Plaża, dach teatru, postoczniowa przestrzeń - latem kino w Trójmieście wychodzi z sali i przejmuje miasto. Ma własną publiczność, rozpoznawalne miejsca i repertuar, który nie sprowadza się do przypadkowych komedii puszczanych na dmuchanym ekranie. Seanse odbywają się w Orłowie, na dachu Gdańskiego Teatru Szekspirowskiego, na 100czni, Ołowiance i Stogach. Każde z tych miejsc przyciąga trochę inną publiczność. Jedni przychodzą dla przedpremierowych tytułów i filmów nagradzanych w Cannes czy Wenecji, inni dla swobodnego wieczoru nad morzem. Najważniejsze, że seans znowu staje się wydarzeniem, a nie kolejnym tytułem odpalonym na platformie streamingowej.
Za znaczną częścią tej filmowej mapy stoi Anna Kądziela-Grubman, bohaterka naszej okładki. Od ćwierć wieku współtworzy Sopot Film Festival, prowadzi DKF Kurort i Dni Krytyki Filmowej, współorganizuje kina plenerowe w Gdańsku i Gdyni, a jako selekcjonerka regularnie ogląda przedpremierowe filmy na najważniejszych europejskich festiwalach. W wywiadzie opowiada nie tylko o programach i kolejnych pokazach. Mówi też o tym, czego coraz bardziej brakuje w kulturze - skupieniu, rozmowie i czasie potrzebnym, by film naprawdę wybrzmiał. Nie interesuje jej kino sprowadzone do rankingu, liczby gwiazdek, szybkich werdyktów i kilkudziesięciosekundowych recenzji. Film ma zostać z widzem dłużej, sprowokować pytania, czasem podzielić publiczność. Tymczasem repertuar nosimy dziś w kieszeni, a kolejny tytuł czeka sekundę po zakończeniu poprzedniego. Łatwo więc zapomnieć, że kino potrzebuje również czasu, skupienia i rozmowy. A przecież właśnie o to w nim chodzi.
W rozmowie z Martą Dworak zdradza też ważny plan na jesień. We wrześniu w Sopocie ruszy „falujące” Kino Bałtyk, czyli regularne pokazy kina studyjnego organizowane w różnych miejscach miasta, między innymi w Teatrze Atelier i Teatrze Boto. Projekt nawiązuje nazwą do dawnego Kina Bałtyk przy Monciaku i ma działać przynajmniej do grudnia. Nie będzie to powrót kina w klasycznym znaczeniu, lecz projekt rozproszony, przejściowy i finansowany do końca roku. Po zamknięciu Multikina Sopot został bez działającego kina, choć dawna przestrzeń kinowa nadal stoi pusta. Kino Bałtyk nie rozwiązuje tej sytuacji, ale przerywa wielomiesięczny bezruch i może stać się początkiem poważniejszej rozmowy o tym, jakiej oferty filmowej potrzebuje Sopot oraz czy za deklaracjami o znaczeniu kultury pójdą wreszcie trwałe decyzje.
W tym wydaniu rozmawiamy także z L.U.C.-em, który z podobną konsekwencją buduje BrassWood, festiwal rozpięty między Gdynią, Sopotem i Gdańskiem, pomyślany nie jako kolejny wielki koncertowy supermarket, lecz jako autorska opowieść. Annę Kądzielę-Grubman i L.U.C.-a różnią język, temperament i artystyczne drogi, ale łączy ich przekonanie, że dobrego programu nie powinien układać algorytm. Potrzebny jest człowiek z wiedzą, wyczuciem i odwagą, by zaproponować publiczności coś więcej niż to, co już zna. Wyszło nam więc wydanie o tym, co zostaje w pamięci dłużej niż jeden letni wieczór.
Miłej lektury i wielu dobrych seansów tego lata!




