No to mamy nowy zawód - influencer. Nazwa pochodzi od zagranicznego słowa influence, czyli wpływ. Osoba nazywana influencerem musi być aktywna w mediach społecznościowych i gromadzić wokół siebie znaczną społeczność. Im jest tej społeczności więcej, tym większe zasięgi influencera. To trochę jak bycie gwiazdą sceny. Wiadomo, że idole jak coś powiedzą to fani szaleją. Infulencer dzięki swojej charyzmie, wiedzy, autentyczności, sprytowi może mieć realny wpływ na przyszłe decyzje konsumenta, postawy i poglądy swoich odbiorców. Groźna broń w rękach konkurencji.

A czym różni się dziś popularny aktor czy sportowiec reklamujący jakiś produkt od influencera? No niby niczym, tylko że ci pierwsi nigdy nie wypowiedzą się źle o produkcie w przeciwieństwie do współczesnych influencerów, którzy czasami z wielką rozkoszą krzywdzą innych. Zachowują się niemal jak książęta. Wiele branż drży na myśl, co taki ktoś może powiedzieć o ich produktach czy usługach. Myślę, że gastronomia najbardziej to odczuwa. Wytworzyła się jakaś plaga influencerów wszelkiej maści, którzy krążą od lokalu do lokalu niczym zwolniony z pracy Anastazy z kultowej komedii „Gangsterzy i filantropii”. Kiedy znany już warszawskiej gastronomii lat 60. Anastazy pojawiał się, w którymś z lokali następowała panika i pełna mobilizacja, jakby właśnie odwiedziła ich Królowa Elżbieta. Wówczas sprawę załatwiała łapówka. Dziś cała gastronomia drży, co po wizycie napisze influencer. Czy oni mają uprawnienia do takiej oceny? NIE! Czy oni mają wpływ na wizerunek danego lokalu? TAK! To jest straszne i nie rozumiem dlaczego wszyscy się temu poddali. Niektórzy nawet im płacą! Dlaczego dla potencjalnych klientów najważniejsze są cyferki rankingowe, opinie - często nieprzychylnej konkurencji? Dopóki sam w to nie wdepnąłem, nie miałem o tym pojęcia. Na szczęście mój romans z gastronomią trwał kilka miesięcy. Nigdy nie czytałem opinii w internecie, a tym bardziej jakiś cyferek. Zawsze sugerowałem się opinią tych których znam, wiem jaki mają gust i ich oceny zwykle się sprawdzały. To jak z filmami. Nie interesują mnie recenzje, a bardziej opinia tych których filmową estetykę znam.

Bardzo mi jest żal dziś tych wszystkich gastronomów, którzy codziennie sprawdzają owe cyferki na profilach oraz wpisy nie wiadomo kogo. Kiedy pojawi się jakaś negatywna opinia, następuje panika i analiza co się stało. Ludzie czy wyście poszaleli? Ostatnio byłem w knajpie wychwalanej na lewo i prawo. Nie poszedłem tam jak wszyscy, aby strzelić sobie fotkę i skomentować na profilu, że się było. Zaprosili mnie znajomi na kolację. I jak to w moim przypadku często bywa, na drugi dzień zapomniałem, co tam jadłem. Nie było to niedobre, ale zwyczajnie nie zapamiętałem tych dań. Zapamiętałem za to wystrój i atmosferę, która dla mnie była nie do przyjęcia. A wokół? A wokół pełno zadowolonych ludzi. I ja to szanuję, ale mi ten rodzaj kuchni oraz klimatu nie leży, ale nie napieprzam na cały regulator, że to najgorsze miejsce w jakim byłem. Miejsce jest bardzo na topie. Jednak zanim powstał zawód infuencera, wpływ na nasze życie mieli ludzie wybitni, prawdziwi eksperci, pasjonaci, ludzie z branży. Nawet samo słuchanie ich opinii było niemal wstępem do cieszenia się danym wyborem. Ja osobiście nie nadążam za modami, nie słucham poza garstką znajomych mi osób, gdzie mam zjeść i co oglądać, ale miło jest posłuchać i patrzeć choćby na takiego Makłowicza, który ani wybitnym kucharzem nie jest, lecz widać w nim pasję do jedzenia, historii miejsc, regionów. Jego opowieści są pełne ciekawych anegdot i jestem niemal pewien że jego gust jest sprofilowany na poznawanie tego co dobre, a nie tego co modne. No, ale zostawmy pana Roberta…

Na koniec pewna cecha, która ostatnio zaczyna być niepokojąca. Otóż zwłaszcza influencerki, czyli kobiety zaczynają epatować swoim bogactwem. Nie mam nic przeciw temu, aby byli bogaci, ale to ich epatowanie np. na lotnisku stojąc z walizkami za 200 000 zł, a na nich siedzą niczego jeszcze nie świadome ich pociechy. Niestety oglądają to najmłodsi i co oni mają sobie myśleć? Ano to, że kiedyś wszystkie dziewczynki chciały być piosenkarkami a dziś chcą być influencerkami od niczego. No, ale wszystko jest dla ludzi jak seks, alkohol, narkotyki, modlitwa i makaron z gorgonzolą.