To pierwszy raz kiedy do napisania felietonu zainspirował mnie inne felietony i to w dodatku na łamach tego właśnie pisma. Agata Drenda w swoim felietonie przytoczyła fragment rozmowy ze swoją nastoletnią córką, gdzie jej przebieg zakończył się nagłym rzuceniem przez córkę słuchawki. Jak słusznie potem zasugerowała córka autorki - mamo nie jestem na tyle zła na Ciebie aby rozbijać mojego iPhona. A chodziło o to, że mama poprosiła córkę aby nie rzucała słuchawką w trakcie rozmowy. Rzucić słuchawkę w rozumieniu mamy oznaczało nagłe rozłączenie się pod wpływem emocji. Dla córki rzucenie słuchawką - pewnie nie wiedziała czym jest ta słuchawka - oznaczało rzucenie telefonem o ścianę lub podłogę. Wówczas autorka felietonu spuentowała tę sytuację uświadomieniem sobie jak „jest stara”.
No i ja o tej starości. Łapię się niemal każdego dnia w kontaktach z młodzieżą w jak innym dziś oni świecie żyją. Przyglądam się temu, czasami nie dowierzam, czasami podziwiam a czasami biorę przykład. Nie jestem stary, choć wiecie co mam na myśli. Każdego dnia zastanawiam się nad tym czy to już czas aby odpuścić czy wciąż jeszcze udowadniać. Nie ma na to idealnej odpowiedzi. Każdy musi sam zdecydować jak dalej żyć. Agata oczywiście w sposób ironiczny stwierdziła jak jest stara, gdyż sytuacja z córką była zabawna i zarazem powodem do rozwinięcia myśli jak zmienił się kulturowo świat. Rozwój towarzyszy nam na każdym kroku i od tego już nie odejdziemy. Zastanawiałem się nawet czy życie bez tych wszystkich zdobyczy techniki jest dziś możliwe? Obawiam się, że nie. I teraz nawiążę do drugiego felietonu w tym samym numerze autorstwa Klaudii Krause Bacia. Otóż Klaudia pisze o tym, że niby chcemy jechać wszyscy w tym samym autobusie, pokazując jak jesteśmy na bieżąco i hej do przodu, a w środku nas toczy się ciągła walka o przetrwanie. Nie chcemy się obnażać z własnych słabości, porażek i problemów bo stracimy na wiarygodności. Z kolei Jan Sikora w swoim felietonie rozprawia o powtarzalności pór roku, o przemijaniu życia, ale dochodzi do wniosku, że to nie porażka a rytm życia, za każdym razem inny jak kolejny krok stawiany podczas górskiej wspinaczki. I zauważcie Państwo, w jednym numerze gazety aż trzy felietony, które może młodzieży nie zainteresują, ale młodzież pracującą owszem. Wszystkie te refleksje w moim odczuciu pokazują w jak super momencie życia są autorzy tych felietonów. Potrafią się zatrzymać, zaobserwować, uśmiechnąć i zastanowić się, że przecież nie jest tak źle. Nasze „starzenie się” jest tym momentem kiedy wjeżdżamy na białym koniu na salon życia. Nie chcę tu mówić o wieku autorów, ale jesteśmy wszyscy jak to mówią w totalnym sztosie życia. Wasze sukcesy, wasze obserwacje to cenne wskazówki dla innych, ale przede wszystkim dla Nas samych. Odrabiamy lekcje każdego dnia i dlatego jest Nam łatwiej patrzeć na świat. Taka samoterapia bez kozetki i bez obcych. Nie jestem w tym odosobniony jak widać. I jeszcze jedno - jestem aktualnie zafascynowany obserwacją dorastania moich wnuczek. Pilnie zwracam uwagę na to jak je wychowują ich rodzice oraz w miarę aktywnie uczestniczę w ich życiu. Coraz bardziej się w to angażuje. Mówiąc krótko nadrabiam to czego nie dałem swoim dzieciom kiedy rzucałem słuchawkami robiąc karierę. Dziś mam czas aby myśleć o tym jak będzie wyglądać ich przyszłość, jak się rozwijają, jakie mają ukryte talenty i czy warto je rozwijać. To jest super bo nikt w naszej rodzinie z góry nie zaplanował kim kto będzie. I wiecie co - coraz mniej, a właściwie już wcale nie używam zdań - w tyłkach wam się poprzewracało, bo za moich czasów to…Za moich czasów było jak było, ale też było ciekawie. Pamiętam je jak wczoraj i największą radochą jest kiedy jeszcze na świeżo mogę konfrontować te czasy z obecnymi. To jest najlepsza projekcja filmowa jaka mi się dziś wyświetla. Każdego dnia o tym myślę, każdego dnia powolutku odpuszczam bycie na bieżąco, to co już nie jest mi potrzebne. To wszystko było napisane w tych trzech felietonach, a ja to tylko podsumowałem. I powiem Wam szczerze, że nie mogę doczekać się całego mojego przyszłego życia, które układa się właśnie wg takich refleksji o jakich piszą Agata, Klaudia
czy Jan. I najlepsze jest to że nasze życia się nie przenikają, nie spotykamy się, nie chodzimy razem na imprezy, nie jeździmy na wakacje. Zwyczajnie sobie żyjemy w swoich światach. To był pierwszy prestiżowy Hattrick.




