Lidia Popiel

Historia pewnej znajomości

Włosy:  Stanislav Sirchenko
MUA:  Kseyonce
Stylizacja:  Katia Oleś

Mike Dmytriv

Czasem najlepsze historie rodzą się z impulsu lub z jednej w porę uchwyconej myśli, która trafia pod właściwy adres. Moja znajomość z Lidią Popiel rozpoczęła się w sposób daleki od konwencjonalnego. Napisałam do niej na Instagramie. Ku mojemu zdziwieniu odpowiedź przyszła szybciej niż się spodziewałam, a wraz z nią propozycja: „Napijmy się kawy w Warszawie”. Niewiele myśląc kupiłam bilet i pojechałam do Warszawy. Kawa przerodziła się w długi spacer ulicami stolicy i serdeczną rozmowę. Lidia to kobieta-zjawisko, która oczarowuje swoją naturalnością. Jest uosobieniem stylu, który polega nie na zatrzymywaniu czasu, lecz na pokazywaniu, jak pięknie można zmieniać się wraz z nim, ciągle pozostając sobą.

Masz szczęście do ludzi?

Myślę, że mam, bo trudno powiedzieć, że robię jakąś drobiazgową selekcję. Pojawiają się różni ludzie, jedni są interesujący, a inni nie. To właśnie ludzie tworzą energię, siłę napędową w życiu i warto z tej energii korzystać.

Przed naszym pierwszym spotkaniem, przeczytałam, że starasz się brać to, co ci życie przynosi, bez walki, szarpania się.

I w sumie tak jest. Wiadomo, że warto o coś zawalczyć czasami i wysilić się, ale bezustannie walczyć ze swoim życiem, czy ciągle się spinać…To bardzo wyczerpujące. Na pewno w trudnych sytuacjach należy zatrzymać na chwilę, żeby ocenić sytuację i nabrać dystansu. I wybrać drogę, która nie zaszkodzi innym.

Miałaś taki moment, kiedy działałaś wbrew sobie?

Nawet nie tyle działałam wbrew sobie, ale raczej reagowałam, bardziej emocjonalnie i wszystko mocno przeżywałam. Zwłaszcza jak byłam dużo młodsza. Teraz działam inaczej, na pewno spokojniej z dystansem.

To ta słynna mądrość, której nabywamy wraz z wiekiem?

Myślę, że im szybciej się tego nauczymy, tym lepiej (śmiech)

Zastanawiasz się nad tym jak Cię ludzie odbierają? Modelka, fotografka, czy może żona znanego aktora?

Wiesz, nie zastanawiam się nad tym, jak mnie ludzie odbierają. Po prostu robię to, na co mam ochotę. Fotografia, zajęcia w szkole, modeling, to moja praca, tak się wydarzyło w moim życiu. Oczywiście, miło jest zobaczyć łaskawe spojrzenie i jakiś rodzaj akceptacji. Nie liczę też na to, że wszystkim będę się podobać. Na pewno silver modeling, w którym funkcjonuję już od ponad  4 lat daje mi możliwość poznawania świata, nowych osób i oczywiście dochód, co jest swoistą akceptacją. Moje ostatnie działania jako dyrektorka artystyczna wydarzeń AmberExpo też dały mi spory wiatr w plecy.

Mike Dmytriv

Wydaje mi się, że jest moda na dojrzałość. Top modelki takie jak Linda Evangelista, Naomi Campbell przeżywają come back. W Polsce wraz z Bogną Sworowską jesteście ostatnio bardzo widoczne – dla nas, dojrzałych kobiet, to bardzo dobra wiadomość.

To trend, który czasami pnie się w górę, a czasami pikuje w dół, ale mam nadzieję, że już nie zniknie, bo jest to mocne wsparcie dla kobiet, które przechodzą przemianę, żegnają się z młodością, nierzadko balansując pomiędzy próbą jej zatrzymania, a starzejącym się ciałem. I borykają się z tym, żeby…

…tę zmianę zaakceptować?

Nie wiem, jak jest tak naprawdę z tą akceptacją, bo trudno to zaakceptować. Akceptacja i pogodzenie się – ale ja nie lubię tych słów!

Ja też nie.

Jeśli wiemy, że czas płynie, że wszystko przemija, że wszystko obraca się w proch, nie ma co tego wypierać. To byłoby zwyczajnie głupie. Ale... ważne jest to, żeby tę część swojego życia spędzić w dobry, pozytywny sposób. Żeby korzystać z życia, z jego piękna, a nie ciągle się wstydzić i bać. Mieć prawo do dokonywania swoich wyborów. I nie odsuwać się w cień, pozwalać, aby inni decydowali za nas. Tak jest, prawda?

Myślę, że my Polki jesteśmy waleczne, nie dajemy się spychać na margines.

No tak, ale zobacz, jak to jest. Nie dajemy się spychać na margines, mówimy sobie, że na to zasługuję, ale musimy ciągle o to walczyć. Mam na myśli prawo do swojego własnego życia. Do decydowania o tym, jak chcemy, żeby ono wyglądało. I to zaczynając od takich podstawowych rzeczy, jak to, że kiedy kończysz dajmy na to 40-50 lat, to trzeba obciąć włosy. Bo nie wypada mieć długich siwych włosów. Litości!

Mike Dmytriv

Masz rację. Mało się o tym mówi.

I zobacz, jak jest. Jeśli kobieta podporządkowuje się, znika, bo już jest wiekowa, to ma się do niej pretensje, że nic nie robi, że nie dba o siebie, że się wycofała. A jak chce zmienić coś w swoim życiu i zmienia na przykład styl ubierania się, zaczyna wychodzić do ludzi, to wtedy słyszy, że zwariowała i ma problemy hormonalne…

Czyli nie ma dla nas kobiet przyzwolenia na bycie sobą.

Tak jest i w dodatku musimy czekać na pozwolenie… Może wtedy warto powiedzieć – „Zamknij się i siedź cicho, i daj mi żyć tak, jak chcę.”

No właśnie, kto nam to robi? Kobiety, społeczeństwo, religia?

Wbito nam do głowy, że kobiety stają przeciwko innym kobietom, a to nieprawda, bo one nie krzywdzą się zazwyczaj. Często bardzo sobie pomagają, a jeśli trafia się jakaś sytuacja konfliktowa albo rywalizują, to jest to oceniane negatywnie, inaczej niż mężczyźni.

A propos kobiet, jak udało Ci się stworzyć fajną, przyjacielską relację z córką?

Po prostu każda z nas żyje swoim życiem, ale mamy swój wspólny kawałek i to jest uszczęśliwiające.

A te wspólne kawałki to?

Pójdziemy na obiad, wymienimy się ciuchami i książkami, pójdziemy do kina i na wystawę - po prostu zwykłe życie. Jesteśmy dla siebie wsparciem w trudnych chwilach. Akceptujemy siebie.

"Jeśli kobieta podporządkowuje się, znika, bo już jest wiekowa, to ma się do niej pretensje, że nic nie robi, że nie dba o siebie, że się wycofała. A jak chce zmienić coś w swoim życiu i zmienia na przykład styl ubierania się, zaczyna wychodzić do ludzi, to wtedy słyszy, że zwariowała i ma problemy hormonalne… Może wtedy warto powiedzieć – „Zamknij się i siedź cicho, i daj mi żyć tak, jak chcę.”

Macie wspólne sesje zdjęciowe?

Nie występujemy razem ani nie mamy takich wspólnych działań zawodowych, o których chcemy publicznie opowiadać. A o prywatnym życiu opowiadać absolutnie nie chcemy.

Odnośnie prywatności – trudno ją chronić będąc w samym środku zainteresowania mediów?

Prywatność jest fajna – nie chcę i nie lubię jej sprzedawać. Warto mieć swoje tajemnice, swoje skarby.

Czy odczuliście z mężem, że jesteście pod presją, aby mówić o sobie?

Bogusław jako aktor, skupiał uwagę ludzi od bardzo dawna. Odkąd pojawił się w filmach i stał się bardzo rozpoznawalny. Prawdziwe emocje widzów sprawiają, że osoby publiczne stają się pewnego rodzaju znajomymi, rodziną. Nasze życie prywatne wzbudza ciekawość, ale zazwyczaj twardo bronimy naszej twierdzy. Czasami odpuszczamy – nawet wtedy, gdy pojawiają się fałszywe informacje – nie chcemy mieszać się w te dyskusje. Mój mąż zazwyczaj okazuje ogromny szacunek i przyjaźń swoim fanom.

No tak, ale w dzisiejszych czasach jak media nie piszą o aktorach, to oni – nie oszukujmy się - znikają. Myślę, że zwłaszcza dla aktorów – funkcjonowanie w mainstreamie jest istotne.

Nie pracujemy po to, żeby być w mediach. To przydatne narzędzia, ale celem nie jest pojawianie się w mediach społecznościowych, tylko robienie czegoś konkretnego. Pracą Bogusława jest aktorstwo i reżyseria, również wykłady w szkole filmowej – to go głównie zajmuje, a to, co o nas piszą, powinno być wypadkową tego, co robimy zawodowo. Reszta – to didaskalia.

I właśnie stąd moje pytanie, że żyjecie otoczeni – nazwijmy to wprost – ciekawskimi ludźmi, nie było w Tobie takiej rezerwy, żeby się otworzyć na mnie – obcego człowieka, znikąd.

Aleksandro, w moim życiu pojawiają się niemal codziennie nowi ludzie, Jeżdżę to tu, to tam i nieustannie kogoś nowego poznaję (śmiech). I czasami spotyka się kogoś tak wyjątkowego…

Mike Dmytriv

I ciągle jesteś pod ostrzałem. (śmiech)

Tak, bo ludzie kochają tych swoich idoli i trzeba ich zrozumieć, że tak reagują.

No tak, ja też się cieszę, że Ciebie poznałam i dziękuję, że mi odpisałaś.

To nie jest tak, że z każdą osobą rozmawiam, ale jest kilka, które odezwały się i po prostu złapaliśmy wspólny język, pojawiła się dobra energia. To bardzo dobre wytłumaczenie. (śmiech)

To, co mnie w tobie, Lidio, urzekło, to otwartość i ciekawość ludzi, pomimo wielu lat życia w świecie celebrytów, w którym umówmy się – dużo rzeczy jest bardzo powierzchownych. Jest czas dla ludzi, od których można się wiele nauczyć i zdarzenia, którym nie warto poświęcać zbyt wiele.

Czyli zachowujesz zdrowy balans?

Gdy czuję tylko, że jestem zmęczona, potrzebuję regeneracji, odpoczynku, to tnę grafik.

Jesteś w stanie zrobić to „ciach” przy pełnym grafiku i wiecznie na walizkach?

Jestem. Wiesz, czasami pomaga nawet takie pięć minut: gdzieś wychodzisz, popatrzysz sobie na wodę albo na las. Łapiesz tę uważność na „tu i teraz”. To pomaga.

Pięć minut?

Tak. Wcale nie trzeba mieć tygodnia, żeby odpocząć.

Mike Dmytriv

Zmieniając temat jako rodowita Warszawianka – wyobrażasz sobie mieszkać daleko od stolicy?

Fajnie jest mieć dom. Takie miejsce, do którego wracasz, masz tam parę swoich gratów i nie musi być to nic nadzwyczajnego. Po prostu Twoje miejsce. Cudownie jest podróżować, wyjechać gdzieś na bardzo długo, robić różne rzeczy, ale później dobrze wraca się do domu, tak się ułożyło akurat, że to jest miejsce pod Warszawą, ale przypuszczam, że mogłoby być gdzie indziej, nie wiem, czy za granicą, bo jednak niuanse kulturowe i językowe są niezwykle istotne w codziennym funkcjonowaniu.

W podróżach się regenerujesz?

Tak. Bardzo. Nawet, jeśli jest to związane z wymagającą pracą, to wyjazd sprawia, że nabieram nowej energii. Do zaplanowanej pracy włączam niezaplanowane parę dni i jakoś się spontanicznie toczą, co sprawia mi radość.

Takie drobne przyjemności?

Tak, w podróży odkrywanie nowych miejsc, a w domu na przykład parzenie kawy. Zadbanie o rośliny. Normalne rzeczy, o których nawet się nie myśli jako o wyjątkowych przyjemnościach. To jest ten balans, który pozwala Ci mieć energię dla wszystkich dookoła, na swoją pracę, na podróże, na życie po prostu.

A co Cię inspiruje?

Wiele rzeczy. Podróże, drugi człowiek i jego twórczość, jakaś sytuacja… Warto doceniać naturę, miejsca - nawet te najzwyklejsze mogą wzbudzić zainteresowanie… Dużo rzeczy może cieszyć. I kiedy się zauważa te rzeczy, które cię cieszą, to jest od razu jakoś tak inaczej, lepiej. Cenię sobie uważność na detale.

To cecha wybitnych fotografów.

Tak, fotografowie, fotografki ćwiczą uważność.

Mike Dmytriv

Co przywozisz z podróży?

Kiedyś często coś zwoziłam, ale odkąd przywiozłam z Meksyku świecznik gliniany, który zobaczyłam następnego dnia w sklepie budowlanym, to powiedziałam: nie dziękuję (śmiech). Ale będąc ostatnio w Oregonie nad oceanem, podziwiałam przepiękne wybrzeże, bardzo mi się spodobało i po prostu wzięłam dwa kawałki drewna, takiego wymytego przez wodę, pięknego. Bardzo lubię drewno.

Co byś powiedziała Lidii sprzed  20/30 lat?

To dobrze znana prawda – że nie doceniałam siebie, tej młodszej Lidii. Tak już jest, że dopiero po jakimś czasie mówimy: „jakie to było fajne, a ja tak narzekałam”, albo coś było takiego wspaniałego, czego kompletnie nie doceniałam. Im wcześniej zaczniemy doceniać, tym lepiej. Im wcześniej zaczniemy też dbać o to, co jemy, jak spędzamy czas i z kim się spotykamy, tym lepiej. To jest zdecydowanie priorytetowa sprawa, aby nie tracić czasu, tracić zdrowia na walki ze swoim ciałem, złe odżywianie się, brak ruchu. Nie warto naprawdę poświęcać czasu rzeczom, które nas nie uczą, nie wzbogacają. Ale też nie można obwiniać się o swoje błędy. Są częścią naszej historii.

Czyli mieć swój własny ogląd świata i tego się trzymać?

Walczyć o swój dystans i prawo do oceny sytuacji. Walczyć i uczyć się. Oceny wydarzeń i kto lub co ma na mnie wpływ. Czy jest to coś, co oglądałam w telewizji, czy coś, co czytałam, czy przeglądałam w Internecie, co kształtuje moje opinie.

Mike Dmytriv

Co robisz by być w harmonii ze sobą i swoim ciałem?

Sposób odżywiania jest bardzo istotny, ale jak każdy, popełniam błędy, nie jestem idealna i nie będę. To, co po latach naprawdę doceniam, to nawyki, które nabyłam w dzieciństwie. Dużo czasu w wakacje spędzałam na wsi, gdzie było bardzo dobre powietrze i zdrowe jedzenie. Tam zbierałam lipę na herbatki ziołowe, był sad z owocami, ogród warzywny. Warto wsłuchiwać się w siebie, słuchać tego, co się dzieje w środku. Uspokoić się. Organizm często sam mówi, co jest dobre, a co nie. Jak się kończy pięćdziesiątkę, zmienia się metabolizm. Warto wziąć to pod uwagę i odpuścić sobie parę rzeczy. Co jest celem? Dobre samopoczucie i zdrowie. Naprawdę. To jest nie do zastąpienia.

A co myślisz o medycznym poprawieniu urody?

Nie przepadam za bólem i zadręczaniem swojego ciała. Ale to jest tylko i wyłącznie moje zdanie. Nie będę narażała swojego ciała na to, żeby cierpiało. A poprawianie urody wiąże się z cierpieniem zwykle, więc wolę nieinwazyjne zabiegi. Fajne chwile, dużo świeżego powietrza, dobre kremy, preparaty. I tylko przyjemne zabiegi. (śmiech)

To poproszę o listę tych zabiegów i preparatów (śmiech). Dużo dziś mówiłyśmy o wolności, o tym, żeby mieć do niej prawo.

Dokładnie, nie prosić o przyzwolenie, tylko ją sobie dawać, zaryzykować i być odważnym.

I tak same sobie ją dajemy?

Dużo zależy od rodziny i ludzi, którymi się otaczamy, dobrze, żeby akceptowali nasze wybory i nie utrudniali, bo jednak zależy nam na ich zdaniu. I jeżeli w wieku 70 lat stwierdzę, że będę nosiła minispódnicę, to chcę usłyszeć: „aha nosisz, twój wybór” bez niepotrzebnej krytyki.

Albo powiedzieli: „O jaka fajna krata na tej spódniczce.”

To jest dopuszczalne (śmiech), bo brak reakcji, zainteresowania, byłby totalnie obezwładniający. Choć teraz już wiem, że można porozmawiać o tym.

Lidia Popiel

fotografka, modelka, wykładowczyni w Warszawskiej Szkole Filmowej, ambasadorka marki Sony. Prywatnie mama Aleksandry Lindy, żona aktora Bogusława Lindy.