Ismena Warszawska
Kobieta, która uszyła swój sukces
Ismena Warszawska
Kobieta, która uszyła swój sukces
Make up: Klaudia Justke
Hair: Paweł Brzozowski & Salon Sopot
Zanim pojawią się kampanie i perfekcyjne kadry, jest cisza pracowni i dźwięk maszyny – często o czwartej rano. To tam powstaje marka Ismena Warszawska. Z baletu wyniosła dyscyplinę, wytrzymałość i pamięć ciała, z życia – upór i konsekwencję. Jej projekty są wyraziste, momentami teatralne, ale ich fundamentem nie jest wizerunek, tylko ciężka praca. Za tą estetyką stoi historia decyzji podejmowanych pod presją, zmiany kierunku i budowania wszystkiego od zera. To rozmowa o tym, co dzieje się pod powierzchnią.
Twoja obecność w mediach jest bardzo wyrazista, ale, jak każda, pokazuje tylko fragment rzeczywistości. Kim jesteś poza tym obrazem?
Ciekawe pytanie, i wcale nie takie proste. Jestem matką, żoną, artystką, projektantką, stylistką i krawcową. Tworzę, produkuję, ale na co dzień jestem też po prostu kobietą, która ogarnia dom, gotuje i sprząta. Jak większość z nas łączę wiele ról i funkcjonuję jednocześnie w pracy i w życiu prywatnym. Mój wizerunek zawodowy widać na Instagramie i w mediach społecznościowych, ale to faktycznie tylko fragment całości. Pokazuję tam swoją pracę najlepiej, jak potrafię – i cieszy mnie, że jest dobrze odbierana. Widzę to w relacjach z klientkami i w realnym feedbacku, który przekłada się na sprzedaż. Nowe osoby często zakładają, że jestem bardzo pewna siebie. A kiedy poznają mnie bliżej, okazuje się, że jestem po prostu normalną kobietą. Z wszystkimi swoimi zaletami i wadami.
W twoim przypadku wygląd wydaje się być częścią większej całości. Jaką rolę odgrywa w twoim życiu dbanie o siebie?
W tym roku kończę 36 lat. Na swój wygląd pracuję sama. To efekt konsekwencji i codziennych nawyków. Lubię swoje rytuały, dbanie o siebie i świadome bycie kobietą. Akceptuję też to, że kobiecość ma swoje blaski i cienie – i to jest jej częścią.
Masz własną markę, Instagram, kampanie, podróże – dla wielu osób to może być inspirujące. Czujesz się czasem w tej roli?
Media społecznościowe i strona internetowa to przede wszystkim część mojego życia zawodowego. Zależy mi, żeby zdjęcia i kampanie reklamowe były idealne, żeby każda poza i każdy detal były możliwie jak najlepsze. W tej branży to standard. Docierają do mnie różne komentarze, zarówno budujące, jak i trudniejsze. Dziś hejt jest właściwie codziennością, szczególnie wobec osób, które coś osiągnęły. W moim przypadku na szczęście jest go niewiele. Zdecydowanie więcej jest tych dobrych opinii i to one mają dla mnie największe znaczenie.
Mówisz o pracy nad sobą i codziennych rytuałach. Jak to wygląda w praktyce, na przykład od strony diety?
Jem zdrowo i świadomie. Od lat nie jem mięsa, natomiast w mojej diecie jest sporo owoców morza, warzyw i owoców. Staram się słuchać swojego organizmu i wybierać to, co mi służy. To nie jest chwilowa moda, tylko styl życia, który wypracowałam i który po prostu mi odpowiada. Z drugiej strony mam też świadomość, że genetyka ma znaczenie, moja mama zawsze była szczupła, więc pewnie coś z tego odziedziczyłam.
Wygląd to jedno, ale wokół niego pojawia się też sporo ocen i komentarzy. Jak je odbierasz?
Dbam o włosy, one zawsze były moją ozdobą. A mimo to często słyszę, że są „doczepiane”. Z czasem człowiek nabiera dystansu, ale takie komentarze pokazują, jak łatwo jest coś zaszufladkować i przypisać bez większego zastanowienia. Podobnie bywa w innych obszarach. Pojawiają się opinie, że to, co mam, zawdzięczam mężowi albo teściowej. Staram się do tego podchodzić spokojnie.
A co zawdzięczasz swoim bliskim ?
Dają mi przede wszystkim miłość i wsparcie i to naprawdę czuję na każdym kroku. To dla mnie bardzo ważne i daje ogromną siłę. Jednocześnie wszystko, co mam, jest efektem mojej ciężkiej pracy. Od lat konsekwentnie buduję swoją drogę. Nie lubię prosić o pomoc, choć nie zawsze było łatwo. Dziś wiem, że było warto, żeby znaleźć się w tym miejscu. Za chwilę otwieram nowy koncept w Gdyni – połączenie pracowni, showroomu i butiku. To dla mnie kolejne spełnione marzenie i naturalny krok dalej. I nie ukrywam, że bardzo na to czekam.



