Odczarować łysienie. O arkanach trychologii
Jakub Plebanowicz, trycholog w Klinice Medissima
Łysienie dotyka coraz młodszych, stając się źródłem kompleksów. Eksperci z Kliniki Medissima przekonują, że ten proces można zatrzymać – od terapii po przeszczep, medycyna pozwala cofnąć czas.
Dziś z utratą włosów mierzą się nastolatkowie. To efekt stresu, braku snu i złej diety. Mężczyźni często uznają problem za genetyczny wyrok po ojcu. Dla kobiet to wciąż wstydliwy temat, niszczący samoocenę. Tymczasem współczesna trychologia potrafi przywrócić gęstość włosów i odbudować utracone obszary.
- Każdemu da się w jakimś stopniu pomóc, kluczowa jest diagnoza konkretnego problemu. Przede wszystkim nie warto zwlekać. Do trychologa można zgłosić się już przy pierwszych niepokojących sygnałach jak rzednięcie włosów. Na tym etapie wypadanie można zatrzymać i uniknąć przeszczepu, który jest ostatecznością – mówi Jakub Plebanowicz, trycholog w Klinice Medissima.
Kompleksowe podejście
Podstawą jest wywiad i badanie trychoskopowe. Konsultacja pozwala poznać nawyki pacjenta i określić typ łysienia oraz zdiagnozować problemy skóry głowy jak łuszczyca. W Medissima trycholog współpracuje z lekarzami innych specjalności, a klinika dysponuje własną poradnią metaboliczną. Wszystko po to, by dotrzeć do przyczyn problemu – włosy bywają manifestacją wielu chorób. Pacjent otrzymuje spersonalizowany plan: od pielęgnacji, przez farmakologię, po zabiegi. Proces wymaga czasu i zaangażowania.
- Łysienie nie pojawia się z dnia na dzień i jego odwrócenie wymaga cierpliwości. Sama farmakoterapia zaczyna przynosić efekty po około trzech miesiącach. Kluczowe jest ścisłe stosowanie się do zaleceń – tłumaczy Jakub Plebanowicz.
Kluczowy czas
Kobiety zazwyczaj szybciej szukają pomocy. Mężczyźni nie tyle bagatelizują problem, ile dłużej zwlekają. Pierwsze sygnały ostrzegawcze to zakola, przerzedzenia na koronie głowy czy spadek gęstości. Im szybsza reakcja, tym większa szansa na pełną regenerację.
- Dziesięć lat od momentu, gdy włosy zaczęły wypadać, to granica, po której trudniej o powrót do dawnej gęstości. Jeśli jednak pacjent trafi do nas na początku procesu , jesteśmy w stanie zatrzymać go i cofnąć miniaturyzację mieszków włosowych. Po latach ulegają one nieodwracalnej degradacji i jedynym rozwiązaniem pozostaje przeszczep – wyjaśnia Jakub Plebanowicz.
Szczerość zamiast obietnic
Przeszczep potrafi odmienić wygląd, jednak nie każdy się do niego kwalifikuje. Ograniczeniem bywają aktywne choroby skóry (np. łuszczyca czy łysienie bliznowaciejące), nowotwory oraz zaburzenia krzepnięcia krwi. Kluczowy jest też odpowiedni obszar dawczy – zazwyczaj potylica – oraz ocena realnych szans w zderzeniu z oczekiwaniami pacjenta.
- Jeśli łysienie jest zaawansowane, fizycznie nie da się wrócić do dawnej gęstości. Nierealistyczne oczekiwania są dla lekarza przeciwwskazaniem do zabiegu, bo prowadzą do rozczarowania – tłumaczy Jakub Plebanowicz. - Liczy się też jakość materiału. Włosy można wprawdzie pobrać z innych części ciała niż potylica, ale nie u każdego mają one odpowiednią strukturę.
Długofalowy efekt
Wbrew obawom, dojrzały wiek bywa atutem. U osób po trzydziestce łysienie jest zazwyczaj ustabilizowane – lekarz wie, które włosy wypadły, a które zostaną. U 20-latków sytuacja wciąż jest dynamiczna. Dlatego w młodym wieku zabieg to ostateczność – zbyt wczesny przeszczep niesie ryzyko, że naturalne włosy wokół przeszczepionego miejsca wypadną. U młodszych pacjentów cel jest jasny: cofnąć miniaturyzację mieszków terapią skrojoną na miarę.
- W dobrym gabinecie robi się wszystko, aby pacjent uniknął operacji. Często trafiają do mnie osoby zdecydowane na przeszczep, u których po włączeniu farmakologii i zabiegów stymulujących udaje się uzyskać tak dobrą poprawę, że zabieg staje się zbędny – podkreśla Jakub Plebanowicz.
Gdy jednak do niego dojdzie, okazuje się, że rezultaty sięgają głębiej niż sama estetyka. Pozwalają pożegnać wieloletnie kompleksy, ukrywanie głowy pod czapką czy uciążliwe czesanie „na zakładkę”.
- Widok pacjentów, którzy po latach odzyskują pewność siebie, uśmiech i błysk w oku, to jeden z najpiękniejszych elementów naszej pracy. Zmiana w ich postawie jest zdumiewająca – podsumowuje trycholog.



