Zrobiłem ostatnio coś, na co nie miałem odwagi przez wiele lat: poszedłem na plażę latem. I to wtedy, gdy było naprawdę gorąco. Pamiętacie te dni, gdy temperatura sięgała 40 stopni? To właśnie wtedy. Zobaczyłem moment, w którym na plaży było mniej piasku niż ludzi. Traci ona wtedy swój urok – staje się niczym więcej niż podłogą do siedzenia z plakatem przedstawiającym zachód słońca. Jest gęsto, jest głośno, jest wulgarnie. Zazwyczaj unikam plaży w sezonie, bo zbyt szanuję piękno tego miejsca. To jak nakryć damę na nierządzie: lepiej tego nie oglądać. Ale jednak poszedłem i znów zobaczyłem, czym latem staje się pas nadmorski.

Niekończące się śmieci poutykane w przybrzeżną roślinność, zniszczone siatki ochronne, toaleta pod co drugim drzewem i podejrzani ludzie wyciągający coś z plecaków, gdy nikt poza mną nie patrzy. Ludzie tacy w dziesiątkach i setkach. Podobnie jak plastikowe, jednorazowe, śmieciowe zabawki – te dla dorosłych i te dla dzieci. Nie mówcie im wszystkim, że istnieją jeszcze takie dziewicze miejsca jak rezerwat ptasi na Wyspie Sobieszewskiej. Czy my, jako lokalesi, możemy mieć, jak ptaki, wydzielone miejsce za siatką, gdzie żaden przyjezdny nie ma wstępu? Postuluję, Pani Prezydent!

To jak dostać w twarz. Przypominam sobie wtedy, czym jesteśmy jako Trójmiasto dla reszty Polski: jednorazowym fast foodem, przygodną znajomością. Miejscem, do którego jedzie się nad morze i miejscem, do którego jedzie się zabawić. Takie miejsca jak Brzeźno pokazują to wyraźnie. I może to ze mną jest coś nie tak. Ale powiem to wprost: nie podobają mi się ludzie, którzy tam się bawią. Nie podoba mi się sposób, w jaki się bawią. Nie podoba mi się to, jak krzyczą. Nie jestem tu tolerancyjny. A najlepszym kadrem było pięć kobiet, które linami ciągnęły wielką, białą i lśniącą motorówkę, by wjechała na samą plażę. Na jej dziobie, niczym poganiacz niewolników, stał dumny kapitan z flaszką w ręku. Nie da się tego odzobaczyć.

Wystarczył jeden dzień, bym zatęsknił za plażą poza sezonem. Jest pusto, jest cicho. Są na niej ubrani ludzie, którzy spacerują spokojnie i schludnie. To zupełnie inna sytuacja, gdy mieszkańcy wychodzą nad wodę. Inny cel, inna rzeczywistość. Tych dwóch światów nie da się pogodzić. Musimy pogodzić się z tym, że jesteśmy wynajmowani na sezon. Mamy pewne unikalne walory, którymi dzielimy się z zamkniętymi oczami.