. Jesteśmy materią i fizyką – dlatego nawet spacer w lesie czy nad morzem pomaga nam neutralizować nagromadzone napięcie. Nasz organizm wykonuje dla nas na co dzień ogromną pracę, a my rzadko odwdzięczamy mu się choćby chwilą zatrzymania.
Czy branża beauty sama nie dokłada się do problemu, narzucając nam kolejne standardy tego, jak powinniśmy wyglądać?
Widzę ten problem na co dzień. W książce piszę wprost o bzdurach na temat wyglądu, które wmawia się nam od dziecka, ucząc oceniania ludzi w kilka sekund. Jestem temu całkowicie przeciwna. Można powiedzieć, że jestem buntowniczką, a ta książka i gabinet SKINLAB to moja osobista rebelia. Zależy mi na tym, abyśmy nauczyli się patrzeć na siebie i innych przez pryzmat głębszych wartości, a nie tylko powierzchownej estetyki, żebyśmy zrozumieli, że skóra jest narządem, o którego kondycję i zdrowie należy dbać jak o każdy inny narząd. Nasze zdrowie, w tym zdrowie psychiczne i zdrowie naszej skóry odzwierciedla się w naszym wyglądzie. Chciałabym, żeby więcej ludzi było wobec siebie życzliwymi, czuli się dobrze ze sobą bez rywalizacji i porównań.
Ta „osobista rebelia” na jednej książce się jednak nie kończy. Co chce pani rozwinąć w kolejnej części?
Wiem, że kiedyś przyjdzie czas na część drugą. Kiedy? Tego jeszcze nie wiem. Na razie jednak cieszę się odbiorem pierwszej książki. Nie lubię nakładać na siebie presji – cenię w życiu komfort, a samo pisanie było dla mnie przełamaniem własnych barier i naprawdę wspaniałym doświadczeniem.
Wydaje się pani tym zaskoczona?
Pisząc książkę, skupiałam się na szczegółach i dopracowaniu efektu końcowego. Nie myślałam o tym, że w pewnym momencie trzeba będzie wyjść do ludzi i zacząć o niej rozmawiać – ten pierwszy krok był dla mnie naprawdę trudny. Dziś, mając tę pełną świadomość, mówię o książce zupełnie inaczej niż rok temu – z nowym przesłaniem i jeszcze większą potrzebą dzielenia się wiedzą. Zależy mi na pomaganiu ludziom w każdym wieku, od nastolatków po seniorów. W dzisiejszych czasach starzejemy się inaczej, mamy dostęp do wiedzy i medycyny, zaczynamy żyć naprawdę świadomie. I to jest wspaniałe.



