Wakacje za nami. Opustoszały trójmiejskie plaże. Nie widać już tysięcy plażowiczów wylegujących się w palącym słońcu i radośnie pluskających w ciepłym morzu. Nieznośny upał jaki towarzyszył nam niemal przez cały lipiec i sierpień powoli zmienia się w kojące i przyjemne ciepło zachęcające do spacerów, a wieczorem do towarzyskich spotkań na świeżym powietrzu…
No dobra. Z tym końcem wakacji i tysiącami plażowiczów to pewnik. A reszta? Przez całe lata w mojej świadomości lato nad morzem kojarzyło się właśnie tak jak na powyższym obrazku, a więc ciepłem i słońcem. A wszystko dzięki wakacjom. Bo wakacje jednoznacznie kojarzą się z ciepłem. Zresztą tak tak samo od dawna swój wizerunek kształtują nadmorskie miejscowości. Wystarczy przejrzeć widokówki, same ciepłe i słoneczne. Na drugim biegunie zawsze były góry, jako symbol zimy i śniegu. Trudno się więc dziwić, że gdy w środku lipca temperatura spada 20 stopni, pada deszcz i wieje wiatr to i tak moja podświadomość mówi mi, że to jest lato.
Ta błoga nieświadomość zaczęła jednak nie co zanikać. Najpierw z powodu Szczecina. To miasto pod wieloma względami zbliżo ne do Gdańska. Leży na północy Polski, jest częścią pomorza, ma morski charakter. Co prawda nie leży bezpośrednio nad morzem, ale obydwa miasta w powszechnym ujęciu traktuje się jako jeden region geograficzny, z prawie takim samym klimatem. Sam tak myślałem. Tym bardziej, że nie odczuwałem fizycznie większych różnic w temperaturze przebywając w Sopocie lub Szczecinie. Tą różnicę zauważyłem dopiero stosunkowo niedawno, na samochodowym termometrze, pokonując regularnie trasę Sopot - Szczecin. W drodze do Szczecina temperatura powoli rośnie, a do Sopotu maleje. Czasem na całej trasie różnica wyniesie 3 stopnie, ale częściej 5 i znacznie więcej. To zasada. Wyjątki, czyli odwrotność zdarzają się rzadko. Czyli jednak w Trójmieście mamy trochę zimniej.
Resztę dopełniły jednak prognozy pogody. Szczególnie te w telewizji. Kiedyś były profesjonalne, rzeczowe, co ważne przyjemnie i podane przyjaźnie. Od kilku lat stały się jednak bardzo agresywne, alarmujące, ostrzegające przez każ dą pogodą, jaka by nie była. A latem grożące nieustannym gorącem i falami upałów jakie zalewają Polskę. I tak, stale powtarzane wyrazy „gorąc”, „subsaharyjski upał” oraz czerwone grafiki z ogniem tak mocno zaczęły atakować mój umysł, że faktycznie zacząłem się za tym upałem rozglądać i na niego czekać. Będzie dzisiaj, czy jutro? Za tydzień? A może ten upał już był, ale go nie zauważyłem. To oczekiwanie doprowadziło mnie do statystyk IMGW.
Najpierw jednak ważne wyjaśnienie - w klasyfikacji meteorologicznej za dzień ciepły uznaje się wtedy gdy temperatura wynosi od 20 do 24,9 stopni. Gorąco zaczyna się od 25 stopni, a kończy na 29,9. Dopiero od 30 pojawia się upał. Dane IMGW (póki dostępne za lipiec 2026) nie pozostawiły już żadnych wątpliwości. Średnia temperatura tegorocznego lipca w Polsce wyniosła 18,5 stopni. Najcieplejsze było Pod karpacie (19,2), a rekordy ciepła zanotowały m.in. Legnica, Wrocław, a nawet Świnoujście. W Pomorskiem było średnio o 2 stopnie mniej (17,6). W ubiegłym roku różnice były jeszcze większe. W Trójmieście średnie temperatury dzienne w lipcu i sierpniu wynosiły od 19 do 23 stopni, z rzadkimi skokami gorąca, a dodatkowo w lipcu w Gdańsku spadło 276 % normy deszczu. W tym samym czasie na południu Polski termometry regularnie pokazywały od 25 do 28 stopni, a często znacznie więcej. W zestawieniu najzimniejszych dużych miast (powyżej 100 tys. mieszkańców) zajmujemy drugie miejsce po Białymstoku i czwarte, biorąc pod uwagę wszystkie miasta. Zimniej jest w Zakopanem (1), Łebie, Ustce i Kołobrzegu (2) oraz Elblągu, Suwałkach i Resku (3).
I kolejny czynnik wpływający na nasze samopoczucie. Słońce. Bo nawet jeżeli nie jest gorąco to i tak cieszy błękitne niebo. Ba, lepszy jest chłodniejszy i słoneczny dzień niż gorący i deszczowy. Jak tutaj wypadliśmy? Liderem jest zachodnia Polska. W 2025 roku było tam 65 - 70 słonecznych dni (na 120, licząc od czerwca do sierpnia), a w 2026 roku 64 - 68. Drugim słonecznym obszarem jest centralna Polska, która miała 62 - 65 dni słoneczne w 2025 i 48 - 54 w 2026. Pomorze w tym samym okresie miało 58 - 62 dni słoneczne (2025) i 45 - 50 (2026). Gorzej od nas wypadła tylko Polska Wschodnia (58 - 62 i 25 - 35).
Weryfikacja okazała się więc dość brutalna. Lata na Pomorzu są zimne, a w niektórych miejscach bywają nawet w połowie pochmur ne. Tak było, tak jest i tak chyba będzie. Przy najmniej w perspektywie krótkoterminowej. Dlaczego o tym piszę? Może dlatego, że dzięki tej twardej świadomości przestałem zwracać uwagę na informacje o gorącej aurze i upa łach. A nawet przestałem je zauważać. Po co stale mieć nadzieję, skoro nas nie dotyczą. Nie ma nadziei, nie ma rozczarowania. Lepiej poszukać zalet. A pod wieloma względami taki klimat jest zaletą. Nie każdy turysta lubi słońce i wysokie temperatury, można nawet powiedzieć, że jest ich ogromna rzesza, co wi dać po ulicach Trójmiasta. Dla osób starszych i chorych upały są raczej niepożądane, a wręcz groźne. Z kolei nam, mam tutaj na myśli miesz kańców Pomorza, łatwiej jest pracować, podró żować (nie ma nic gorszego niż upalny dzień w wagonie kolejowym z nieczynną klimaty zacją i jednocześnie zamkniętymi oknami, bo konduktor ciągle próbuje ją uruchomić), czy też wykonywać codzienne obowiązki. To mocne argumenty. Tak więc upałów nie ma, ale za to wydmy są.




